Kapitan wyrzucony z reprezentacji. "Trener powiedział, że nie chce mnie widzieć"

Piotr Wesołowicz
Odejście Adama Waczyńskiego z koszykarskiej kadry to tylko efekt konfliktu, który skutecznie i od miesięcy zaognia - to chyba najsmutniejsze - Radosław Piesiewicz. Prezes PZKosz zrobił niewiele - strach napisać: niemal nic - by zgasić pożar - pisze Piotr Wesołowicz ze Sport.pl.

Do turnieju w Kownie zostało siedem dni. Reprezentacja Polski ma szansę dokonać tego, czego nie udało jej się od 1980 r. – wywalczyć awans do igrzysk. Na drodze staną Angola, Słowenia i, jeśli będą zwycięstwa, w końcu zapewne także Litwa.

Zobacz wideo Nerwowo w kadrze. "Dużo gorzej brzmią informacje w sprawie zdrowia Modera"

O awans będzie trudno, bo Słowenia i Litwa mają gwiazdy, także z NBA. Luka Doncić, Domantas Sabonis, Jonas Valanciunas grają na poziomie, o którym Polacy mogą marzyć. Równocześnie – właśnie dlatego biało-czerwoni mają wyjątkową szansę, by się pokazać. Gdyby udało się pokonać Słowenię lub Litwę, gdyby udało się wywalczyć awans na igrzyska – o Polsce pisałby cały koszykarski świat.

Polskie kłopoty budzą nieporozumienie i śmiech

Na razie – pisze tylko tak, że można się wstydzić. "Waczyński not with Poland’s NT anymore after Ponitka was chosen as a captain of the team" – nie trzeba tłumaczyć wpisu znanego serwisu Sportando na Twitterze, by mieć poczucie, że polskie kłopoty za granicą budzą niezrozumienie i śmiech. Poobrażały się chłopaki, osłabilły przed najważniejszym turniejem – taki jest uproszczony odbiór tego, co dzieje się w polskiej kadrze.

Wokół reprezentacji Polski od dawna nie jest normalnie. Zamiast pasjonować się przygotowaniami kadry, przymierzać koszulki i szaliki oraz oglądać mecze towarzyskie w Gliwicach, kibice są wściekli – z kadrą ostatecznie żegna się bowiem jej wieloletni kapitan i symbol Adam Waczyński.  Dlatego, że przez półtora roku nikomu nie udało się zażegnać konfliktu na linii prezes PZKosz – trener reprezentacji – kluczowy zawodnik.

"Wydawało mi się, że wszyscy idziemy w dobrym kierunku, że wiele rzeczy zostało wyjaśnionych, przede wszystkim z kolegami z szatni. Po 16 latach gry i poświęceń dla reprezentacji, wydawało mi się, że zasługiwałem na odpowiedni szacunek. Niestety nie wszystko zostało rozwiązane tak, jak być powinno" – napisał Waczyński w oświadczeniu, które wydał w poniedziałek wieczorem. Wcześniej prosiliśmy go o komentarz, ale prosił o czas do namysłu i refleksji.

Formalnie poszło o wybór kapitana kadry. Mike Taylor mianował nim Mateusza Ponitkę, a Adam Waczyński miałby być tym wyborem rozczarowany. A będąc precyzyjnym – rozczarowany był sposobem jego wyboru.

Waczyński chciał zostać, ale Taylor "Wacy" już nie chciał

Kadra koszykarzy nowego kapitana poznała w czwartek, w trakcie popołudniowej odprawy. O tym, że opaskę otrzyma Ponitka, selekcjoner powiedział na forum – przed graczami i sztabem. Jak się dowiedzieliśmy, to była jego indywidualna decyzja. O wyborze kapitana nie decydowali ani koszykarze, ani sztab.

Jeszcze tego samego dnia Waczyński poprosił Taylora o rozmowę. Był rozczarowany tym, w jaki sposób wybrano kapitana, miał żal, że nie zrobili tego zawodnicy. Przy okazji przyznał, że nie czuje wsparcia i chce ze zgrupowania wyjechać. I Waczyński, i Taylor dali sobie czas do namysłu.

– Adama trochę poniosło. Pewnie zapomniał, że kiedy on był wybierany kapitanem, to decyzję też podjął Taylor, a nie zespół – usłyszeliśmy z obozu kadry. Waczyński tym słowom jednak zaprzecza. "Po raz kolejny próbuje się mnie zdyskredytować, w tym przekazując nieprawdziwą informację, że to Trener mianował mnie kapitanem, a nie koledzy wraz ze sztabem w anonimowym głosowaniu, o czym komunikowały w tamtym okresie koszykarskie media. Nie otrzymałem opaski decyzją Trenera. Decyzją trenera natomiast mi ją odebrano, mimo że żaden z kolegów podczas wspólnego spotkania za zamkniętymi drzwiami zrobić tego nie chciał" – pisze.

Następnego dnia rano Waczyński oznajmił, że – mimo wszystko – chce zostać. Zagryźć zęby i walczyć o igrzyska. Ale Taylor podjął już decyzję w tej sprawie – "Waca" musiał opuścić zgrupowanie.

Jak słyszeliśmy przed kilkoma dniami, w pożegnaniu nie było nic sensacyjnego, nie było też złości. Waczyński, będąc już przy autokarze, podał rękę każdemu z kolegów z kadry, uścisnęli sobie także dłonie z Taylorem. Życzyli sobie powodzenia, rozjechali się w swoje strony.

Waczyński ma w tej sprawie własne zdanie. "Chcąc bardzo pożegnać się z kolegami z drużyny osobiście, zostałem wyproszony przez Trenera z autokaru komunikując, że nie chce mnie widzieć. Właśnie takim szacunkiem byłem darzony z Jego strony, bardzo dalekim od obrazków na publikowanych zdjęciach. Jednocześnie ubolewam, że wbrew wcześniejszym ustaleniom z rzecznikiem prasowym niewydany został wspólny komunikat medialny. Żałuję, że w taki sposób, ale muszę wobec tego się ustosunkować". Skądinąd nawet w tej ostatniej sprawie wersje koszykarza i sztabu Taylora się nie pokrywają.

To jasne – Taylor i Waczyński nie poróżnili się po raz pierwszy na zgrupowaniu w Gliwicach, ich konflikt trwa od dawna, od mistrzostw świata w 2019 r. Konflikt, którego punktem zapalnym była osoba prezesa PZKosz Radosława Piesiewicza.

Rozumiem racje i Waczyńskiego, i Taylora. Ten pierwszy – mimo zapewnień ze strony ludzi ze związku – twierdzi, że z kadry był rugowany, krok po kroku pozbawiany należnego mu szacunku, co powodowało rosnącą frustrację, a żywa rozmowa z Taylorem była tylko efektem śnieżnej kuli. Amerykanin pragnie zaś na finiszu przygotowań skupić uwagę zespołu na koszykówce. A do tego pilnuje swoich interesów. Wszak PZKosz i Radosław Piesiewicz to jego jedyni pracodawcy.

Konflikt zaognia prezes Piesiewicz. I przygląda się pożarowi

Ale to konflikt, który skutecznie i od miesięcy zaognia – to chyba w tej sprawie najsmutniejsze – właśnie Piesiewicz. Prezes PZKosz zrobił niewiele – strach napisać: niemal nic – by zgasić pożar.

Styl i sposób zachowania Piesiewicza budzą kontrowersje, ale na stanowisku prezesa jest on wyjątkowo skuteczny – do ligi przyniósł umowy sponsorskie z Energą, Suzuki, Lotosem, podpisał patronat medialny RMF FM czy kontrakt sponsorski z 4F. Robi więc to, czego nie potrafili jego poprzednicy. W kwestii Waczyńskiego poniósł jednak absolutną porażkę, choć zapewne nie w swoim mniemaniu. Piesiewicz nie wykonał choćby drobnego gestu, by – w interesie związku, któremu szefuje! – pogodzić obie strony. Miesiącami dolewał oliwy do ognia, a teraz pożarowi przyglądał się z boku.

Ustawiane zdjęcia, na których przybija Waczyńskiemu piątkę, to tylko ruchy pozorowane.

Na wszystkim cierpią koszykarze – pozbawieni znakomitego kolegi, od lat grającego w najlepszej europejskiej lidze, i zdołowani atmosferą przed najważniejszymi meczami reprezentacyjnego sezonu.

Ale cierpią także – a może przede wszystkim – kibice. Zamiast pasjonować się walką o igrzyska, widzą kolejny odcinek upadku reprezentacji. A mówimy przecież o jednej z najlepszych koszykarskich drużyn, jakie miała Polska. Półtora roku temu, podczas plebiscytu "Przeglądu Sportowego", za wywalczenie ósmego miejsca w mistrzostwach świata koszykarze zostali nagrodzeni tytułem "Drużyny Roku". Ale to właśnie wtedy zaczęły się pierwsze publiczne kwasy na linii Piesiewicz – Waczyński.

Dlatego dziś nikt już nie pamięta o "Drużynie Roku". Mamy raczej "Drużynę Wstydliwego Konfliktu".

Gigantyczna wyprzedaż w Aliexpress! Sprzęt do ćwiczeń, ogrodu, ubrania 70% taniej! Nie tylko podróbki!

Więcej o: