Przełom polskich skoczków narciarskich. Prezes Tajner miał rację

Piotr Majchrzak
Polscy skoczkowie zaliczyli najlepsze kwalifikacje do zawodów Pucharu Świata w sezonie. Po kompletnie nieudanym konkursie w Oberstdorfie możemy mówić o przełomie, a potężne fajerwerki odpalał Piotr Żyła, który w każdym z trzech skoków latał bardzo daleko. I wydaje się, że rację trzeba przyznać prezesowi Tajnerowi, który po Oberstdorfie udzielił dość nieoczywistej wypowiedzi, która odbiła się szerokim echem.

Polscy skoczkowie udanie zakończyli 2021 rok. Po niespodziewanym i dość pechowym blamażu w Oberstdorfie biało-czerwoni z całkiem dobrej strony pokazali się w Garmisch-Partenkirchen. Pierwszy raz w sezonie Polska w pełnym limicie awansowała do konkursu głównego Pucharu Świata i w sobotnim konkursie zobaczymy sześciu naszych skoczków.  Najlepszy z zawodników Doleżała był piąty Piotr Żyła, Kamil Stoch był szesnasty, 24. był Dawid Kubacki, 29. Paweł Wąsek, 41. Andrzej Stękała a 43. Jakub Wolny. 

Zobacz wideo Co musi poprawić Stoch? Problem w locie do opanowania

Jest przełom. Ale fajerwerki tylko u Piotra Żyły

W Nowy Rok o podium może powalczyć prawdopodobnie tylko Piotr Żyła, ale zupełnie nie zdziwimy się, gdy w drugiej serii znajdzie się np. czterech polskich skoczków. Byłby to najlepszy wynik w sezonie, ale patrząc na dyspozycje naszych, wcale nie jest to nierealne. Trzeba jednak pamiętać o rywalizacji w systemie KO, a tutaj nasi skoczkowie nie mają najłatwiejszych rywali. Dawid Kubacki będzie skakać z Granerudem, Jakub Wolny z Manuelem Fettnerem, Kamil Stoch z Daiki Ito, Paweł Wąsek z Aschenwaldem, a Piotr Żyła z Feliksem Hoffmannem. Dużymi faworytami starć są tylko Stoch i Żyła, ale Kubacki, Wolny czy Wąsek mają szanse na powalczenie o miejsca wśród "szczęśliwych przegranych".

Trudno mówić o rewelacyjnych skokach Polaków, bo w piątek fajerwerki odpalał w trzech skokach tylko Piotr Żyła, ale o przełomie już mówić można. Polscy skoczkowie potwierdzili w czasie sylwestrowych skoków w Ga-Pa, że na Turnieju Czterech Skoczni radzą sobie lepiej niż w pierwszej części sezonu. Tak, brzmi to dość kuriozalnie po najsłabszym konkursie PŚ od lat (w Oberstdorfie najlepszy z naszych był 28. Dawid Kubacki), ale jeśli dokładnie przeanalizujemy skoki naszych skoczków w Oberstdorfie i Ga-Pa, to można mówić o kilku pozytywach. 

Piotr Żyła i Apoloniusz TajnerZaskakująca opinia Tajnera po konkursie w Oberstdorfie. "Powiem coś nieoczywistego"

Lepsze skoki w Ga-Pa to nie przypadek. Mało kto to widział wcześniej

Dawid Kubacki na Turnieju Czterech Skoczni zaczął regularnie skakać na poziomie wyników dających mu pewne miejsce w drugiej serii. Tak, rok temu stawał na podium, ale mówimy teraz o zawodniku, który w tym sezonie punktował jedynie na inaugurację sezonu w Niżnym Tagile. Powrót do dwudziestki jest więc znaczącym krokiem w kierunku odbudowy tego zawodnika.

Z kolei Piotr Żyła Turnieju Czterech Skoczni zaczął skakać zdecydowanie najlepiej w sezonie. W Oberstdorfie w serii próbnej zdeklasował konkurencję, ale w konkursie trafił na takie warunki, że wszyscy podkreślali, że nie miał żadnych szans na dobry wynik. W Ga-Pa też podkreślił zwyżkę formy. 138 i 139 metrów w treningu, a także 138,5 metra w kwalifikacjach, to bardzo dobry prognostyk przed noworocznym konkursem. Dawało mu to kolejno 4.,2., i piąte miejsce.

Po Oberstdorfie pojawiła się nawet wypowiedź Apoloniusza Tajnera, który nieoczywiście przyznał, że widzi pewne pozytywy. I choć wielu kibiców kompletnie się z tym nie zgadzało, to trudno odmówić racji prezesowi.

- Powiem coś nieoczywistego, ale mimo wyniku w Oberstdorfie, poza Kamilem, widzę u chłopaków tendencję wzrostową. Na przykład całkiem niezły skok w pierwszej serii oddał Dawid Kubacki. Miał jednak tak silny wiatr w plecy, że ciężko było mu dalej odlecieć. Piotrek też trafił na bardzo złe warunki, ale w serii próbnej skokiem na 137. metr pokazał, że stać go już na wiele. Dobrze poradzili sobie Wąsek oraz Wolny. Gdyby nie system par, to byliby w trzydziestce - mówił w wp.pl

Niepokój o Kamila Stocha, skok w kwalifikacjach daje nadzieje

Najbardziej niepokoić może za to dyspozycja Kamila Stocha, który niespodziewanie wpadł w kryzys. Skoczek w Oberstdorfie męczył się niemiłosiernie. Było z nim tak źle, że nawet w rozmowie ze skijumping.pl przyznał, że brak startu w drugiej serii był dla niego swego rodzaju ulgą. W Ga-Pa Stoch skacze odrobinę lepiej, choć nie jest to obiekt, który wybitnie mu leży. Skok Stocha w kwalifikacjach w 131,5 metra był już jednak bardzo solidny. Skoczek musiał poczekać na swoją próbę kilkadziesiąt sekund dłużej ze względu na złe warunki, ale jak już poleciał, to próba mogła mu pomóc zyskać dużo pewności siebie. Nie był to jeszcze idealny skok, widać było, że Stoch mocno kontrolował się w locie, ale na pewno był to spory krok do przodu względem Oberstdorfu. 

W przeszłości zdarzało się już, że skaczący w kratkę Stoch w Ga-Pa miał sporo problemów z prędkością w drugiej fazie lotu. Można więc stawiać, że jeśli Kamil wróci do dobrych skoków, to prawdopodobnie dopiero w Innsbrucku, bo Bergisel należy jego ulubionych skoczni i idealnie pasuje do techniki Polaka.

- Teraz sytuacja się zmieniła, bo i Kamil wpadł w dołek. Mam nadzieję, że to chwilowe, ale kiedy Kamil mówi, że sam nie wie, co się dzieje, to jest niepokojące. Dodaje też, że wierzy trenerom i bardzo dobrze, tak powinno być. Naszym zadaniem, jako związku, jest jednak także to, aby wiedzieć, jaki trenerzy mają plan, bo to, co się dzieje, ciągnie się od początku sezonu - mówił Adam Małysz w rozmowie z Przeglądem Sportowym.

To już nie czas na krytykę. Moment, który przelał czarę goryczy

Na początku sezonu i w okolicy Engelbergu na polskich skoczków i trenerów spadła lawina krytyki. Często była ona merytoryczna, czasem też głupia i mocno populistyczna. Wydaje się, że w połowie grudnia merytoryczne głosy były jednak potrzebne, żeby obudzić naszą reprezentację i sprawić, by wszystko wróciło w odpowiednie ryzy. Można jednak odnieść wrażenie, że kadra się po prostu obudziła i z każdym skokiem powinno być lepiej. Skoczkowie dostali też kolejny bardzo mocny negatywny bodziec w postaci koszmarnego konkursu w Oberstdorfie i kto wie, czy nie był to moment, który przelał czarę goryczy. Każdy zdał sobie sprawę, że TCS jest już przegrany. Z zawodników zeszło dodatkowe napięcie i mogą się skupić już tylko na przygotowaniu do igrzysk olimpijskich, a to może im tylko pomóc. 

Więcej o: