Rosjanie, macie rację: chrońmy sport przed polityką. Dlatego nie możecie grać

Michał Kiedrowski
Kwestia wyrzucenia Rosjan i Białorusinów ze sportowych aren wybuchła z nową mocą przy okazji decyzji Brytyjczyków o niedopuszczeniu ich do gry w Wimbledonie. Znów pojawiły się zarzuty mieszania polityki ze sportem.

"Kiedy polityka ingeruje w sport, wynik nigdy nie jest dobry" - mówi Novak Djoković, słynny serbski tenisista na temat niedopuszczenia tenisistów z Rosji i Białorusi do najbardziej prestiżowego tenisowego turnieju na świecie. Jego głos nie jest odosobniony. Nie tylko on powtarza narrację, jaką od początku inwazji na Ukrainę, głoszą Rosjanie: nie łączmy sportu z polityką.

Zobacz wideo

Haniebny udział sportowców w prowojennym wiecu

Akurat w ich ustach to przejaw wyjątkowej hipokryzji. Jak bardzo ta narracja rozjeżdża się z rzeczywistością, widać było podczas wiecu poparcia dla agresji na Ukrainę, jaką 18 marca w rocznicę aneksji Krymu Rosjanie zorganizowali na Łużnikach

"Sufit na łeb spadł". Radomiak ustanawia nowy rekord absurdu w ekstraklasie

Wśród wiwatujących na cześć armii mordującej kobiety i dzieci na Ukrainie pojawili się też sportowcy – medaliści olimpijscy, mistrzostw świata i Europy. Dumnie prezentowali literę Z – symbol barbarzyńskiego najazdu na Ukrainę obok medali z imprez, które miały być w założeniu ucieleśnieniem braterstwa i harmonii między narodami. Obrzydliwe zestawienie. 

Księżna Kate nie chciała ryzykować

Nic więc dziwnego, że organizatorzy turnieju w Wimbledonie nie chcieli ryzykować, by na kolejnym wiecu, na którym fetuje się zbrodnie wojenne, pojawił się Rosjanin czy Rosjanka prezentujący "zdobyczne" trofeum ze znienawidzonego Londynu, który wspiera Ukrainę. Nic więc dziwnego, że księżna Kate nie chciała ryzykować wręczenia nagrody komuś, kto być może nie ma nic przeciwko mordowaniu cywili w Buczy. 

Julian Nagelsmann i Robert LewandowskiImpreza po mistrzostwie Bayernu. Nagelsmann żartował: Lewandowski podpisał kontrakt

Jak dotąd żaden znany rosyjski tenisista nie postąpił jak Jaroslav Drobny - mistrz Wimbledonu i Rolanda Garrosa, który nie chciał słuchać komunistów, gdy objęli oni rządy w Pradze i zrezygnował obywatelstwa czechosłowackiego. "Wszystko, co wtedy miałem, to była para koszul, szczoteczka do zębów i 50 dolarów" - wspominał potem. "Spędziłem wiele bezsennych nocy, zanim zdecydowałem się, że muszę uciec" - pisał w swojej autobiografii, wydanej w 1957 r. "W Pradze miałem rodziców, mieszkanie i samochód. Byłem czołowym sportowcem w kraju, miałem lekką pracę i dobrą pensję za właściwie nicnierobienie. Pytałem więc siebie: dlaczego to rzucać? Odpowiedź była jednak prosta. Nienawidziłem tego, że komuniści mówili mi, gdzie i kiedy mam grać, ponieważ to służy ich politycznym celom i ambicjom". Drobny tułał się potem po świecie najpierw jako obywatel Egiptu, a potem Wielkiej Brytanii.

Nie grając z Rosjanami chronimy sport przed polityką

Żaden z rosyjskich tenisistów czy rosyjskich tenisistek nie zdecydował się na podobny krok. I oczywiście, nie wolno wymagać, by potępili zbrodnie na Ukrainie. Przecież to naraziłoby ich na szykany, a może nawet kary więzienia w ich kraju. Nie można żądać od ludzi heroicznej postawy, jeśli chodzi o tak mało ważny wycinek życia społecznego jak sport.  

Michael Schumacher w Poznaniu w 2007 r.Michael Schumacher przepadł za murem tajemnic. "Płacze, gdy jest przewracany na bok"

Tak, powinniśmy chronić rosyjskich sportowców, by politycy ich nie wykorzystali. Musimy ich chronić, by nie zostali pohańbieni, jak ci, którzy wystąpili na Łużnikach z literą Z na piersiach. Niestety, najlepszym sposobem, by ustrzec ich i ich sumienia, to po prostu z nimi nie grać. 

Więcej o: