Reprezentacja Polski siatkarzy pokonała Brazylię 3:2 w swoim drugim meczu na igrzyskach olimpijskich Paryż 2024. Po tym zwycięstwie i po wcześniejszym wygranym 3:0 spotkaniu z Egiptem nasz zespół jest już pewny awansu do ćwierćfinału. Ale apetyty wszyscy mamy o wiele większe. A Wilfredo Leon ma apetyt tak ogromny, że postanowił zupełnie nie świętować swoich urodzin. No dobrze, poświętował na boisku, zwłaszcza w tie-breaku, gdy przy stanie 13:12 zaserwował dwa asy i skończył ten mecz.
- Prezent urodzinowy jest, jestem bardzo zadowolony i mega dumny z drużyny, że wytrzymaliśmy do końca. Wiadomo, że jak są urodziny to niedobrze by było przegrać. Wygraliśmy i będę do końca dnia uśmiechnięty – mówi nam Wilfredo.
- Nieee – odpowiada Leon, gdy pytam, czy zabierze drużynę na urodzinową kolację. - Musimy być skoncentrowani, na razie nie. Będziemy rozmawiali, spędzimy czas razem, ale to nie jest moment, żeby wyjść. Mamy wielką imprezę, najlepszą, i musimy być na niej skoncentrowani – podkreśla.
Ta koncentracja jest naprawdę duża. Przecież następny mecz Polska zagra dopiero za trzy dni, 3 sierpnia z Włochami. Teoretycznie byłby czas, żeby poświętować urodziny Leona. Ale on tego po prostu nie chce. – Spotkasz się z rodziną? Żona i dzieci są tu w Paryżu? – pytam. – Nie, porozmawiamy tylko przez telefon – odpowiada.
Jeden z najlepszych siatkarzy świata wie, że i on, i cała drużyna może grać lepiej. I chce do tego "lepiej" dojść. Ale tłumaczy, że to nie jest takie proste. – Jeden dzień wygląda tak, a drugi trochę inaczej. Jak na zagrywce: nie będzie tak, że się zrobi wszystko pod radach: o, 120, o 130 km/h; tak się nie da. Jak się tak czasem uda, to wtedy każdy mówi: "Ale niesamowite, la, la, la, la! Ale ja patrzę nie na to, tylko czy drużyna wygrywa, czy nie. Z Brazylią mecz był bardzo długi, niestety, ale zwycięstwo jest, więc jestem zadowolony – mówi Leon.
Gdy po chwili jeden z kolegów dziennikarzy znów próbuje odciągnąć Wilfredo od boiska, od siatkówki, to dostaje zabawną kontrę. – Przed igrzyskami mówiłeś, że w Paryżu wyskoczysz do muzeów, że pozwiedzasz. Była okazja, był czas? – tak brzmiało pytanie. - Była okazja, był czas, ale jeszcze nie wyskoczyłem – śmiał się Leon. – Tak jak mówiłem, jestem skoncentrowany. Po treningach lepiej spać niż spacerować – dodał.
Tego, żeby siatkarze się nie rozpraszali, pilnuje trener Grbić. Ale Leon podkreśla, że ich wcale nie trzeba pilnować. – Każdy, kto będzie chciał, to bez problemu ucieknie i trener nie będzie tego widział – mówi. - Ale jesteśmy profesjonalistami i zrobimy to, co jest w planie. I tyle – dodaje.
W planie jest odpoczywanie. Ale nie na tyle aktywne, żeby zmęczyło. – Oglądasz transmisje z igrzysk? – pytam. – No a jak! Dostaliśmy dostęp do platformy max i każdy ogląda sport. Oglądałem nasze szpadzistki, ale niestety nie walkę o brąz, ją przegapiłem, bo wtedy rozmawiałem przez telefon – mówi Wilfredo.
- Dużo oglądam judo i boksu. Ładnie to wygląda – dodaje Leon. – Oglądasz kubański boks pewnie? – dopytuje jeden z dziennikarzy, nawiązując do mistrzowskiego poziomu, jaki prezentują pięściarze z kraju, z którego Leon pochodzi. - No panowie, co wam powiem? No to jest zupełnie inny sport – śmieje się Leon, przyjmuje gardę i tańczy na nogach jak kandydat na mistrza olimpijskiego, ale nie w siatkówce, tylko w boksie.
Żałujcie, że tego nie widzieliście! Szkoda, że nie mogłem wam tego nagrać. Niestety, wideo w strefach mieszanych mogą robić tylko telewizje.
Komentarze (6)
Leon stanął przed dziennikarzami. I zrobił show. Tego nikt się nie spodziewał