Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Kibice odwrócili się od reprezentacji Polski! Tak źle nie było od lat

Kibice reprezentacji Polski od dwóch lat coraz mocniej odwracają się od kadry. Wyniki oglądalności wrześniowych spotkań były wręcz fatalne i nijak mają się do szału na kadrę za czasów Adama Nawałki. Tak źle nie było od lat i PZPN ma o czym myśleć, bo taki exodus wkrótce może przełożyć się na wyniki finansowe związku. Na razie kibice zagłosowali pilotem, ale gdy przyjdzie do głosowania portfelem, może być gorzej.

Dwa wrześniowe mecze reprezentacji Polski mocno rozsierdziły kibiców, którzy ponownie mocno skrytykowali styl gry drużyny Jerzego Brzęczka. Kadra potężną burę zebrała także od dziennikarzy i ekspertów i nie pomogło tu nawet odrobienie strat w meczu z Bośnią i Hercegowiną (2:1) i wygranie pierwszego spotkania w Lidze Narodów.

Zobacz wideo Kto był wygranym wrześniowego zgrupowania kadry

Słaba dyspozycja reprezentacji przełożyła się również na oglądalność meczów i powinno to mocno zaniepokoić PZPN. Piątkowy mecz z Holandią (0:1) obejrzały zaledwie cztery miliony widzów, co już było bardzo słabym wynikiem w porównaniu do innych meczów kadry w ostatnich pięciu latach. Po mizernym widowisku w Amsterdamie od reprezentacji szybko odwróciło się prawie milion kolejnych widzów, bo poniedziałkowy mecz z Bośnią obejrzało zaledwie 3,1 miliona kibiców na wszystkich antenach! To dane, które powinny dać do myślenia. 

Kibice odwracają się od kadry Jerzego Brzęczka

Praca Jerzego Brzęczka w reprezentacji Polski to idealny przykład dla badaczy syndromu oblężonej twierdzy. W dokumencie "Niekochani", który pojawił się na kanale "Łączy nas Piłka", temat krytyki przewija się cały czas. I to właśnie na tej nieuzasadnionej (zdaniem sztabu i piłkarzy) krytyce ze strony ekspertów i dziennikarzy w czasie eliminacji do Euro 2020 trener budował morale zespołu. Syndrom oblężonej twierdzy ma to do siebie, że przez jakiś okres może przynosić wewnętrzne korzyści. Później bywa z tym różnie, szczególnie gdy zaczynają na niego działać bodźce zewnętrzne. A w tym przypadku bodźcem mogą być kibice, którzy w dobie pandemii decydują nie portfelem, skoro biletów i tak nie można kupić, a pilotem. I we wrześniowych meczach dla kadry była to bardzo bolesna decyzja. Gdy Jerzy Brzęczek dwa lata temu debiutował na stanowisku reprezentacji Polski w meczu z Włochami (1:1), media rozpisywały się o fatalnej oglądalności. Wówczas spotkane na wszystkich antenach śledziło 4,76 miliona widzów, czyli i tak o 1,6 mln widzów więcej niż w poniedziałek. 

Do mistrzostw świata w 2018 roku panowała jednak moda na reprezentację Polski. Na mecze czekało się z wielką niecierpliwością, a tamtą drużynę chciało się oglądać, mimo że też miała swoje mankamenty. Pokazywała jednak inną, przyjemniejszą twarz. Zarówno w komunikacji internetowej (rekordy biły wówczas filmiki z wnętrza drużyny na kanale Łączy nas Piłka), jak i na boisku. Adam Nawałka nie mówił wiele, ale dzięki temu unikał słów, za które później mógł być rozliczany przed media. Poprzedni szkoleniowiec opanował to do perfekcji. Jerzy Brzeczek zaś po dwóch latach nadal popełnia szkolne błędy w komunikacji. A słowa "jestem zadowolony" wypowiedziane po koszmarnym meczu z Holandią przyczepią się do trenera na długie lata. To wszystko wpływa na całokształt odbioru kadry, który jest niestety coraz gorszy.

Kadra przestaje interesować kibiców

Przywiązanie do reprezentacji widać także w suchych liczbach, które kilka miesięcy temu publikował portal Wirtualne Media. Warto przypomnieć, że w eliminacjach do Euro 2016 średnia oglądalność meczów reprezentacji Polski wyniosła aż 6,77 miliona. A każde spotkanie było hitowe na tle konkurencyjnych kanałów. Jeszcze lepiej było w eliminacjach do mistrzostw świata w 2018, gdy widać było, jak rośnie widownia zainteresowana meczami reprezentacji. I faktycznie była ona większa z każdym spotkaniem. Eliminacje rozpoczynaliśmy z widownią 5,93 miliona przeciwko Armenii, by kończyć je z fenomenalnym wynikiem 9,43 miliona przeciwko Czarnogórze. W sumie średnia oglądalność tych eliminacji wyniosła aż 7,37 miliona na jedno spotkanie (wszystkie dane według Nielsena).

Niestety, wydaje się, że mistrzostwa świata w 2018 roku były punktem kulminacyjnym. A pod wodzą Jerzego Brzęczka zaczął się duży regres w oglądalności. Średnia oglądalność meczów Polaków w poprzedniej Lidze Narodów, która zastąpiła zwykłe mecze towarzyskie, to 4,33 miliona widzów. A w eliminacjach do mistrzostw Europy 2020 średnia oglądalność wyniosła 5,24 mln. Była więc o ponad dwa miliony niższa niż oglądalność poprzednich eliminacji. Tegoroczną Ligę Narodów reprezentacja zaczęła zaś najgorzej ze wszystkich rozgrywek w ostatnich pięciu latach, a przecież kadra nie miała w tym czasie praktycznie żadnej sportowej konkurencji. Skończył się także czas urlopów, a kibice powinni być stęsknieni po 10 miesiącach bez meczu kadry. Nie byli.

Kiedyś kadra przynosiła rekordowe zyski. Kolejne kontrakty będą niższe?

Za czasów Adama Nawałki pierwsza reprezentacja Polski przynosiła rekordowe zyski. Z danych opublikowanych w 2016 roku wynika, że PZPN uzyskał wpływy przekraczające 150 mln zł. Największe zastrzyki gotówki PZPN uzyskał z umów sponsorskich, marketingowych i telewizyjnych. Rekordowe pieniądze pojawiły się również z dotacji od UEFA i FIFA, które szacowano na około 46,5 miliona złotych.

A przy awansie na mundial było jeszcze lepiej. Sukces pociągnął za sobą dodatkowe profity, bo w Polsce nastała moda na reprezentację, a do związku zaczęła napływać lawina propozycji od sponsorów. Dziś przy kadrze obecnych jest 10 potężnych jak na polski rynek firm, które mają podpisane naprawdę wysokie, prawdopodobnie rekordowe kontrakty. PZPN nigdy wcześniej nie zarabiał tyle na sukcesach kadry.  Związek zarabia także na tak prozaicznych rzeczach, jak licencje na wizerunki piłkarzy, które pojawią się na przyborach szkolnych.

Kibice życzyli Brzęczkowi porażki. Biletów nie kupią, bo (jeszcze) nie mogą

Potężne umowy sponsorskie pojawiły się dlatego, że kadra miała bardzo wysoką oglądalność i dobrze się o niej mówiło. Była sympatyczną drużyną, z którą kibice potrafili się identyfikować. Teraz mamy jednak sytuację, w której... wielu kibiców w social mediach życzyło Brzęczkowi wysokiej porażki z Bośnią, bo uznali, że to jedyny sposób na to by federacja pomyślała o zmianie szkoleniowca.

Gęsta atmosfera wokół drużyny i sytuacja związana z pandemią może mocno odbić się na kolejnych kontraktach sponsorskich. A jak to zwykle bywa, wiele takich umów kończy się właśnie po mistrzowskich imprezach. Wówczas dochodzi do weryfikacji zysków i potencjalnych strat dla sponsora. Polski Związek Piłki Nożnej może mieć też problem wynikający z pandemii koronawirusa. UEFA zdecydowała, że wszystkie mecze Ligi Narodów i odbędą się bez udziału kibiców. A to potężne straty dla naszej federacji, która w ostatnich latach też mnóstwo zarabiała na sprzedaży biletów. PZPN wolał zorganizować mecz u siebie niż przyjąć sowicie opłacane zaproszenie np. z Chin, bo przeanalizowaniu za i przeciw doszukano się większej liczby minusów. 

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ