Lewis Hamilton zdyskwalifikowany! Ta decyzja może odmienić walkę o tytuł F1

Jakub Balcerski
Po blisko dwudziestu godzinach znamy werdykt w sprawie zamieszania po kwalifikacjach do sprintu Grand Prix Sao Paulo Formuły 1. Sędziowie podjęli decyzję odnośnie nieprawidłowości w samochodzie Lewisa Hamiltona i zachowania Maxa Verstappena po zakończeniu sesji.

Choć spotkanie z Red Bullem skończyli w sobotę przed 14:00 czasu polskiego, a to z delegacją Mercedesa około półtorej godziny później, to na werdykt sędziów trzeba było czekać aż do godziny 18:00. Ich decyzja to kara dyskwalifikacji dla Lewisa Hamiltona. Brytyjczyk został usunięty z wyników kwalifikacji i wystartuje do sobotniego sprintu z końca stawki. Wcześniej mówiło się, że prawdopodobnie Brytyjczyk ruszy z alei serwisowej, bo Mercedes będzie musiał dokonać zmian w jego bolidzie i złamać zasady parku zamkniętego, ale ostatecznie nie ma takiej potrzeby.

Zobacz wideo F1 2021 - zobacz pierwsze wideo z gry

Dyskwalifikacja Hamiltona! Red Bull tylko z karą finansową po kwalifikacjach F1

Max Verstappen, który po kwalifikacjach dotykał bolidu Mercedesa i swojego, co jest niezgodne z zasadami parku zamkniętego, dostał od sędziów tylko reprymendę, a Red Bull karę finansową 50 tysięcy euro za "dotykanie bolidu podczas obowiązywania zasad parc ferme". "Żaden z elementów skrzydła samochodu Hamiltona nie poruszył się, gdy był dotykany przez Verstappena" - brzmi tylko fragment bardzo długiego i rozbudowanego tłumaczenia sędziów. 

Kontrowersyjnie może brzmieć za to tłumaczenie o tym, że "dotykanie bolidów stało się nawykiem kierowców, a nie powinno". Wcześniej za podobne sytuacje nie karano, jak choćby w przypadku Sebastiana Vettela (wcześniej informowaliśmy, że Niemiec głównie przyglądał się samochodom, a nie ich dotykał, ale pojawiły się nagrania z kilku sytuacji z czasów jazdy Vettela dla Ferrari, gdy jednak dotykał elementów swoich bolidów Ferrari, czy samochodów rywali, w tym Mercedesa). 

Przypomnijmy: po kwalifikacjach sędziowie zaprosili na przesłuchanie Hamiltona i przedstawicieli Mercedesa, którzy mieli się wytłumaczyć z nieprawidłowości związanych z tylnym skrzydłem jego samochodu. To, podczas korzystania z systemu DRS pomagającego kierowcom w wyprzedzaniu, miało się zbyt szeroko otwierać - maksymalna wartość szpary pomiędzy lotkami to 85 mm, a ta w bolidzie Mercedesa miała zostać przekroczona. Hamiltonowi groziła dyskwalifikacja z wyników kwalifikacji, która faktycznie została nałożona na Brytyjczyka. 

Sędziowie mogą zdyskwalifikować Lewisa Hamiltona z wyników kwalifikacjiHamilton zdyskwalifikowany?! Sędziowie czekają na dowody. Wielkie zamieszanie w F1

Kluczowe nagrania dla sprawy Verstappena. Pomogli kibice i kamera z bolidu Fernando Alonso

W przypadku Verstappena chodziło o filmik, który tuż po zakończeniu kwalifikacji zarejestrował jeden z kibiców i umieścił go w mediach społecznościowych. Można na nim zauważyć, że Holender przygląda się tyłom obu samochodów - swojego i Hamiltona - i dotyka ich, co jest zakazane w ramach zasad parku zamkniętego i braku wyraźnej ingerencji w samochód osób trzecich. Istnieją konkretne przepisy mówiące o tym, co można, a czego nie można robić. 

Kluczowe w wyjaśnieniu sprawy okazały się nagrania z kamery zamontowanej w kokpicie Fernando Alonso z Alpine. Po kwalifikacjach Hiszpan zaparkował samochód na wprost Mercedesa Lewisa Hamiltona. Z kamery widać idealnie, co dokładnie przy bolidzie Brytyjczyka robił Verstappen. Sędziowie uznali, że to niewystarczająco dużo, żeby ukarać Holendra bardziej, niż samą reprymendą wobec złamania przepisów.

Kolejny filmik z trybun w zasadzie rozwiewa wątpliwości: Verstappen ledwo dotknął skrzydła Hamiltona, a bardziej starał się prawdopodobnie zmierzyć jego szerokość w porównaniu do tej z bolidu Red Bulla. Sprawdzono też kamerę 360 stopni z bolidu Hamiltona i wnioski były te same.

To decyzja, która może odmienić walkę o tytuły mistrzowskie w F1. Fatalna sytuacja Mercedesa

Przedstawmy też jasno, o co toczy się gra w sprawie decyzji FIA. Dyskwalifikacja Hamiltona z wyników piątkowych kwalifikacji oznacza, że wystartuje z końca stawki do sobotniego sprintu. Nie będzie miał zatem okazji, żeby podczas krótkiej rywalizacji w sobotę przebić się do czołówki, a to wyniki sprintu wskazują kolejność na polach startowych na niedzielny wyścig. Hamilton i tak dostanie jeszcze karę zepchnięcia o pięć pozycji na starcie w niedzielę za wymianę części silnika, więc wystartuje z końcówki stawki i będzie miał sporo pracy do wykonania, żeby w ogóle wywalczyć punkty, a co dopiero walczyć o wysokie miejsca. 

Całkiem prawdopodobny wydaje się zatem scenariusz, który zakłada, że Hamilton nie zdobywa punktów w sprincie (są przyznawane za miejsce w Top 3), a Verstappen go wygrywa. To daje mu powiększenie przewagi w klasyfikacji kierowców z 19 do 22 punktów. Jeśli w wyścigu Brytyjczyk ponownie nie zdobyłby nawet punktu przez start z końca stawki, to Verstappen mógłby ją powiększyć maksymalnie nawet do 48 punktów (25 punktów za zwycięstwo i jeden za najszybsze okrążenie).

Do końca sezonu po Sao Paulo pozostają trzy rundy - w Arabii Saudyjskiej, Katarze i Abu Zabi. Do zdobycia będzie maksymalnie 78 punktów (trzy zwycięstwa i najszybsze okrążenia, w kolejnych rundach nie ma już sprintów). Tym samym jeśli Verstappen powiększy przewagę po GP Arabii do minimum 52 punktów, już wtedy zostanie mistrzem świata. To dramatyczna, wręcz fatalna sytuacja Mercedesa, który w ten sposób może też przegrać rywalizację o mistrzostwo świata konstruktorów - na razie ma jeden punkt straty do Mercedesa. Pozostawało jednak ziarno niepewności: jeśli Mercedes odwoła się od dyskwalifikacji, co FIA zrobi z jej zastosowaniem do sprintu, który zaplanowano jeszcze na sobotni wieczór? Nie byłoby na to czasu, ale Mercedes ostatecznie nie odwoływał się od werdyktu. "Chcemy wygrać mistrzostwo na torze" - zakomunikował zespół.

Główny argument Mercedesa rodem z teorii spiskowych. Drugi miał szansę coś zmienić

Rozwiązanie zaproponowane przez FIA wydaje się rezolutne pod względem rozumienia przepisów. Przewinienie Hamiltona to nie sprawa uznaniowa - jeśli tylne skrzydło nie przeszło kontroli, to trudno byłoby uniknąć kary za niezmieszczenie się w limicie szerokości szpary pojawiającej się przy aktywacji DRS-u. Byłoby to możliwe tylko, jeśli nieprawidłowości pojawiły się ze względu na awarię, problem na torze, albo działanie osób trzecich. Ten trzeci scenariusz wydaje się odpowiedni tylko dla teorii spiskowych, ale okazał się rzeczywistym argumentem Mercedesa.

Max Verstappen po kwalifikacjach GP Sao PauloNiesamowite! Verstappen też ukarany?! Trzęsienie ziemi po kwalifikacjach F1 trwa w najlepsze

- To niewiarygodne, ale Mercedes naprawdę twierdzi, że Max Verstappen uszkodził tylne skrzydło samochodu Lewisa Hamiltona - przekazał portalowi racingnews365.com doradca Red Bulla i jedna z jego najważniejszych postaci, Helmut Marko. Czyli wskażmy wprost: Mercedes stwierdził, że ruchy Verstappena mogły bardziej zaszkodzić samochodowi Hamiltona, niż przeciążenia na torze. To nie najlepsza linia obrony, zwłaszcza że prawdopodobnie jedna z niewielu, jakie miał przygotowane Mercedes. - Gdyby tak było, nie moglibyśmy w ogóle prowadzić aut na prostej - wskazał Timo Glock, były kierowca F1.

Innym argumentem była kwestia Valtteriego Bottasa. Bolid kierowcy posiadającego tę samą specyfikację tylnego skrzydła, co Hamilton, przeszedł kontrolę FIA. A Fin był o 5,5 kilometra na godzinę wolniejszy od Brytyjczyka na prostych podczas kwalifikacji. W drugim treningu Lewis Hamilton używał innego tylnego skrzydła, niż w kwalifikacjach, bo tamto zostało zdemontowane, zaplombowane i zabrane przez FIA. Mercedes potwierdził jednak, że było w tej samej specyfikacji, co w piątek. To mogło pomóc sędziom w ocenie i porównaniu elementów. Ale decyzja i tak była na niekorzyść Mercedesa.

Przewaga Mercedesa nie wynikała z "Afery DRS"? Red Bull nawet tego nie kwestionuje

Co ciekawe, nawet Red Bull według magazynu "Auto Motor und Sport" nie do końca uważa, że sprawa Mercedesa dotyczy ich manipulacji przy tylnym skrzydle. Zespół ma to uważać za błąd lub produkcyjny błąd przy tym konkretnym skrzydle niemieckiej ekipy. 

Portal "The Race" kwestionował też, czy przewaga, którą Lewis Hamilton osiągnął w piątkowych kwalifikacjach - 0,438 sekundy, czyli największa różnica w tempie kwalifikacyjnym pomiędzy nim a Verstappenem w tym sezonie i od ponad roku, została osiągnięta dzięki zyskom z większego otwarcia tylnego skrzydła. Według dziennikarza Marka Hughesa chodzi o wymianę części silnika, przez które Hamilton w niedzielę zostanie cofnięty o pięć pozycji na starcie do głównego wyścigu. Miały dać mu dodatkowe konie mechaniczne, które przełożyły się na przewagę nad Red Bullem. Po kwalifikacjach mówił o tym także szef Red Bulla, Christian Horner, który zaznaczał, że jego zespół walczył w piątek maksymalnie o drugie miejsce i Verstappen może być zadowolony ze swojego wyniku. "Afera DRS" praktycznie nie ma tutaj zastosowania.

Lewis Hamilton miał zbyt szeroko otwarte tylne skrzydło podczas kwalifikacji do sprintu na Grand Prix Sao Paulo?"Afera DRS" w Formule 1. Wojna totalna Red Bulla z Mercedesem! Już nie tylko o mistrzowski tytuł

Za to Mercedes ma być o wiele bardziej agresywny w swoich reakcjach: nieoficjalnie w telewizji Sky Sports mówi się, że po decyzji FIA zespół może się odwołać od werdyktu sędziów i kto wie, czy w przypadku braku powodzenia nie podejmie także walki o swoje racje w trybunale. I choć na razie takich kroków nie podjęto, to nie myliliśmy się zatem, pisząc, że wszelkie działania z piątkowego wieczoru, oznaczają wojnę totalną w Formule 1. Mercedes i Red Bull przestały już walczyć tylko o tytuły mistrzowskie, teraz mają przed sobą otwarty konflikt pod każdym względem.

Sprint kwalifikacyjny ustalający kolejność na starcie w głównym wyścigu w niedzielę zaplanowano na godzinę 20:30 czasu polskiego. W niedzielę kierowcy zaczną rywalizację o 18:00.

Więcej o: