Christian Kathol: Mierzenie krocza zawodników było czymś niezręcznym. Znaleźliśmy rozwiązanie

Jakub Balcerski
- Chcę być otwarty dla zawodników i trenerów, bo to praca, w której nie ma co tworzyć tajemnic. Nie mam nic do ukrycia, tu wszystko jest czarno-białe - mówi Sport.pl nowy kontroler sprzętu na zawodach Pucharu Świata w skokach Christian Kathol. Austriak zastąpił na stanowisku kontrowersyjnego Mikę Jukkarę.

Mika Jukkara niespodziewanie odszedł ze stanowiska kontrolera sprzętu FIS podczas zawodów Pucharu Świata skoczków. Jak poinformował Fin, podjął tę decyzję z powodów osobistych. Jego następcą wybrano Christiana Kathola, dotychczasowego dyrektora cyklu FIS Cup, który wspierał także Jukkarę podczas większości zawodów PŚ w roli asystenta kontrolera sprzętu. 

W rozmowie ze Sport.pl Kathol zdradza, jak duże jest jego doświadczenie w pracy ze sprzętem skoczków, jak widzi zmiany w zasadach i tworzeniu elementów sprzętu, a także czego spodziewa się po nadchodzącym sezonie.

Zobacz wideo Co wiemy po zgrupowaniu kadry? "Walka trwa, bo mundial jest przed nami"

Jakub Balcerski: Kiedy dowiedział się pan o rezygnacji Miki Jukkary?

Christian Kathol: Mika poinformował o tym dwa tygodnie temu. Powiedział tylko, że odchodzi z powodów osobistych i wszystkim podziękował. Było to dla mnie tak samo zaskakujące jak dla innych, choć sporo z nim przecież pracowałem. Od tego momentu FIS rozmawiał z kandydatami na to stanowisko i padło na mnie. 

Sandro Pertile w rozmowie ze Sport.pl przekazał, że pana kontrakt ma być "na lata".

Tak, to współpraca, która według tego, co ustaliliśmy, ma trwać przez co najmniej kilka sezonów. Nie muszę się raczej obawiać o moją przyszłość. 

Mika JukkaraNagła rezygnacja w skokach narciarskich. Jukkara odchodzi na własną prośbę

Czyli zrezygnuje pan ze stanowiska dyrektora FIS Cupu?

Muszę. Nie będzie już możliwe łączyć zarządzanie tym cyklem i jeżdżeniem na zawody Pucharu Świata. Wcześniej mogłem sobie pozwolić na to, żeby kilka z nich odpuścić, ale teraz muszę być na skoczni weekend w weekend, to jasne. 

Będzie zatem ktoś nowy w tej roli. Doradzał pan Sandro kogo wybrać?

Rozmawialiśmy i z tego co wiem, negocjacje powoli się kończą, jest dwóch kandydatów. Oczywiście na razie nie mogę zdradzić nazwisk, ale powinniśmy poznać mojego następcę naprawdę szybko.

Pracuje pan w FIS już dłuższy czas, bo przed rolą dyrektora FIS Cupu i asystenta kontrolera sprzętu, długo był pan jeszcze delegatem technicznym i sędzią. A czuje się pan gotowy do bycia głównym kontrolerem, ma pan odpowiednio dużo doświadczenia?

Pierwszy raz zetknąłem się z kwestią kontroli sprzętu sześć lat temu, gdy przeszedłem pierwsze szkolenie. Potem sprawdzałem sprzęt na FIS Cupie, ostatni rok spędziłem z Miką już na Pucharze Świata. Jestem spokojny, wiem, jakim wyzwaniom muszę sprostać i co mnie czeka.

Presja na waszej dwójce w zeszłym sezonie była ogromna i praktycznie co weekend pojawiały się kontrowersje związane ze sprzętem. Było to dla pana trudne, czy skupiał się pan na zbieraniu doświadczenia?

Ja zbierałem doświadczenie, Mika miał na sobie trochę więcej presji jako główny kontroler. Trafiło mi się tak, że w dwa weekendy, kiedy pojawiło się sporo kontrowersji, akurat nie było mnie na Pucharze Świata. Nie uczestniczyłem w aferze z butami Nagaby i płaskimi nartami Slatnara. Przez cały sezon gromadziłem jednak i przeglądałem sporo notatek, raportów, prowadziłem też rozmowy z trenerami i zawodnikami. Tak jak mówiłem: wiem, z czym wiąże się podjęcie tej pracy. Teraz mamy sezon bez igrzysk, więc podejrzewam, że atmosfera będzie nieco inna. Pewne wydarzenia miały miejsce w zeszłym sezonie właśnie ze względu na Pekin. Ale dokonaliśmy pewnych zmian w sprzęcie, które musiały wreszcie zaistnieć. Wydaje mi się, że obraliśmy dobry kierunek na przyszłość, a nasza praca wkrótce może być nawet łatwiejsza.

Adam MałyszRafał Kot zdradza kulisy wyborów w PZN. Małysz mógł mieć rywala. "Roiły się pomysły"

Która z zasad, którą wprowadziliście, albo usprawniliście, pomoże zapobiec takim obrazkom, jak zbyt duże kombinezony u zawodników podczas igrzysk w Pekinie?

Ogólnie już w poprzednim sezonie byliśmy na dobrej drodze do porozumienia z zawodnikami w sprawie kombinezonów, z naszej perspektywy nie wyglądało to źle. Ale pojawiła się kwestia tego, jak wyglądały w kroczu skoczków. Mieli tam za dużo materiału, co było dobrze widoczne, gdy siedzieli na belce, czy na odjeździe, już po wylądowaniu. Tylko że taki sposób szycia kombinezonów nie był zakazany, wszystko było zgodne z zasadami. Teraz zmieniliśmy je jednak i liczymy, że to się nie powtórzy, a wszystko będzie łatwiejsze do zrozumienia dla kibiców, a także do sprawdzania przez kontrolerów.

Używali nawet silikonu, żeby wypełnić pewne przestrzenie w kombinezonach i sprawić, że będą większe. Nowe zasady mają takie kombinowanie wykluczyć?

Dla kontrolera zawsze mierzenie krocza zawodników było czymś niezręcznym, czymś, czego najchętniej w ogóle byśmy nie robili. Powiem jasno: nie chcieliśmy mierzyć elementów blisko intymnych części ciała zawodników. Znaleźliśmy rozwiązanie i teraz podczas pomiaru przed sezonem mierzymy wysokość zawodnika, jego całego ciała i gdy jest w pozycji siedzącej, co pozwala nam ustalić także wysokość krocza. Te zmiany w zasadach powinna sprawić, że w tym przypadku nie da się już oszukiwać. 

Zmiany w zasadach i składzie kontrolerów sprzętu mogą wywołać mały chaos na początku Letniego Grand Prix, na pierwszych zawodach, gdy będą obowiązywać?

Jako kontroler mam oczywiście własny styl, więc trenerzy, choć wielu mnie zna, będą musieli się do niego przyzwyczaić. Zasady nie wydają się na tyle złożone, żeby sprawiły komuś problemy. Kadry powinny się do nich zastosować. A co do mnie: zobaczmy, jak wszystko będzie się układać i o moich relacjach, współpracy z trenerami i zawodnikami możemy porozmawiać po pierwszym sezonie.

Zeszły sezon sprawił, że pod kątem wojny technologicznej i rozwoju sprzętu, a także relacji na linii sztaby-kontrolerzy skręcił w nie najlepszym kierunku. Teraz uda się to naprawić?

Jestem przekonany, że relacje ze sztabami będą w porządku. Tak jak powiedziałem dla oficjalnej strony FIS: mój system ma być transparentny. Chcę być otwarty dla zawodników i trenerów, bo to praca, w której nie ma co tworzyć tajemnic. Nie mam nic do ukrycia, tu wszystko jest czarno-białe. Jeśli stawiasz pewne granice, później musisz uważać na konsekwencje. Rygorystyczny, ale jasny i transparentny system pracy - chciałbym, żeby tak to wyglądało.

Skoki narciarskie mogą zawitać do Warszawy. Powstał projekt zawodówSkoki narciarskie mogą zawitać do Warszawy. Powstał projekt zawodów

Mika Jukkara był często pod presją Stefana Horngachera, czy Adama Małysza, rozmawiał z wieloma ludźmi, a nawet patrzył na zdjęcia, które mu pokazywali, czy przesyłali. U pana to nie przejdzie?

Powtórzę tylko: chcę być transparentny. Oczywiście będę rozmawiał z wieloma osobami, ale ta praca polega też na sporym zaufaniu pomiędzy mną, zawodnikami i sztabami poszczególnych kadr. Ono jest kluczowe.

Więcej o: