Małysz obraził się i uciekł. Teraz przejmuje władzę w PZN. Ogromne ryzyko

Mateusz Król
Niegdyś Apoloniusz Tajner zrobił z niego mistrza, a teraz mianował na swojego następcę. Adam Małysz przejmuje stanowisko prezesa Polskiego Związku Narciarskiego. Jako legenda sportu wiele ma do stracenia, bo misja przed nim niełatwa. A pytań, czy były już dyrektor w PZN podoła, od kilku tygodni jest więcej niż odpowiedzi. - Jeżeli dyrektor się obraża i wyjeżdża z Planicy, bo został obrażony przez zawodników, no to bardzo przepraszam... To jak teraz wejdzie na salę prezes Małysz? - zastanawia się w rozmowie ze Sport.pl Tomasz Redwan, ekspert ds. marketingu sportowego.

Zmiany na stanowisku prezesów związków sportowych zawsze niosą przynajmniej dozę zmian. W przypadku Polskiego Związku Narciarskiego śmiało można powiedzieć, że dochodzi wręcz do epokowej metamorfozy. Apoloniusz Tajner ustępuje po 16 latach urzędowania, a zastępuje go Adam Małysz. Ikona polskiego sportu postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i układać polskie narciarstwo według własnej wizji.

Zobacz wideo W skokach narciarskich są równi i równiejsi!

Epokowa zmiana w polskim narciarskie. Małysz zmienia Tajnera

Czterokrotny mistrz świata w skokach narciarskich nie kryje swoich ambitnych zamierzeń. - Wiem, że na nowym stanowisku konieczne jest rozszerzenie perspektywy. Dlatego chcę zająć się podnoszeniem poziomu wszystkich dyscyplin olimpijskich podlegających pod PZN. Nie tylko skoków narciarskich, ale też biegów, snowboardu i narciarstwa alpejskiego. Ważne będzie też np. poszerzanie bazy szkoleniowej na etapie juniorskim oraz samo zadanie, związane ze związkiem, czyli profesjonalizacja pracy biura PZN - opowiadał niedawno w rozmowie z TVP Sport Małysz.

Rewolucja w skokach narciarskich na igrzyskach. Kobiety wreszcie się doczekałyRewolucja w skokach narciarskich na igrzyskach. Kobiety wreszcie się doczekały

Jednak chociaż trzykrotny wicemistrz olimpijski wciąż budzi ogromną sympatię wśród kibiców polskiego sportu, to nie każdy z fanów jest pewny, czy były skoczek podjął dobrą decyzję, decydując się na wejście do zarządu PZN. - Czy dla Adama Małysza jest to ryzyko? Tak, jest - mówi Sport.pl Tomasz Redwan, ekspert marketingu sportowego i sponsoringu z agencji REDSport. I wskazuje, że wszystko zależy od tego, jak prezesura Małysza się potoczy.

Adam Małysz cieszy się niespotykaną wśród innych sportowców sympatią. Jest wymieniany we wszystkich rankingach, jakie robi się od lat. Wymieniany jest zawsze w pierwszej trójce najbardziej popularnych sportowców w Polsce, a zakończył karierę kilkanaście lat temu. I w przypadku gdyby ta prezesura mu się nie udała, rzeczywiście jego wizerunek mógłby być oceniany przez pryzmat prezesa, a nie pryzmat naszego wybitnego sportowca. I sam Małysz, od kiedy informacja o jego starcie stała się informacją publiczną, bardzo wyraźnie również o tym mówi, że się waha. Rzeczywiście do stracenia ma wiele, a co ma do zyskania? Generalnie wszystko, czyli dołożenie do znakomitego wizerunku mistrza sportowego, wizerunek dobrego zarządcy, dobrego prezesa. A materię ma dość trudną - dodaje ekspert.

Mistrz podjął odważną decyzję. "Poważne ryzyko utraty dochodów"

Wielu osobom trudno sobie wyobrazić legendę skoków narciarskich w fotelu prezesa i biurze. - Jeśli chodzi o załatwiania, to myślę, że to ogarnę. Trochę ciężko będzie w przypadku bankietów. Nie jestem do tego stworzony. To też była jedna z tych rzeczy, które mnie odwodziły od tej decyzji. Nie podejmowałem jej, bo trochę mnie to przerażało - odnosił się do tego Małysz we wspomnianej rozmowie z publicznym nadawcą. Jednak eksperci zauważają inny problem, który budzi pytania w przypadku objęcia stanowiska szefa polskiego narciarstwa przez wiślanina. Nie da się ukryć, że pomimo zakończenia kariery przed ponad dekadą, 44-latek wciąż ma prywatne kontrakty sponsorskie.

- Pytanie brzmi czy prezes Małysz zdecyduje się po pierwsze na zawieszenie swoich kontraktów reklamowych, bądź też te kontrakty zostaną przebudowane i będą zawierały co innego. Czyli nie będą mówiły o tym, że występuje w reklamach albo że nosi logo swojego sponsora na stroju. A druga sprawa, to proszę pamiętać, że bardzo często jest tak, że reklamy prywatne kłócą się z reklamami związkowymi. I oni w związku mają taki 'dress code', czyli nie występują w krawatach i marynarkach, tylko występują w ubraniach sportowych, w takich strojach, powiedzmy sobie, reprezentacyjnych, przy okazji pokazując ten cały swój dobytek sponsorski na sobie. Ale prezes związku, czytaj Adam Małysz, nie może reklamować kogoś, kto nie jest oficjalnym sponsorem związku. W moim rozumieniu reklam prywatnych nie powinien mieć. To wszystko jest jednak do ustalenia i nie byłbym zdziwiony gdyby było już ustalone - uważa Tomasz Redwan.

Christian Kathol, kontroler sprzętu FIS na zawodach PŚ w skokachNowy kontroler chce skończyć ze skandalami w skokach. "Tu wszystko jest czarno-białe"

Ekspert wskazuje też, że byłby bardzo zdziwiony, gdyby czterokrotnemu zdobywcy Kryształowej Kuli udało się zachować swoje prywatne kontrakty. - Mamy tutaj też dość poważne ryzyko utraty dochodów. Prezesi związków zarabiają różne pieniądze, ale z całą pewnością nie są to takie pieniądze, jakie można zarobić na kontraktach reklamowych w przypadku Małysza. Pytanie tylko, czy on dzisiaj jest osobą, która się pnie do góry finansowo, czy jest dorosłym, 44-letnim mężczyzną, któremu co innego jest potrzebne: prestiż, zaufanie, szacunek itd. Być może przyszedł ten czas, żeby tak się stało - rozważa były dyrektor marketingu i promocji w Polskim Komitecie Olimpijskim.

Dyrektor Małysz schował głowę w piasek. "Czy osobowość zmieniła się od Planicy?"

W strukturach Polskiego Związku Narciarskiego Małysz nie będzie jednak debiutował, bo od 6 lat pełnił funkcję dyrektora koordynatora ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej. A ocena pracy, którą wykonał polski mistrz na tym stanowisku, jest różna. W zależności od tego, kto podejmuje się recenzji. Zdaniem Tomasza Redwana nie wszystko wyszło i można z tego wyciągnąć wnioski. Szczególnie z ostatniego sezonu, w którym polscy skoczkowie znajdowali się w ogromnym kryzysie, a na koniec w Planicy doszło do eskalacji. 

- Tego kryzysu nie udało się zażegnać dyrektorowi Małyszowi. To nie było dobre działanie. Zresztą tak na dobrą sprawę, to nie wiemy, jakie było to działanie. Najgorszą formą komunikowania się jest brak komunikacji, a takiej komunikacji wybitnie zabrakło między zawodnikami a trenerami, między trenerami a trenerami, między zawodnikami a dyrektorem, między dyrektorem a prezesem. Jeżeli dyrektor się obraża i wyjeżdża z Planicy, bo został obrażony przez zawodników, no to bardzo przepraszam... To jak teraz wejdzie na salę prezes Małysz? - zastanawia się właściciel agencji Redwan Sport Marketing. - I teraz pytanie. Czy istnieje możliwość, żeby osobowość Adama Małysza zmieniła się od Planicy do 25 czerwca? Od 27 czerwca jedzie do Krakowa, wchodzi do gabinetu i zaczyna rządzić. A zadanie przed nim trudne - uzupełnia nasz rozmówca.

Kamil Stoch wyprowadził się z Polski na kilka tygodni. Kamil Stoch wyprowadził się z Polski na kilka tygodni. "Uwielbiam to miejsce"

A skoro zadanie jest trudne, to warto od razu przystąpić do pracy z planem. - Adam Małysz jako prezes powinien otoczyć się swoimi mądrymi, inteligentnymi ludźmi, czerpać pełnymi garściami z wiedzy marketingowej. Bo marketing PZN jest niestety słabiutki. A powinien być silny. Dlatego on to powinien zrobić. A w kwestiach sportowych? Małysz powinien iść w kierunku rozwoju narciarstwa alpejskiego i snowboardu. Skokami tylko my się tak emocjonujemy. Proszę zauważyć, że nawet Skandynawowie jeszcze bardziej poszli w kierunku alpejskiego niż w skoki. No i w tym wszystkim pan prezes Małysz musi sobie poradzić. Jak to u nas wygląda? Nie za bardzo... - zaznacza Tomasz Redwan.

Legenda skoków musi zadbać o swój wizerunek, a wielka przyszłość przed nim

Ekspert ds. marketingu sportowego radzi także Małyszowi, aby do sezonu zimowego przygotował pięciopunktowy plan działań. Nie chodzi o szczegółowe zapisy, ale wyznaczenie kierunków i dat ich realizacji. A w dodatku uważa, że mistrz powinien zatroszczyć się także o swój wizerunek w trakcie pełnienia zaszczytnej funkcji. 

- Powinien być prowadzony przez dobrego speca od wizerunku, żeby ten wizerunek sobie kreować. Bo ja też zakładam zupełnie jasny scenariusz, że nie po to Małysz przychodzi do związku, żeby być prezesem przez cztery lata. Przychodzi, żeby zrobić dwie duże kadencje, czyli osiem lat. To szmat czasu, żeby zbudować swoją pozycję. Może być przecież i tak, że on się nie zatrzyma. A cóż to mu przeszkadza zostać prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego, a potem członkiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego? Dlaczego nie? To młody człowiek, kariera zawodowa na poziomie wyższym dopiero przed nim. I to być może jest preludium. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby tak było, ale musimy najpierw założyć, że prezesura będzie udana, a żeby była udana, to musi pan Małysz postawić i zrealizować wiele celów i zadań, bo jak wiemy w polskim narciarstwie nie dzieje się najlepiej i jest to jedna z łagodniejszych form krytycznej oceny. Pamiętajmy, że rozmawiamy o Polskim Związku Narciarskim, a nie o Polskim Związku Skoków Narciarskich".

Zmiany w biathlonowym PŚ. Kontrowersyjny przepis zlikwidowanyZmiany w biathlonowym PŚ. Kontrowersyjny przepis zlikwidowany

Małysz: Mam teraz osiąść na statusie legendy?

Pewne jest jedno, że Adam Małysz nie jest pierwszym wielkim sportowcem, który zdecydował się podjąć trudnego zadania, jakim niewątpliwie jest prowadzenie związku sportowego. Przed rokiem szefować polskiemu pływaniu zaczęła Otylia Jędrzejczak. Na czele Polskiego Związku Piłki Nożnej stawali już Zbigniew Boniek i Grzegorz Lato. O ile w tym pierwszym przypadku raczej nie zakończyło się to szkodą dla "marki", ale w drugim już bardziej. I Małysz jest świadomy, że w jego przypadku może zakończyć się to zarówno tak, jak w przypadku Bońka, ale równie dobrze może pozostać niesmak, jak za prezesury Laty w PZPN. 

- Czy mam teraz osiąść na statusie legendy i nic nie robić, bo ktoś może mnie kojarzyć z polityką czy byciem działaczem? Sportowi oddałem całe życie i chciałbym jeszcze dla sportu zrobić coś pożytecznego. Mam nadzieję, że w mniejszości są ci, którzy twierdzą inaczej. To jest duże poświęcenie. Gdyby było inaczej, to jako dyrektor nie nosiłbym chłopakom butów na zawodach i nie pełniłbym funkcji oficera prasowego. Będąc dyrektorem robiłem wszystko, żeby im pomóc, mimo że wykonywałem zadania, które nie są przypisane dyrektorowi. Nie boję się pracy i uważałem, że wtedy byłem tam potrzebny. Potrafię schować swoją dumę do kieszeni. Nie boję się wyzwań. I mam nadzieję, że kiedyś, ktoś to doceni - mówił z nadzieją w rozmowie ze skokipolska.pl "Orzeł z Wisły", który kiedyś porywał ze sobą publiczność, a teraz marzy, aby poderwać w górę polskie narciarstwo. I oby mu się to powiodło. 

Więcej o: