Siatkarze Sir Sicoma Monini Perugia tylko patrzyli bezradnie, gdy dali się nabrać zawodnikom Aluronu CMC Warty w pierwszym secie finału Ligi Mistrzów. Ale zawiercianom, którzy przegrali 2:3, więcej nie udało się oszukać ani faworyta, ani losu. Choć próbowali wytrwale do samego końca. A w końcówce żywiołowo kibicowali im nawet ci, którym dzień wcześniej złamali serca.
Bartosz Kwolek po długiej akcji w drugim secie padł wyczerpany na parkiet, a kibice na trybunach złapali się za głowy. Już chwilę później ruszył w kierunku sędziego i sfrustrowany uderzył dłońmi w słupek, na którym stał arbiter. Rozjemca kilkakrotnie w finale Ligi Mistrzów w Łodzi dał się we znaki siatkarzom Aluronu CMC Warty Zawiercie (w półfinale też) i być może ta złość również pomogła im przedłużyć maksymalnie mecz, w którym głową i sercem próbowali przebić twardy włoski mur. Kwolek potem jeszcze raz padł, tym razem po zdobyciu punktu w niesamowitym stylu. Ale zawodnicy Perugii finalnie odebrali zawiercianom brutalnie nadzieję na kolejny niesamowity powrót w Łodzi, pokazując zupełnie inną twarz niż dwa dni wcześniej.