Świątek weszła na trawę jak kosa. Trafiła na kamień, ale nic sobie z tego nie robiła

Łukasz Jachimiak
Iga Świątek weszła na trawę jak kosa, po czym trafiła na kamień, ale nic sobie z tego nie zrobiła. Na początek turnieju w niemieckim Bad Homburgu najlepsza tenisistka świata pokonała półfinalistkę Wimbledonu Tatjanę Marię 5:7, 6:2, 6:0.

Tatjana Maria to półfinalistka ostatniego Wimbledonu, która w ciągu ostatnich trzech tygodni rozegrała na kortach trawiastych aż 10 meczów, wygrywając siedem. Niemka jest 58. w rankingu WTA, ale byłaby znacznie wyżej, gdyby dostała punkty za swój wimbledoński sukces (tam punktów nie dawano nikomu, ponieważ do startu nie zostali dopuszczeni Rosjanie i Białorusini). Krótko mówiąc: Iga Świątek nie mogła dostać trudniejszej rywalki na początek turnieju WTA 250 w Bad Homburgu. I bardzo dobrze, że Idze wylosowano właśnie Marię!

Zobacz wideo Iga Świątek rozbawiona pytaniem od dziewczynki trenującej tenis. "Mój Boże, też bym chciała się dowiedzieć"

Pierwsza runda, czwarta runda i trzecia runda - to jest bilans startów Świątek w seniorskim Wimbledonie. Juniorska mistrzyni tego turnieju z 2018 roku jest najlepsza na świecie na kortach ziemnych i twardych, ale na trawie wciąż nie czuje się pewnie. To nie była ulubiona nawierzchnia Igi wtedy, gdy zdobywała puchar jako 17-latka i to się do dziś nie zmieniło. Ale Iga bardzo chce to zmienić.

Iga Świątek zna teorię. Teraz praktyka

- Gra na trawie jest szybsza i piłka niżej się odbija. Chyba średnio 10 centymetrów niżej niż na mączce. Doślizgiwanie się do piłek jest ryzykowne, więc poruszanie się trzeba zmienić - mówiła w niedawnej rozmowie ze Sport.pl, pokazując, że teorię ma już opanowaną. - A jak dobrze się gra na Rolandzie, to jest mniej czasu na przygotowanie się do trawy. W zeszłym roku było go naprawdę mało, wtedy zagrałam tylko Wimbledon, nie zagrałam nawet turnieju przed. Teraz zdecydowaliśmy, że jednak więcej meczów będzie potrzebnych, dlatego zagram też w Niemczech. I mam nadzieję, że nauczę się jak najwięcej, żebym się rozwijała jako zawodniczka - dodawała.

Iga od tygodnia uczyła się gry na trawie, trenując w Bad Homburgu. A bardzo cenną lekcją był dla niej mecz z Tatjaną Marią.

Doświadczona Niemka polskiego pochodzenia (jej ociec Henryk Malek był reprezentantem Polski w piłce ręcznej) grała przeciw Idze bardzo sprytnie i choć Świątek zagrała naprawdę dobry, udany mecz, to jednocześnie Maria zdecydowania pokazała, nad czym Iga powinna jeszcze popracować.

Lekcja cierpliwości. I omijania pułapek

Otóż po zaledwie pięciu minutach tego meczu Świątek miała dwie piłki na 3:0. Polka weszła na trawę ostra jak kosa, dawała popis ofensywny, siły, tenisa na tak. Ale z czasem doświadczona, 36-letnia Niemka, zastawiała na młodszą o 14 lat rywalkę coraz więcej pułapek, w które Iga się łapała.

Zmienny rytm, slajsy i skróty, przedłużanie wymian - z tym wszystkim Świątek sobie nie radziła, bo za bardzo chciała pokazywać swoją siłę. Idze brakowało cierpliwości i dlatego - po coraz częściej popełnianych błędach - przegrała pierwszego seta 5:7.

Trener Wiktorowski już pełen wiary

Trawa, nie trawa, Iga przegrywać nie lubi i na takie sytuacje potrafi reagować znakomicie. W pierwszym i drugim gemie seta numer dwa Polka nie dała Niemce wygrać ani jednej akcji! Całą partię zamknęła szybko (w pół godziny), łatwo i przyjemnie, wygrywając 6:2. Świątek wygrała w niej aż 31 z 46 punktów.

Trzeciego, decydującego, seta Iga też grała absolutnie na swoich warunkach. Możliwe, że szybkie 6:0 dla Igi było podyktowane i jej rosnącą pewnością siebie i zmęczeniem rywalki. Maria w niedzielę grała finał turnieju we włoskiej Gaibie i na mecz z Igą podróżowała przez pół poniedziałku. Ale dla nas to w sumie nieważne.

Ważne jest, że dla Świątek to był bezsprzecznie cenny i dobry mecz na początek tegorocznego grania na trawie. Ona całą sobą stara się podkreślać, że nie ma wielkich oczekiwań na tej nawierzchni, natomiast prowadzący ją Tomasz Wiktorowski już odważnie mówi, że Iga ma wszystko, żeby swój piękny, kompletny tenis z mączki przenieść też na trawę.

Po znakomitym wyjściu z kłopotów z naprawdę dobrą na trawie Marią Iga nie musi od razu w pełni zgadzać się ze swoim trenerem. Ale na pewno może się nie zgodzić z Manuelem Santaną, który dawno temu stwierdził, że trawa jest tylko dla krów. Oczywiście Hiszpan powiedział tak zanim w końcu wygrał Wimbledon.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.