Nauczyciele punktują pomysł Czarnka. "Absurd, czysta teoria, bezsens, pokazówka"

Dawid Szymczak
- Absurd, czysta teoria, bezsens, pokazówka - tak wuefiści komentują wytyczne Ministerstwa Edukacji i Nauki dotyczące prowadzenia lekcji w nowym roku szkolnym. Ostrzegają: - Dzieci tyją, mają gorszą kondycję. Miesiące nauki zdanej, spędzone przed komputerami, bez żadnego ruchu, odbijają się na ich zdrowiu. Czas działać!

Na początku sierpnia Ministerstwo Edukacji i Nauki przygotowało rozwiązania, które w czasie pandemii koronawirusa pozwolą uczniom na bezpieczny powrót do szkół. W wytycznych przygotowanych przez władze czytamy m.in. o obowiązku noszenia maseczek przez dzieci, a także zminimalizowanie szansy na bezpośredni kontakt. Dlatego wychowanie fizyczne wymienia się jako jeden z najniebezpieczniejszych pod tym kątem przedmiotów.

Zobacz wideo Największe wyzwanie w karierze Roberta Kubicy? "Budzi duży szacunek"

- Podczas realizacji zajęć, w tym zajęć wychowania fizycznego i sportowych, w których nie można zachować dystansu, należy zrezygnować z ćwiczeń i gier kontaktowych. Rekomenduje się organizację wyjść w miejsca otwarte, np. park, las, tereny zielone, z zachowaniem dystansu od osób trzecich oraz zasad obowiązujących w przestrzeni publicznej. Należy unikać wyjść grupowych i wycieczek do zamkniętych przestrzeni - czytamy w publikacji MEiN.

Rekomendacje zakładają dużą autonomię dyrektorów polskich szkół. W dokumencie napisano wprost, że to w głównej mierze oni będą decydować o tym, jak zachować odpowiednie środki bezpieczeństwa. - Oni najlepiej znają i rozumieją wszystkie uwarunkowania swojej szkoły. To da możliwość zastosowania optymalnych, czasem nietypowych rozwiązań. Będą one gwarancją bezpieczeństwa i troską o zdrowie psychiczne uczniów - napisano. 

Nowy gracz może zakodować skoki i mecze Legii. Nowy gracz może zakodować skoki i mecze Legii. "Ustawa jest dziurawa"

"Absurd, czysta teoria, bezsens". Wuefiści wskazują niekonsekwencję ministerstwa

- De facto ministerstwo każe nam zrezygnować z realizowania podstawy programowej i pójść na spacer. Widzę w tym sprzeczność, bo z jednej strony powinienem realizować podstawę programową, w której są zaliczenia z wielu sportów zespołowych i dyscyplin kontaktowych, a z drugiej strony dzieci mają tych sportów nie uprawiać. Absurd. Poza pracą w szkole prowadzę też treningi w klubie piłkarskim. Sytuacja wygląda więc tak, że o 14:30, na ostatniej lekcji, nie mogę zorganizować gry w piłkę nożną, ale godzinę później, jak dzieci przyjdą na trening, mogą wejść do sali i grać - mówi Paweł Marszałek, nauczyciel w szkołach podstawowych w Nowym Sączu i Mszalnicy.

- Te wytyczne to czysta teoria, w praktyce nie da się uniknąć kontaktu między dziećmi. Jak to zrobić, jeśli na zajęciach w sali najczęściej mamy po trzy grupy na raz? Jestem za tym, żeby jak najczęściej zabierać uczniów na powietrze. Trzydzieści lat pracuję w zawodzie i zawsze jak jest sprzyjająca pogada, organizuję zajęcia na dworze. Jaki problem, żeby dzieci grały tam w piłkę nożną czy siatkówkę? - zastanawia się Małgorzata Zajko z SP nr 4 w Goleniowie. 

- Mam wrażenie, że te wytyczne zostały napisane na pokaz. Żeby jakieś dać. Ciekawe jest to, że ministerstwo wydało sporo pieniędzy na szkolenia dla nauczycieli, jak organizować ciekawe zajęcia na dworze, a teraz kompletnie z tego nie korzysta ustalając wytyczne. Doszkalało nauczycieli, pokazując różne zabawy ruchowe, a teraz proponuje zwykły spacer do lasu - mówi Jakub Majer, nauczyciel wuefu z Katowic.

Ashton LambieAmerykanin złamał nieosiągalną dotąd granicę. Jego polski tatuaż mówi wszystko

Na podobną niekonsekwencję zwraca uwagę Justyna Kowalczyk, wuefistka z liceum w Puławach. - W ministerstwie zrodził się też pomysł zorganizowania zajęć popandemicznych, czyli dodatkowych wuefów, podczas których dzieci rozruszają się po miesiącach spędzonych przy komputerze. To miały być zajęcia dla chętnych. Były specjalne kursy doszkalające dla nauczycieli, żeby wiedzieć, jak je przeprowadzić w atrakcyjny sposób. I teraz nikt o tym nie wspomina choćby słowem. Chodzi mi o samą konsekwencję działań, bo pomijam, że to był nietrafiony pomysł. Dzieci nie zostaną na dodatkowych wuefach. Nie ma szans. Mamy problem, żeby namówić na sks-y utalentowanych uczniów, bo nie mają czasu, bo korepetycje, inne zajęcia albo po prostu chcą być wcześniej w domu, a tutaj była mowa o dodatkowych lekcjach dla wszystkich dzieciach, również tych, które nie lubią sportu. Mało tego, na tych kursach prezentowane były zajęcia w salach. No to jak? Pokazuje się nauczycielom ciekawe ćwiczenia i gry do wykonania w salach gimnastycznych, a później daje się wytyczne, by jednak z nich nie korzystać?

- Śmieszy mnie też rezygnacja z piłki nożnej czy koszykówki, a zalecanie siatkówki, która jest sportem bezkontaktowym. Oczywiście, kontaktu z przeciwnikiem nie ma, ale uczniowie odbijają tę samą piłkę i stoją na boisku dość blisko siebie - dodaje Jakub Majer.

- Dużo większym problemem niż samo ćwiczenie w sali jest choćby przebieranie się w szatni. Małej, ciasnej. O tym w zaleceniach nikt nie wspomina, a stwarzamy problemy tam, gdzie ich nie ma. Dzieci mijają się w klasach, na korytarzach, w toaletach. To chyba tam jest większe ryzyko zarażenia się niż na orliku, prawda? - dopytuje Justyna Kowalczyk.

Wirusolog: "Ważna jest wielkość sali, liczba ćwiczących dzieci i sytuacja epidemiologicza na danym terenie. Nie ma jednej recepty"

O ocenę wytycznych przygotowanych przez MEiN poprosiliśmy eksperta. - Pamiętajmy, że nie jest to uchwalone prawo, a jedynie wytyczne, które mogą być modyfikowane przez dyrektorów i nauczycieli - zauważa prof. Włodzimierz Gut, specjalista w zakresie mikrobiologii i wirusologii. - Gdybym to ja konstruował te wytyczne, powiedziałbym, że wszystkie decyzje powinny być podejmowane w zależności od wielkości sali gimnastycznej, od liczby ćwiczących dzieci, a przede wszystkim od sytuacji epidemiologicznej na danym terenie. Ta sytuacja najczęściej jest dynamiczna, więc inaczej zachowujemy się, jeśli na danym terenie jest pięć przypadków dziennie, a inaczej, gdy pojawiają się tam ogniska koronawirusa. Nie ma jednej recepty - mówi prof. Gut i przestrzega: - Jest koronawirus, zatem muszą pojawiać się jakieś wytyczne. Nie możemy udawać i żyć, jakby dookoła nic się nie działo.

Trener Norwegów, Alexander Stoeckl (po lewej) i skoczek Halvor Egner Granerud (po prawej)Burza w kadrze Norwegii po kuriozalnej decyzji. Związek prowadzi do autodestrukcji

Do końca wakacji niecałe dwa tygodnie. Jak będą wyglądały zajęcia wychowania fizycznego w nowym roku?

- Dzisiaj rozmawiałem o tym z panią dyrektor. Jej decyzja jest taka, że mam realizować podstawę programową. Moja sprawa, jak to zrobię. Zajęcia będę prowadził normalnie. Po prostu stacje z różnymi ćwiczeniami rozstawię dalej od siebie i będę się starał, żeby uczniowie się nie grupowali. Ale bez przesady, nie będę sprawdzał z linijką, czy utrzymywany jest dystans. To abstrakcja. Pamiętajmy o tym, że teoretycznie do szkoły mogą przychodzić tylko uczniowie bez żadnych objawów, a przed wejściem mają mierzoną temperaturę. Jeśli okaże się, że któryś uczeń będzie miał pozytywny wynik testu, to i tak cała jego klasa od razu trafia do kwarantanny. Nikt nie będzie pytał, czy na wuefie to dziecko grało w piłkę, czy było na spacerze - mówi Paweł Marszałek.

- Decyzja jest taka, że robimy podobnie jak w maju, czyli jeśli tylko jest dobra pogoda, to zabieramy uczniów na powietrze i tam przeprowadzamy normalną lekcję wuefu. Jeśli musimy zostać w sali, staramy się zachować we wszystkim zdrowy rozsądek. Bo co z tego, że nie zarządzę gry zespołowej? Zrobię gimnastykę, dzieci ustawią się w kolejkach, więc i tak będą miały ze sobą kontakt. Będą turlały się po tych samych materacach, dotykały tych samych drążków. Teorię mam im znowu zorganizować? Posadzić na ławkach co pół metra? Po ostatnim roku mają tego po dziurki w nosi. I ja też - uśmiecha się Małgorzata Zajko. 

- Nie mam pojęcia. Na razie dyrektor niczego nie sugerował, a w maju, gdy wróciliśmy po zajęciach zdalnych, kazał stosować się do wytycznych, co oczywiście było niewykonalne, bo nie sposób zdezynfekować cały sprzęt i salę po każdej lekcji. Mamy jedną panią sprzątaczkę na zmianie. Mamy ją prosić, żeby co godzinę sprzątała salę gimnastyczną? Do tego powinna jeszcze przemyć siłownię i dwie szatnie. Abstrakcja. Propozycja ministerstwa była nierealna - uważa Justyna Kowalczyk.

- Nie do końca wiem, jak te lekcje będą wyglądały. Dyrekcja jeszcze nie zdecydowała. Ale bardziej niż przeprowadzenia lekcji, obawiam się przejścia znów na edukację zdalną. Ministerstwo miało dużo czasu, żeby zaplanować, jak to wszystko powinno wyglądać, a tymczasem nie wiemy właściwie nic - mówi Jakub Majer. 

A Taliban fighter and Khalida Popal, the former Afghanistan national women's team captainUdostępniasz zdjęcia piłkarek z Kabulu? Natychmiast przestań! "Proszę"

Co z kondycją dzieci? "Zasiedziały się, przytyły. Tu potrzeba w miarę normalnych lekcji, ale w ministerstwie najwyraźniej nikt się tym nie przejmuje" 

- Wróciliśmy w maju i zaczęła się męka. Dzieci się zasiedziały, nie ruszały, było to widać. Różnica między dziećmi, które w ogóle nie miały ruchu, a tymi, które na co dzień trenują w klubach, była dużo większa niż wcześniej. W trosce o dzieci musieliśmy zaczynać od marszobiegu, bo nawet trucht sprawiał problemy. Wuef przez ostatnie miesiące był fikcją. Mogłam coś zlecać, próbować rozliczać, ale nie jestem naiwna. Jeśli ktoś nie chciał się ruszać, to się nie ruszał. Teraz jest czas, żeby te kondycję dzieci trochę odbudować. Jeśli tego nie zrobimy, odbije się to na ich zdrowiu. Tu potrzeba w miarę normalnych lekcji, ale w ministerstwie najwyraźniej nikt się tym nie przejmuje - twierdzi Justyna Kowalczyk z liceum w Puławach.

- Dzieciaki przytyły, mają słabszą kondycję, ale da się to zrozumieć, bo siedem miesięcy siedziały w domach. Teraz naprawdę chcą się wybiegać, wyszaleć. Garną się do ćwiczeń. Można by to wykorzystać, prowadząc ciekawe zajęcia - uważa Małgorzata Zajko z Goleniowa.

- Robiliśmy testy sprawnościowe przed pandemią i po pandemii. Bardzo wyraźnie widać, że dzieci wróciły do szkoły w gorszej kondycji. Inna sprawa, że wielu uczniów nie garnie się dzisiaj do sportu i żeby je zachęcić, trzeba organizować naprawdę atrakcyjne lekcje. A atrakcyjna jest rywalizacja. Proszę mi wierzyć, że nauczyciele potrafią być kreatywni. Już w maju mieliśmy unikać na zajęciach grupowania, dlatego zorganizowaliśmy np. biegi na orientację. Raz, drugi, trzeci. Dzieciakom się podobało, przyłączyli się również rodzice, więc wyszła z tego świetna integracja i współzawodnictwo. Ale ile można? Różnorodność jest bardzo ważna, a ministerstwo tymi wytycznymi nie daje szans - mówi Paweł Marszałek, nauczyciel w szkołach podstawowych w Nowym Sączu i Mszalnicy. 

- Zwrócę uwagę na jeszcze jeden aspekt. Uczniowie na wuefach najbardziej lubią gry zespołowe. Na spacer mogą wyjść samemu po szkole, mogą wtedy pojeździć rowerem, pobiegać. Ale często do poodbijania piłki czy zagrania meczu brakuje im kolegów. W szkole jest do tego okazja - dodaje Justyna Kowalczyk.

Więcej o: