To już się dzieje. Ruszyła nagonka na Lewandowskiego. I to z samej góry

Michał Kiedrowski
Wystarczy spojrzeć na komentarze kibiców Barcelony, aby zobaczyć, że ich podstawowym zajęciem jest liczenie. I niestety w dużej części są to kalkulacje, ile można oszczędzić, gdy wypchnie się z klubu Roberta Lewandowskiego.

W ostatnią sobotę na portalu dziennika "AS" ukazał się artykuł Javiera Miguela, w którym autor przekonywał, że nie ma nic złego w tym, że Barcelona nie zdobędzie w tym roku żadnego trofeum. Ba, więcej - to dobrze, bo w kasie zostanie dzięki temu aż 40 milionów euro, które klub musiałby wydać na premie za wygranie Ligi Mistrzów, mistrzostwa Hiszpanii i Pucharu Króla. A wiadomo: Barcelona kasą nie śmierdzi, więc liczy się każda złotówka, przepraszam euro. Wydawałoby się, że to jakiś trolling, albo artykuł z cyklu "z przymrużeniem oka". Ale nie. On tak na poważnie.  

Zobacz wideo

Oszczędności Barcelony, których nigdy nie było

Dawno nie przeczytałem czegoś tak niedorzecznego. Przecież o żadnych oszczędnościach nie może być mowy. Po prostu piłkarze nie zarobili tych pieniędzy, z których dostaliby premię. Gdyby wygrali Ligę Mistrzów, za sam udział w finale klub zainkasowałby 25 mln euro. Gdyby wygrali La Ligę, to ich firma dostałaby z tytułu praw telewizyjnych ok. 10 mln więcej niż za wicemistrzostwo. Gdyby Barcelona wygrała Puchar Króla, to by zagarnęła dodatkową premię 1 mln euro. Ale przecież te 36 mln ekstra dla Barcy to nie wszystko. Za każdy z tych triumfów dodatkowe premie otrzymałby klub od sponsorów. Zarobiłby także na zwiększonej sprzedaży gadżetów i pamiątek związanych z tak niezwykłą potrójną koroną.  

Finansowe korzyści związane z takim sukcesem nie ograniczyłyby się do jednego sezonu. Jako właściciel potrójnej korony klub mógłby negocjować wyższe stawki za kolejne umowy sponsorskie, przyciągnąłby więcej kibiców i większe zainteresowanie. Sprzedawałby więcej koszulek. Większą wartość mieliby jego piłkarze. Przy tych wszystkich korzyściach 40 mln na premie dla zawodników to tylko ułamek przychodów.

Te słowa rozmijają się z logiką

Naprawdę wystarczy elementarna wiedza, jak działa zawodowy sport, jak działa Liga Mistrzów czy premie z tytułu praw telewizyjnych w lidze hiszpańskiej, by wiedzieć, że artykuł o "oszczędzeniu 40 mln euro" zupełnie rozmija się z logiką.  

Ale nie o logikę tu chodzi. Kibice już piszą: "Im mniej płacimy kopaczom, tym lepiej"; "nasi księgowi zacierają ręce" lub "Dlatego szatnia smutna xD".

Warto też spojrzeć na inne dzieła dziennikarzy związanych z klubem. Choćby na ostatnie doniesienia o Robercie Lewandowskim. Polak może co pięć minut zapewniać, że z Barcelony ruszać się nie zamierza, a i tak dziennikarze - powołując się na przecieki z klubu - będą pisać, że "Lewy" jest na wylocie i czeka go gorące lato. "Sport" dał nawet okładkę z Polakiem, gdzie niedwuznacznie zasugerował, że napastnik jest poddawany naciskom.  

Kto przyłożył Barcelonie nóż do gardła

I takie publikacje trafiają na podatny grunt. Wystarczy poczytać ostatnie komentarze kibiców Barcelony o Lewandowskim, aby nie mieć wątpliwości, iż ziarno wrogości zostało zasiane. Fani wściekają się, że piłkarz w tym wieku aż tyle zarabia, że w następnym sezonie dostanie 32 mln euro brutto, a w klubie bieda piszczy. Polak nie jest jedynym, którego w klubie – oczywiście nieoficjalnie – postanowiono odstrzelić. Są jeszcze np. Raphinha, Marc-André Ter Stegen, czy Frenkie de Jong, który jest rekordzistą, jeśli chodzi o zarobki w Barcelonie. Oni też mogą powtarzać, że ani myślą ruszać się z Katalonii, a w mediach co chwila będą pojawiać się informacje o tym, jak wielką zrobiliby przysługę klubowi, gdyby odeszli, bo Barcelona ma nóż na gardle. 

Wszyscy jednak zapominają, że ten nóż do gardła klubu nie przyłożyli ani Lewandowski, ani Raphinha, ani de Jong. Ani ich agenci. To sama Barcelona przez lata żyła ponad stan, bo ważniejsze były głosy w kolejnych wyborach na prezydenta klubu niż finansowa stabilność firmy. Joan Laporta jest nie mniej winny jak odsądzany od czci i wiary poprzedni szef Josep Maria Bartomeu. Zresztą nie wiadomo, czy ten pierwszy nie okazał się większym nieudacznikiem niż ten drugi, bo zamiast wykorzystać pieniądze z tzw. dźwigni finansowych na stabilizację zespołu, rozpuścił je na transfery m.in. Lewandowskiego, Raphinhy czy zupełnie nieprzydatnego Vitora Roque.  

Kibice Barcelony zamienili się w księgowych

A teraz kibice utyskują, że Polak za chwilę skończy 36 lat, zatrudniony jeszcze przez stary zarząd de Jong za dużo zarabia, a zamiast Roque to trzeba było kupić porządnego defensywnego pomocnika. 

Przecieki z klubu sprawiły, że kibice Barcelony stali się biegli w księgowości. Już wiedzą, że klub nie kupi żadnego zawodnika, dopóki kogoś nie sprzeda. Teraz więc fani wyliczają sobie, ile trzeba wziąć za "Lewego" od Saudyjczyków, ile zaoszczędzi się na pensji Polaka, by można było zatrudnić Darwina Nuneza z Liverpoolu, któremu da się zarobki cztery razy mniejsze niż Polakowi. Liczą, ile może kosztować de Jong, by w jego miejsce sprowadzić jakiegoś wartościowego defensywnego pomocnika. A jeśli chodzi o Raphinhę, to jego sprzedanie, to już czysty zysk dla klubu, bo na jego miejsce jest Lamine Yamal. Wiadomo, 16-17 lat to idealny wiek, aby rozegrać 50 czy 60 meczów w pierwszym składzie na najwyższym poziomie. 

"Gorące lato" dla Lewandowskiego i innych piłkarskich bogaczy, którzy nie chcą ratować Barcelony, właśnie się zaczęło. I dopiero zobaczymy, do czego zdesperowani szefowie klubu jeszcze się posuną.  

Czy Barcelonie uda się wypchnąć Lewandowskiego z klubu?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.