Skoki narciarskie. Jewgenij Klimow wygrywa zawody Pucharu Świata. Dalej korzysta z norweskiej broni

Klimow był najlepszym skoczkiem weekendu i został pierwszym Rosjaninem w historii, który wygrał konkurs Pucharu Świata. Podobnie jak latem startuje w kombinezonie, który w zeszłym sezonie dawał ogromną przewagę norweskim skoczkom.

Jewgenij Klimow wygrał zawody inauguracyjne zawody Pucharu Świata w Wiśle i stał się pierwszym Rosjaninem, któremu udała się ta sztuka. Dla 24-letniego skoczka to drugie podium w Pucharze Świata, bo pierwszy raz udało mu się znaleźć w najlepszej trójce w sezonie 2016/2017 wInnsbrucku, gdzie zajął trzecią pozycję. W całym poprzednim sezonie zdobył jednak tylko siedem punktów.

Nazwisko Rosjanina na pierwszym miejscu może szokować, ale jeśli ktoś uważnie oglądał letnie zawody skoków narciarskich to wie, że Klimow w fenomenalnym stylu wygrał LGP, a w Wiśle od początku skakał na najwyższym poziomie. Wygrał pierwszy trening, w drugim był na trzecim miejscu, a w kwalifikacjach znowu był najlepszy. Nieco gorzej było w sobotę w konkursie drużynowym, ale wiadomo, że Rosjanie nie liczą się w stawce, więc skoczek mógł ten dzień potraktować bardziej treningowo. W niedzielę znów jednak wrócił do świetnej dyspozycji, bo w obu seriach dostał najwięcej punktów i pewnie sięgnął po zwycięstwo.

Klimow dalej z bronią Norwegów

Rosjanin podobnie jak w Letnim Grand Prix startował także w czarnym/matowym kombinezonie, który w zeszłym sezonie robił prawdziwą furorę i był zarezerwowany jedynie dla norweskich skoczków. Rosjanom udało się jednak latem kupić ten materiał i od momentu, w którym Klimow go włożył, stał się zdecydowanie lepszym skoczkiem.  Wiadomo jednak, że sam kombinezon nie skacze, a Klimow prezentuje teraz bardzo wysoki poziom sportowy. – Kombinezony są bardzo dobre, widać, że pasują do stylu Klimowa, który też umie płasko pokonać pierwszą fazę lotu, a potem wykorzystuje noszenie – mówi członek norweskiej drużyny.

- Wierzę, że potrafię skakać na tym samym poziomie co latem. Chciałbym być jak Dawid Kubacki rok temu. On też wygrał LGP, a potem był w czołówce, ale wiadomo, że to będzie trudne – mówił w rozmowie ze Sport.pl przed kilkoma dniami. Okazało się jednak, że nie było to wcale trudne, a Klimow na swoje podium musiał czekać krócej niż Dawid Kubacki w poprzednim sezonie (ten stanął na nim  dopiero w Oberstdorfie pod koniec grudnia). 

Inni też mają, a nie latają

Latem belkę czarnego materiału udało się kupić już nie tylko Austriakom (skakali w nich bez większych sukcesów), ale także Rosjanom. Nie powstało z nich wiele strojów na sezon letni (priorytet miał sezon zimowy), ale jednym ze skoczków który dostał taki kombinezon był właśnie Jewgenij Klimow. Był latem w kapitalnej formie i z dużą przewagą wygrał Letnią Grand Prix, a trzeba zauważyć, że wystartował w zaledwie dwóch konkursach więcej niż jego najgroźniejsi rywale, w tym Karl Geiger, Piotr Żyła i Kamil Stoch. Dobrą formę potwierdził także na początku zimy, bo jeśli wziąć pod uwagę cały weekend, to Klimow po prostu zasłużył na zwycięstwo tak, jak przed rokiem zasłużył Junshiro Kobayashi.

W niedzielnym konkursie indywidualnym najlepszy z Polaków był Stoch, który zajął czwarte miejsce. Szósty był Żyła, ósme miejsce zajął Kubacki. Punkty zdobyli jeszcze 23. Jakub Wolny i 29. Maciej Kot. Do drugiej serii nie awansował Stefan Hula, sklasyfikowany na 38. pozycji.