Dramat polskiego medalisty z Rio. "Nie ma żadnego światełka w tunelu"

Jacek Gaworski to jeden z najbardziej utytułowanych polskich szermierzy rywalizujących na wózkach. W ostatnich latach życie go jednak nie oszczędzało. Dotknęło go wiele chorób, pojawiły się już także przerzuty. W związku z tym zadecydowano o leczeniu paliatywnym. - Każdego dnia staję się coraz słabszy, nie ma żadnego światełka w tunelu - wyznał w rozmowie z WP SportoweFakty. Opowiedział też o roli, jaką w jego życiu odgrywa rodzina.

Życie Jacka Gaworskiego zmieniło się bezpowrotnie w 2004 roku. Wówczas zdiagnozowano u niego stwardnienie rozsiane. To nie był jednak koniec dramatu. W 2012 roku wykryto kolejną chorobę - nowotwór mnogi rdzenia. Później rozpoznano też czerniaka błon śluzowych. Mimo wszystko 56-latek się nie poddał, wręcz przeciwnie. Oddał się pasji - sportowi. Co więcej, stał się jednym z najbardziej utytułowanych polskich szermierzy rywalizujących na wózkach. Osiem razy wywalczył tytuł mistrza Polski, a dodatkowo został wicemistrzem Europy i srebrnym medalistą z igrzysk paraolimpijskich w Rio de Janeiro. Niestety problemy zdrowotne nie odpuszczają i atakują go z niemal każdej strony.

Zobacz wideo Jeszcze 5 lat temu Michał Probierz nie chciał być selekcjonerem. „Młodzieżówka była, jak moje dziecko"

Gaworski opowiedział o dramacie. Rozpoczął leczenie paliatywne. "Nie mam mocy"

Gaworski udzielił wywiadu dla WP SportoweFakty, w którym opowiedział o trudnej i nierównej walce, którą podejmuje każdego dnia. Jak stwierdził, "jest na ostatnim etapie i nie ma już nadziei", by wyzdrowieć. Dodatkowo pojawiły się przerzuty, w związku z czym wdrożono leczenie paliatywne. 

- Po wykryciu przerzutów lekarze dosłownie rozłożyli ręce i stwierdzili, że nie mogę się zakwalifikować na żadne leczenie. Tym bardziej że równocześnie mam stwardnienie rozsiane. (...) Nie mam mocy, by zmienić swój los. Mógłbym powtarzać sobie, że dam radę, ale wiem przecież, że nie dam. Ja też każdego dnia staję się coraz słabszy, nie ma żadnego światełka w tunelu - podkreślał. 

Gaworski opowiedział też nieco o samym przebiegu choroby oraz objawach, które daje. - Codziennie jestem na środkach przeciwbólowych, a czuję, jak gdyby ktoś miażdżył mi klatkę piersiową. Bez leków miałem wrażenie, że ktoś dosłownie łamie mi kości. Ból towarzyszył mi w każdej sekundzie, niezależnie od pozycji. Nie mogłem nawet na chwilę odetchnąć - mówił. 

Gaworski docenił wsparcie rodziny. To ona daje mu siłę 

Gaworski podkreślił, że dużym wsparciem dla niego jest rodzina, a przede wszystkim żona i córka. I to właśnie dla nich ma zamiar walczyć o każdy kolejny dzień. - Wiem, że nie mam szans na wyzdrowienie. Mimo to zamierzam walczyć. Jestem to winien żonie i córce, która robią wszystko, bym cierpiał jak najmniej. (...) Mam w życiu sporego pecha, ale akurat z rodziną niesamowicie mi się poszczęściło. (...) Czuję, że nie jestem sam - dodał. 

Rodzina Jacka Gaworskiego uruchomiła nawet zbiórkę charytatywną, by zebrać pieniądze na leczenie. Szermierz potrzebuje około 80 tysięcy złotych, a wpłacono już niemal 50 tysięcy. 

Gaworski nie wystąpił na ostatnich igrzyskach w Tokio przez skandaliczne zasady kwalifikacji. - Gdybym nie uzyskał kwalifikacji ze względu na dalsze miejsce w rankingu, zaakceptowałbym to. Ale przyznawanie "przepustek" do Tokio miało niewiele wspólnego z duchem fair play - mówił w jednym z wywiadów. 

Więcej o:
Copyright © Agora SA