- Prowadzenie meczu przez sędziego to jest też sztuka zapobiegania problemom. Sędzia podejmował tu dużo nieczytelnych decyzji, nie tylko dla kibiców, dziennikarzy, ale też dla fachowców. Za takiego się uważam, a też jego pracy nie rozumiałem. To jest właśnie problem tego spotkania, że takich niezrozumiałych sytuacji było wiele - tak w rozmowie ze Sport.pl skrytykował Duje Strukana były polski sędzia międzynarodowy Marcin Borski.
W meczu Śląsk - FC Sankt Gallen kibice zgromadzeni na stadionie we Wrocławiu zobaczyli m.in. nieuznanego gola dla Śląska, trzy czerwone kartki - z tego dwie za rzekome symulowanie - rzut karny podyktowany przeciwko wrocławianom, a następnie powtórzony przez wyjście bramkarza z linii bramkowej oraz wiele starć pomiędzy zawodnikami obu drużyn. Ostatnie kilkadziesiąt minut tego spotkania przejdzie do historii polskiej piłki. Duje Strukan stał się drugim Howardem Webbem. Na sędziego po meczu spadła ogromna krytyka. Śląsk Wrocław postanowił złożyć oficjalny protest.
Od krytykowania arbitra postanowił odciąć się Rafał Rostkowski. To również były polski sędzia, który często komentuje sporne sytuacje.
- Jestem lekko zaskoczony, bo rzeczywiście sędzia popełnił błędy, natomiast te sytuacje kluczowe dotyczące czerwonych kartek i bramek w większości lub wszystkie były prawidłowe, lub co najwyżej kontrowersyjne - zaczął Rostkowski w rozmowie z Kanałem Sportowym. - Nie będę się tutaj przyłączał do chóru krytyków, bo zakładam, że ta krytyka wynikała głównie z emocji (...). Uważam, że proces UEFA jest niekorzystny dla klubu, bo wynika z nieobycia w międzynarodowej piłce nożnej, z nieznajomości obowiązujących standardów i może być niekorzystny, bo niepotrzebnie rzuci światło na zachowanie piłkarzy i sztabu trenerskiego w trakcie meczu i po meczu. Oczywiście były błędy. Bardzo wyraźnym błędem było przerwanie akcji korzystnej z powodu faulu - mówił. Zaznaczył też, że może się to skończyć karami dla Śląska. Powodem może być np. sytuacja, o której opowiedział sam Jacek Magiera. Szkoleniowiec wrocławian przyznał, że poszedł do szatni sędziego z płaczącym dzieckiem.
Rostkowski przeanalizował też najbardziej kontrowersyjne sytuacje meczowe. - Moim zdaniem tam był bardziej faul niż spalony, natomiast spalony też. Jeśli zakładamy, że atak Petkowa był prawidłowy, to spalony był, bo między zagraniem piłki głową przez Musiolika a chwilą kiedy piłka wpadła do bramki to Petkow był w kontakcie fizycznym z bramkarzem i utrudniał mu interwencję - ocenił nieuznaną bramkę Śląska Wrocław z początku meczu.
- Świetnie zachował się sędzia wideo, który dał znać sędziemu głównemu, że się pomylił. To jest ewidentna sytuacja, tu nie ma żadnych wątpliwości. Pojawiają się pytania, czy po interwencji VAR-u można pokazać żółtą kartkę. Można. Warto pamiętać, że sama sytuacja z żółtą kartką nie może być pretekstem do skorzystania z VAR-u. Natomiast pretekstem może być nieprawidłowy gol, czy niesłusznie podyktowany rzut karny. W tym przypadku niesłusznie podyktowany karny był kluczem do włączenia się VAR-u. Jeśli sytuacja jest już weryfikowana, to finalna decyzja powinna być prawidłowa i kompletna. To oznacza, że powinna być odpowiednia kara zespołowa - w tym przypadku rzut wolny pośredni za symulowanie - jak i napomnienie, czyli żółta kartka dla zawodnika, który symulował. Zaręczam, że to jest ewidentna sytuacja i Petkow musiał być ukarany żółtą kartką, bo była to ordynarna próba oszukania sędziego - ocenił Rostkowski pierwszą czerwoną kartkę dla zawodnika Śląska.
- Arbiter pokazał w tym meczu 12 żółtych kartek, z czego 11 piłkarzom, siedem zawodnikom Śląska Wrocław i cztery gościom. Żadna z tych kartek nie powinna być kwestionowana. Można się zastanawiać czy nie powinno być ich więcej. Między innymi Leiva też raz symulował w polu karnym, ale zrobił to tak subtelnie, że arbiter nie przerwał gry i go nie ukarał. Tu też mogła być kartka i Śląsk wcześniej mógł być ukarany trzecią czerwoną kartką (...). Leszczyński też może się cieszyć, że nie dostał drugiej żółtej kartki, bo nawet po otrzymaniu żółtej kartki podchodził do rywali i ich prowokował. Widać ogromne emocje i chyba brak doświadczenia w rozgrywkach międzynarodowych - dodał.
- Chwała sędziemu, że sam zauważył, że Ortiz symulował. Tu też była prawidłowa decyzja. VAR, który obejrzał to na powtórkach, stwierdził, że sędzia na boisku podjął prawidłową decyzję i dlatego nie wzywał go do monitora, bo nie było sensu - skomentował ostatnią dużą kontrowersję w tym spotkaniu. - Dobrze, że się skończyło na tylko trzech czerwonych kartkach, bo mogło być więcej - podsumował były arbiter.
Śląsk Wrocław szybko musi wrócić do szarej ligowej rzeczywistości. Tym bardziej że na razie wicemistrzowie Polski nie spisują się najlepiej. W trzech meczach zdobyli tylko dwa punkty i obecnie zajmują 15. miejsce w lidze. W niedzielę o godzinie 14:45 wrocławianie zagrają z Koroną Kielce i będą faworytami tego spotkania.