Siedzą po nocy, jedzą chipsy i piją gazowane napoje? A właśnie, że nie

Patryk Stec
Esport to błyskawicznie rozwijająca się branża. Jednak dla wielu osób to nadal fenomen trudny do zrozumienia. Jak można emocjonować się tym, że ktoś gra? Wbrew pozorom esport i sport tradycyjny bardzo dużo łączy.

Esport to po prostu rywalizacja w grach komputerowych. Ta prosta definicja jednak nie wyczerpuje tematu. Dlaczego młodzi ludzie tak uwielbiają esportową rywalizację? Co jest w tym takiego przyciągającego?

Zobacz wideo Marcin Gortat i Bogusław Leśnodorski zainwestowali w żyłę złota. Biznes marzeń

Walka ze stereotypami

Cała branża walczy ze stereotypowym postrzeganiem esportu. To już nie są tylko dzieci, siedzące po nocach przy zgaszonym świetle przy komputerach, popijające przy tym gazowane napoje i jedzące chipsy. W ostatnich latach branża ta dość mocno się sprofesjonalizowała i podobnie jak w każdej innej dziedzinie zaczęto robić wszystko, aby zmaksymalizować szanse na wyniki (e)sportowe i zysk finansowy. Profesjonalne zespoły mają do dyspozycji psychologów, fizjoterapeutów, trenerów czy analityków. Transmisje esportowe na całym świecie oglądają miliony osób — niedawny finał Mistrzostw Świata w League of Legends obejrzało 73 miliony widzów na całym świecie. Setki tysięcy dzieci marzy o tym, aby zostać profesjonalnym esportowcem. Być podziwianym i robić to, co się kocha — grać w gry i dostawać jeszcze za to pieniądze.

Aby osiągnąć sukces, trzeba dużo trenować i dbać o siebie. Brzmi to bardzo banalnie, ale prawda jest taka, że recepta na sukces jest dokładnie taka sama, jak w każdym innym aspekcie życia. Profesjonalni esportowcy często trenują od rana do późnego wieczora. Przerabiają w tym czasie dziesiątki taktyk, ćwiczą umiejętności mechaniczne, np. celność czy omawiają z analitykami i trenerem wybrane mecze. Coraz częściej organizacje esportowe starają się zapewnić zawodnikom również ćwiczenia fizyczne, które są ważne dla oczyszczenia umysłu. Esportowcy często mają kilkugodzinne maratony, w trakcie których grają oficjalne mecze, a świetna kondycja pomaga im utrzymać skupienie na dłużej.

Co przyciąga do esportu?

Wiele osób spośród esportowych kibiców to również fani sportów tradycyjnych. To ludzie, którzy poszukują emocji. W esporcie takich nie brakuje, a to wszystko z powodu konstrukcji rozgrywek. Zawodnicy Counter Strike'a rozgrywają najczęściej mecze do dwóch wygranych map. Aby wygrać mapę, należy być lepszym w 16 rundach, trwających niecałe dwie minuty. To powoduje, że kibice średnio co dwie minuty są świadkiem jakiejś akcji lub decydującej zagrywki. W przypadku wyrównanego meczu mogą obejrzeć nawet 30 rund i dogrywkę. To uwalnia emocje, których może brakować w meczu piłki nożnej podzielonym na dwie 45-minutowe połowy, w którego trakcie większość akcji ma miejsce w środkowej strefie boiska, a gole padają rzadko. W przypadku Counter Strike'a "bramki" padają co dwie minuty.

Żyjemy w czasach szybkiego przekazu. Młodzi ludzie bardziej sobie cenią błyskawiczne rozstrzygnięcia. Nie chcą być zanudzani. Szukają emocji. Dlatego Florentino Perez, prezes Realu Madryt chciał założyć Superligę. Miała być odpowiedzią m.in. na jedną z pokus odciągającą od piłki nożnej, czyli właśnie esport. Niektóre transmisje przyciągają przed ekrany monitorów więcej widzów niż ma to miejsce w przypadku transmisji sportowych.

Może to być zagrożeniem, ale może być również szansą na promocję sportu poprzez esport. Zauważył to Międzynarodowy Komitet Olimpijski, który przed igrzyskami olimpijskimi w Tokio zorganizował e-igrzyska, w których gracze rywalizowali w takich dziedzinach jak eSailing czy e-kolarstwo. Dostrzegła to również FIFA, która w trudnym 2020 roku, ponad 50 procent swoich przychodów osiągnęła z gamingu. Z niedawno opublikowanego przez FIFA sprawozdania finansowego za rok 2020 wynika, że aż 158,9 milionów dolarów na 266,5 milionów z całkowitego przychodu pochodziło z praw licencyjnych, czyli z licencji wykorzystywanych w grach takich jak FIFA 21 czy eFootball PES 2021.

W esporcie chodzi o emocje

Esport jest doskonałym substytutem sportowych emocji. Przekonał się o tym m.in. Marcin Gortat, były gracz NBA, który w zeszłym roku zainwestował w Polską Ligę Esportową. Na Twitterze częściej zobaczymy Marcina Gortata piszącego o Counter Strike'u czy Call of Duty Warzone niż o koszykówce.

- Na pewno o wiele bardziej się relaksuję, siedząc przed komputerem, grając, niż biegając po parkiecie, gdzie następnego dnia moje kolana, stawy, kręgosłup wszystko czują. Esport daje mi dużo radości i szczyptę rywalizacji, która u mnie zanikła po zakończeniu kariery koszykarskiej. Ta rywalizacja na nowo się pojawiła — mówił w "Podcaście Esportowym" Sport.pl Marcin Gortat.

Esportem zainteresował się też Mateusz Klich, piłkarz Leeds United i reprezentacji Polski, który regularnie gra w League of Legends wraz z Pawłem "Delordem" Szablą, znanym polskim trenerem esportowym.

- Zawsze jest taki szok, jak ludzie niezwiązani z grami grają. Wiadomo, że nie jest (Mateusz Klich — przyp.) jeszcze stary. To jest taki wiek, że kiedyś grał i na spokojnie jeszcze te gry pamięta. Po prostu gracze, streamerzy, ludzie związani z tym światem dziwią się: "O kurcze, jakiś tancerz lub piłkarz gra!". Dziwią się, że ludzie show-biznesu, sportowcy grają w gry i są nawet nieźli. Powiem szczerze, że Mateusz dobrze gra. Żeby grać dość dobrze, nie wystarczy godzinka lub dwie w tygodniu — tłumaczył Szabla w rozmowie ze Sport.pl. - Myślę, że większość ludzi, robiących podobne rzeczy jeśli chodzi o rywalizację, ma takie predyspozycje. Wspólnym mianownikiem jest ta rywalizacja. Ten ogień, chęć rywalizacji i wygrywania, nawet gdy dostaniesz w twarz kilka razy, podnosisz się i dalej próbujesz coś ugrać, osiągnąć coś fajnego. Myślę, że jeśli ludzie są pełni takiej rywalizacji, to będą mieli predyspozycje we wszystkim, co sobie wymarzą robić jeśli chodzi o jakieś współzawodnictwo — dodaje.

- Codziennie trenuję nogami, ale gram rękoma! Codziennie jak odpalam mecze, chcę wygrać, i jak na boisku, chcę zdominować swoich przeciwników. W LoL-u dominowaliśmy bota (komputer kierujący postacią — przyp.) z kolegą, więc ta rywalizacja jest na pewno wspólnym mianownikiem — mówił z uśmiechem na twarzy Mateusz Klich.

Czy esport jest sportem?

Często w rozmowach o esporcie pojawia się jedno pytanie: dlaczego ludzie chcą oglądać, jak ktoś gra, zamiast samemu włączyć grę? Tutaj właśnie pojawiają się emocje. Do wyjątkowej sytuacji doszło w trakcie lipcowego turnieju IEM Cologne 2021. Wtedy finał tego turnieju oglądało ponad 840 tysięcy fanów, co oznaczało, że więcej osób oglądało tę grę na Twitchu niż w nią grało. Trzeba jednak pamiętać, że Counter Strike to nie tylko bieganie po mapie i strzelanie. To bardzo taktyczna i drużynowa gra. Znajomość map i taktyczna wiedza sprawiają, że rozgrywka wydaje się o wiele bardziej atrakcyjna.

Czy esport jest sportem? Pytanie, które polaryzuje wiele osób, jest zarazem jednym z najmniej istotnych dylematów. Nikt w esporcie nad tym się nie zastanawia, bo to tak naprawdę nie zmienia istoty rzeczy. Czy ktoś uzna esport za sport lub nie uzna, nie wpływa na kształt esportu. Dlatego tak wielu fanów wirtualnej rywalizacji to konkretnie nie interesuje. Esport dostarcza emocji i to wystarczy.

Więcej o: