Brawa dla Fajdka. Brawurowy atak na Lewandowskiego to nie tylko jego głos

Michał Kiedrowski
Nie mam zamiaru bronić Pawła Fajdka, ani podważać wyników głosowania w plebiscycie na najlepszego polskiego sportowca. Uważam jednak, że to fantastyczne, iż czterokrotny mistrz świata i brązowy medalista olimpijski zabrał głos w tej sprawie i jestem przeciwny wszelkiego rodzaju próbom "naprostowywania" go.

Przypomnijmy: po ogłoszeniu wyników plebiscytu, w którym napastnik Bayernu i reprezentacji Polski w piłce nożnej, Robert Lewandowski, znalazł się przed trzykrotną mistrzynią olimpijską w rzucie młotem, Anitą Włodarczyk, oraz aktualnym żużlowym wicemistrzem świata, Bartoszem Zmarzlikiem, Fajdek napisał krótko: "Wstyd, nie pozdrawiam".

Zobacz wideo

Fajdek: Nie można świadomie krzywdzić sportowców

Potem Fajdek przesłał Sport.pl list, w którym wyjaśnił swoje stanowisko (pełna treść tutaj). Napisał m.in.: 

Wszystkich pogodzić się nie da, ale nie można świadomie krzywdzić sportowców, którzy nie mają wpływu na to, co dzieje się w kuluarach. Zamiast cieszyć się, że Polski sport się rozwija i zdobywamy coraz więcej tytułów i medali, zabijamy konkretne dyscypliny takimi decyzjami. Jestem związany z zawodowym sportem od ponad 20 lat, odkąd pamiętam jestem kibicem, piłkarskim, siatkarskim, lekkoatletycznym, biatlonowym czy skoków narciarskich i jako kibicowi jest mi po prostu wstyd za to co dzieje się od wielu lat w tym plebiscycie. 

Paulo Sousa rozpoczął w poniedziałek pracę z Flamengo Rio de Janeiro. Szkoleniowiec w poniedziałek po raz pierwszy został zaprezentowany kibicom brazylijskiej drużyny oraz poprowadził trening.Paulo Sousa zdradził, dlaczego uciekł z Polski. Tak wyglądała prezentacja

Ostro, prawda? I szczerze powiedziawszy - mam inne odczucia. Nie uważam, że to wstyd, iż kibice wybierają tak, jak wybierają, przedkładając Lewandowskiego nad Włodarczyk. Że dobrze zorganizowane środowisko kibiców żużlowych przepchnęło na trzecie miejsce Zmarzlika. To całkowicie zrozumiałe i nie trzeba tego bronić wyświechtanymi frazesami o gustach i guścikach.

W USA i Wielkiej Brytanii też zapomnieli o mistrzach olimpijskich

Zresztą, gdybym chciał pogrążyć tezy Fajdka, to przytoczyłbym wyniki z zagranicy. A, jak wiadomo, to koronny argument w polskich sporach - gdy coś zadzieje się na Zachodzie, to my nie powinniśmy być w tyle. I właśnie na tym Zachodzie, konkretnie w Wielkiej Brytanii, najważniejszej sportowej nagrodę roku BBC Sports Personality of the Year nie dostał żaden z licznych brytyjskich mistrzów olimpijskich z Tokio, ale zwyciężczyni US Open, zaledwie 18-letnia Emma Raducanu.

Cracovia - Legia Warszawa"Nie chcę selekcjonera, który 711 razy rozmawiał z Fryzjerem. Po prostu."

W innym zachodnim kraju - USA - mistrzowie olimpijscy też nie zostali docenieni. Najbardziej prestiżową nagrodą na sportowca roku - Associated Press Athlete of the Year - został wyróżniony japoński baseballista Shohei Ohtani. Aby szok był większy, dodam, że Ohtani gra w Los Angeles Angels – zespole, który w tym sezonie był tak daleko od play-off w lidze MLB, jak teraz Legia od mistrzostwa Polski w piłkarskiej ekstraklasie. Eksperci docenili w Ohtanim to, że jest pierwszym od wieków zawodnikiem łączącym ogień z wodą - skuteczną grę jako miotacz i pałkarz. 

To fantastycznie, że Fajdek zabrał głos

Tymi przykładami wcale jednak nie chcę "naprostowywać" Fajdka. Wręcz przeciwnie - uważam, że to fantastycznie, iż zabrał głos. W dodatku tak mocno i emocjonalnie.

Bo to nie tylko jego głos. Fajdek upomniał się o innych, niedocenianych, pomijanych, mało medialnych sportowców, którzy nie mieli dostatecznie dużo siły przebicia, by się wypowiedzieć i podważyć "głos ludu". Dzięki temu ten lud zobaczył inną perspektywę. Może uzna za wartościowe coś, czego nie doceniał. Może ujrzy świat sportu oczami Pawła Fajdka. Może doceni sportowców nie tylko w swojej ulubionej dyscyplinie? I nawet jeśli w przyszłym roku kibice znów wybiorą Lewandowskiego i Zmarzlika przed mistrzami świata w innych sportach, to zrobią to bardziej świadomie.

I jeszcze jedno. Wpis Fajdka wymagał sporo cywilnej odwagi, by zmierzyć się z falą krytyki, której nasz młociarz musiał się spodziewać po podważeniu pozycji narodowej ikony.

Ryoyu Kobayashi wydał 14 tysięcy złotych na dwie pary butów. Spełnił tym samym swoje marzenie. Zakup to nagroda za zwycięstwo podczas LGP w Klingenthal.Ryoyu Kobayashi wydał krocie i spełnił swoje marzenie. "W opór drogie"

Więcej o: