Burza w kadrze Norwegii po kuriozalnej decyzji. Związek prowadzi do autodestrukcji

Jakub Balcerski
Norweski Związek Narciarski nie chce przedłużyć kontraktu z szefem skoków narciarskich Clasem Brede Braathenem. Zawodnicy i sztaby złożyły petycję, w której proszą o przedłużenie kontraktu z Braathenem, ale federacja wciąż nie chce się zgodzić. Ta decyzja już wywołała burzę, a może mieć fatalne skutki. - Nie mogę być pewny swojej przyszłości - mówi Sport.pl trener norweskich skoczków, Alexander Stoeckl.

Wydawało się, że po zeszłej zimie norweskie skoki narciarskie mają się lepiej, niż kiedykolwiek. Bo kiedy ostatnio mieli w swoich kadrach zdobywcę Kryształowej Kuli za klasyfikację generalną Pucharu Świata, Halvora Egnera Graneruda, mistrzynię świata z dużej skoczni w Oberstdorfie, Maren Lundby, a całą kadrę mężczyzn mogli nazywać zwycięzcami Pucharu Narodów? Wszystko przyszło w idealnym momencie, na rok przed igrzyskami olimpijskim w Pekinie, gdzie w skokach narciarskich mogli pokładać spore medalowe nadzieje. Ostatnie dni pokazują jednak, że w norweskim środowisku skoków wcale nie dzieje się dobrze. 

Zobacz wideo Wojna technologiczna w skokach narciarskich. Jak powstaje kombinezon skoczka?

Norweski związek chce się pozbyć szefa skoków. Nawet petycja zawodników i sztabów nic nie dała

Portal telewizji TV2 kilka dni temu podał informację, która mogła bardzo zdziwić wielu fanów skoków. Dyrektor tej dyscypliny pracujący dla norweskiej federacji, Clas Brede Braathen został poinformowany, że wraz z wygaśnięciem jego obecnego kontraktu, w kwietniu przyszłego roku nie będzie już dłużej pełnił tej funkcji. Ma zatem odejść po sezonie olimpijskim, choć sportowo nie ma żadnych przesłanek, że nie pełni dobrze swojej roli. Ostatnio zarządzane przez niego kadry osiągnęły przecież ogrom sukcesów, a przez ostatnich 20 lat, czyli tyle, ile Braathen pracuje dla związku, skoki w Norwegii nawiązują wynikami do czasów legendarnych braci Ruud, czy Bjoerna Wirkoli. 

Związek w żaden sposób nie uargumentował swojej decyzji, ale prezes Erik Roeste twierdził, że jest ostateczna. Reakcja była natychmiastowa - sztaby kadr skoczkiń i skoczków, a także sami zawodnicy twierdzą, że z Braathenem im dobrze i podpisali petycję do związku o jak najszybsze załatwienie sprawy dyrektora. Czyli zapewnienie mu nowego kontraktu na czas po igrzyskach. Ale nawet tak ważny głos nie ma znaczenia dla norweskiej federacji. Odmawia zmiany decyzji, o czym w środę poinformował portal vg.no.

Tragiczny wypadek w rodzinie byłego trenera polskich skoczków. Tragiczny wypadek w rodzinie byłego trenera polskich skoczków. "Wypadł z balkonu"

W czerwcu Braathen podpisał nową umowę, ale ta zatrzymała się na biurku prezesa

- To trwa już dość długo, dyskusje z federacją ciągnęły się przez kilka ostatnich miesięcy. Teraz doszliśmy do punktu, w którym my, czyli zawodnicy i sztab, musieliśmy pokazać, jak ważny jest Clas dla przyszłości skoków w Norwegii. W przeszłości bywały już problemy na linii Clas-związek. Oni nie chcą tego komentować, a dla nas wygląda to dziwnie, bo według nas współpraca przebiega bardzo dobrze - ocenia w rozmowie dla Sport.pl Alexander Stoeckl, trener norweskiej kadry skoczków.

- Clas zbudował kulturę skoków w Norwegii, a wartości, jakie reprezentuje, czy sukcesy obu kadr z ostatnich lat, mówią same za siebie. Jest dla nas niezwykle ważny - tłumaczy austriacki szkoleniowiec. Co ciekawe, jak ujawniła TV2, w czerwcu komitet ds. skoków podpisał nową umowę z Braathenem, ale ta zatrzymała się na biurku sekretarz generalnej, Ingvild Bretten Berg. Ta w porozumieniu z prezesem, wspomnianym komitetem i innymi działaczami, zdecydował, że jego podpis na niej się nie znajdzie, a Braathen nie będzie już pracował dla federacji. Dodatkowo prezesa Erika Roeste w wypowiedzi dla mediów skrytykowała najlepsza skoczkini, Maren Lundby. Zawodniczka pokazała dziennikarzom wiadomości od działacza, z których wynika, że ten pisząc do niej jeden ze sms-ów, nie wiedział, że ta wyleciała na zawody Pucharu Świata i jest poza krajem.

Stoeckl i reszta norweskich kadr nie może odżałować, że związek nie patrzy na sprawę długofalowo. Nie widzi, jak brak Braathena wpłynie na jego funkcjonowanie i jakość dyscypliny w kolejnych latach. Nam mówi też o samopoczuciu działacza. - Clas czuje się fatalnie. Gdy kochasz to, co robisz i poświęcasz tej dyscyplinie sportu swoje życie, chciałbyś pozostać przy niej już na zawsze. Ale to na razie wydaje się niemożliwe - stwierdza smutno Stoeckl. W piątek swoją sytuację skomentował sam Braathen. Podziękował za wsparcie, stwierdził, że "nie została pozytywnie odebrana przez związek, co nie jest niespodzianką", a jego pełnomocnik przekazał portalowi vg.no, że Braathen "doskonale zna powód braku przedłużenia umowy". I choć go nie ujawnił, ma nie być związany ze sportem. Do tego prawnik działacza żąda zatrudnienia Braathena bez określonego okresu dalszego pełnienia funkcji w nowej umowie. Do tego grozi związkowi pozwem sądowym.

Kamil Stoch trafił na stół operacyjny. 'Przypadłość skoczka...'Michal Doleżal przekazał świetne informacje ws. Kamila Stocha

Skutki decyzji mogą być fatalne dla Norwegów. Może odejść także trener Stoeckl

Konsekwencje pozbycia się ze związku Braathena mogą być większe niż wydaje się któremukolwiek z działaczy. W środę Stoeckl przekazał dla vg.no, że niewykluczone, że wraz z odejściem Braathena, sam utytułowany trener także pożegna się z pracą.

Teraz tłumaczy swoje słowa w rozmowie dla Sport.pl. - W tej chwili nie mogę być pewny swojej przyszłości. To szef danej dyscypliny zawsze podpisuje kontrakt z trenerami kadr. Jeśli nie będzie nim Clas, to nie wiem, kto za niego przyjdzie i jednocześnie nie mogę mieć pewności, że ten ktoś będzie chciał, żebym dalej pracował - wskazuje Stoeckl. - Mamy jednak nadzieję, że ten sztab i ludzie stojący za norweskimi skokami pozostaną przy swojej roli, bo bardzo wierzymy w ten świetny zespół - dodaje.

Cała sytuacja wpłynęła także na zawodników, którzy przygotowują się do sezonu z wiedzą, że ich federacja ma w działaniach pewną dozę niestabilności. Sztaby starają się odciągać ich myśli od spraw pozasportowych. Jednak nikt w środowisku nie może być teraz pewny, że preferowane metody wypracowane przez Braathena i jego współpracowników zostaną podtrzymane, choć przecież nie zawodzą. Z zewnątrz cała sytuacja wygląda kuriozalnie: skoki w Norwegii po historycznych sukcesach dążą do autodestrukcji dobrze działającego systemu ze względu na interesy federacji.

Najlepsi Norwegowie planują starty w LGP. Granerud "w dobrej formie"

Tymczasem norweskich skoczków nie opuszczają problemy także w kwestii letnich przygotowań do sezonu olimpijskiego. Najlepsi zawodnicy nie skakali podczas zawodów Letniego Grand Prix w Wiśle, a także w Courchevel, a to ze względu na wciąż restrykcyjne zasady kwarantanny przy powrocie do kraju. - Nie byliśmy pewni, czy zawodnicy będą musieli poddać się kwarantannie przy ponownym przekraczaniu norweskiej granicy. Dlatego już wcześniej zaplanowaliśmy wiele obozów treningowych w kraju. Ale nie jest też tak, że zupełnie nie chcemy się sprawdzić na tle innych. Żeby uzyskać pewną wiedzę w tym zakresie, w najlepszym składzie polecimy na zawody Letniego Grand Prix do Szczuczyńska i Czajkowskiego - zapowiada Alexander Stoeckl. 

Wielki powrót do skoków narciarskich! Medalista MŚ wybuchł olbrzymią radościąWielki powrót do skoków narciarskich! Medalista MŚ wybuchł olbrzymią radością

Szkoleniowca pytamy także o formę najlepszego zawodnika poprzedniego sezonu Pucharu Świata, Halvora Egnera Graneruda. - Wygląda na to, że obecnie jest w dobrej formie. Ciężko pracuje i oddaje się treningom tak, jak zawsze. Zobaczymy, czy to zaprocentuje zimą - mówi Stoeckl. - Ten sezon będzie dla nas ważny w wielu aspektach. Dlatego pracujemy cholernie mocno, żeby być w formie, gdy będziemy już skakać na śniegu - podsumowuje. 

Więcej o: