Gwiazda Japonii dla Sport.pl. Honda: Zrobiliście błąd na poziomie taktycznym. Będziecie robili wszystko, by turnieju nie zakończyć z kolejna porażką

- Nie jesteśmy optymistami jeśli chodzi o wynik meczu z Polską - mówi Sport.pl Keisuke Honda, gwiazda reprezentacji Japonii. - Z Senegalem długo utrzymywaliście się przy piłce, kreowaliście sytuacje, ale na końcu nie mogliście strzelić. Chyba zrobiliście błąd na poziomie taktycznym - dodaje.

Keisuke Honda zagrał w barwach japońskiej reprezentacji 97 razy, zdobył dla niej 37 bramek. Był piłkarzem m.in. AC Milan, CSKA Moskwa, a ostatnio meksykańskiej Pachuki. Na MŚ przyjechał po raz trzeci.

Kacper Sosnowski: Jak ci się oglądało mecze Polaków na tym turnieju? Byłeś zdziwiony naszą słabością?

Keisuke Honda: Nie myślę o tym w ten sposób. Przecież wiem, że wasz zespół ma dobrych piłkarzy. To są mistrzostwa świata. Tu nie ma łatwych gier. Mecz z Senegalem, który widziałem w całości, może wam nie wyszedł i niestety go przegraliście, ale graliście dobrze. Dziennikarze i kibice zawsze zwracają uwagę na wynik. My patrzymy na to co dzieje się na boisku. Dlatego wcale nie jesteśmy optymistami jeśli chodzi o wynik naszego spotkania. Z Senegalem długo utrzymywaliście się przy piłce, kreowaliście jakieś sytuacje, ale na końcu nie mogliście strzelić. Senegal jest mocny w kontratakach i to wykorzystał. Chyba zrobiliście w tym meczu błąd na poziomie taktycznym.

Piłka w dwóch naszych meczach nie bardzo chciała wpaść do bramki rywali. Sam jesteś napastnikiem, współczujesz Lewandowskiemu niemocy w ważnych spotkaniach?

- Pamiętam, że na ostatnim mundialu my sami mieliśmy problem z tym zdobywaniem bramek. Mi udało się w pierwszym meczu strzelić jednego gola, ale potem było słabo. Czasem tak jest, że są jakieś okazje, a rezultat jest niekorzystny. Trudno to wyjaśnić. Do tego dochodzi presja. My akurat z nią poradziliśmy sobie dobrze. Kibice oczekiwali od nas dobrych rezultatów z Kolumbią i Senegalem i udało się, mimo tego, że z rywalem z Afryki musieliśmy w ostatnich minutach gonić wynik.  

Przykro mi z powodu waszej porażki z Kolumbią, ale takie są mistrzostwa świata.

Po tej porażce Polska nie ma już szans na awans. Sytuacja jest dla was dobra.

- Dobra byłaby jakbyśmy to my wiedzieli, że zagramy w 1/8 finału. Takiej pewności nie mamy, więc spotkanie z wami najlepiej po prostu wygrać. Myślę, że nie będzie to łatwe, bo będziecie nas naciskać jak tylko potraficie. To może być dla nas niebezpieczne. Przecież będziecie robili wszystko, by tego turnieju nie zakończyć z kolejna porażką. Może myślę stereotypowo, ale mam wrażenie, że drużyny z Europy wyjątkowo koncentrują się na Azjatów. Po to by pokazać im kto stoi za historią futbolu, kto opanował tę grę. Uważam, że nie powinniśmy być optymistami, za to powinniśmy bardzo w meczu z Polską uważać.

My chyba też, bo popełniliśmy w dwóch meczach sporo niewymuszonych błędów. Przypatrywałeś się pewnie naszej obronie.

- Chodzi o te rzeczy z pierwszego meczu i 0:3 z Kolumbią? Ale nas też zaskoczył Niang i Wague (ten pierwszy asystował przy golu drugiego – przyp. red). Kolumbijczycy też szybko przy nas biegali. U obrońców czasem małe rzeczy decydują o tym, że coś się nie udaje. Futbol to też gra błędów. Te w defensywie widać najbardziej. Do tego dochodzi presja. To są właśnie mistrzostwa świata. 

Po strzeleniu gola w meczu z Senegalem zasalutowałeś zupełnie jak trener Sbornej Stanisław Czerczesow. Grałeś w lidze rosyjskiej, ale rozumiem, że to nie miało związku?

- Nie, żadnego. Ten sam gest wykonywałem już wcześniej. On oznacza respekt do kibiców, zawodników, moich przyjaciół na trybunach czy wspierającej rodziny. Taki rodzaj podziękowania i znaku, że dla nich i dzięki nim dobrze wykonałem swoją robotę.   

Więcej o: