Polska esportowa duma. "Król Pierwszej Krwi" stał się legendą

Jeszcze kilka lat temu mogliśmy obserwować polskich zawodników na najwyższym poziomie rozgrywek w Counter-Strike: Global Offensive. Jarosław "pasha" Jarząbkowski i jego koledzy z Virtus.pro w 2014 roku do czerwoności rozgrzali katowicki Spodek, wygrywając m.in. EMS One Katowice, co stanowiło przełom dla polskiego esportu. Od tego czasu nasza scena CS:GO nieco podupadła, a o wiele więcej znaczymy w League of Legends.

Produkcja Riot Games posiada zupełnie inny system rozgrywek niż Counter-Strike. Ligi są franczyzowe, co oznacza, że trzeci organizator nie może ot tak stworzyć sobie turnieju, w przeciwieństwie do gry Valve. Dlatego też w europejskim League of Legends możemy wyróżnić dwa poziomy. Pierwszym, głównym z nich będzie ten, na który każdy pragnie wejść - League of Legends European Championship (w skrócie LEC). Dodatkowo na Starym Kontynencie niemalże każdy z krajów bądź też regionów posiada własną ligę. A w przypadku Polski, jest nią Alior Bank Ultraliga.

Zobacz wideo Djoković zdyskwalifikowany z US Open. "Słuszna decyzja, ale Serb miał pecha"

W przypadku naszych rodzimych rozgrywek bezapelacyjnie możemy pochwalić się największym prestiżem pod względem organizacji i największym poziomem rozgrywek w Europie. Polsat co edycje dostarcza widzom masę emocji, a polskie zespoły fantastycznie radzą sobie na arenie międzynarodowej. Tylko w poprzedniej edycji European Masters, odpowiedniku LoL-owej Ligi Europy, mieliśmy dwóch półfinalistów - AGO ROGUE oraz K1CK Neosurf. Podopieczni Pawła “delorda” Szabli, trenera drugiego z nich, doszli aż do samego finału, gdzie niestety musieli ulec francuskiemu LDLC OL.

Dosyć naturalnym jest fakt, że w porównaniu do Ultraligi, w LEC nie będziemy już posiadać samych polskich nazwisk, tak jak jest to w większości w przypadku naszych nadwiślańskich zmagań. Nie zmienia to faktu, że Polacy, którzy już dostali się do prestiżowego League of Legends European Championship, robią w nim istną furorę. Ba, aż czterech na pięciu z tych, którzy wystąpili podczas letniej rundy ligi, pojawi się na zbliżających się wielkimi krokami Mistrzostwach Świata. Te rozpoczną się 25 września w Szanghaju i zostaną przeprowadzone w podobny sposób np. do NBA - w zamkniętym środowisku, bez dostępu np. fanów.

Kim są te cztery osobistości i jak wyglądała ich droga do spełnienia esportowego marzenia, jakim jest wystąpienie na Worldsach?

Doświadczony król dżungli i wyśmienity pretendent

Nie ma trafniejszego określenia Marcina “Jankosa” Jankowskiego oraz Oskara “Selfmade’a” Boderka, którzy reprezentują kolejno G2 Esports oraz Fnatic. Pierwszy z nich istnieje na scenie LEC, znanego niegdyś jako EU LCS, od bardzo dawna, wszak od 2014 roku. Wielu fanów LoL-a jeszcze dwa lata temu powiedziałoby, że tak zwany “Król Pierwszej Krwi” miał już swoje lata świetności za sobą, jednakże poprzednie 24 miesiące obaliłyby teorię każdego z nich. Jankos obecnie prezentuje szczytową formę, a przed startem zeszłorocznych Mistrzostw Świata został nazwany najlepszym graczem, który weźmie w nich udział. Jankowski to prawdziwa legenda.

Zupełnie inaczej toczą się losy Selfmade’a. Boderek pojawił się w LEC w zeszłym roku i już po niecałych dwóch latach przez wielu ekspertów jest nazywany mianem najlepszego leśnika, chociaż z konkurencją pokroju Jankosa trudno o ten tytuł. Niemniej, Selfmade jest jednym z głównych filarów Fnatic, który wywindował swój zespół na wyżyny swoich umiejętności.

Biało-czerwony, niezwykle udany duet Łotrzyków

Pozostała dwójka, która pojawi się w tym roku w Szanghaju, to Kacper “Inspired” Słoma i Oskar “Vander” Bogdan. Tak jak wspomniałem, w LEC trudno o koronę króla dżungli, a Inspired jest kolejnym z czołowych pretendentów. Według ekspertów ligi, polski leśnik był drugim najlepszym w swojej pozycji w minionym sezonie, tuż po oponencie z MAD Lions. I szczerze mówiąc, nie sposób to podważyć. Słoma co grę prezentuje agresywne, unikatowe podejście do rozgrywki, które otwiera Rogue multum możliwości. Co więcej, tak jak w wielu wywiadach to podkreślał, Inspired jest świadom swojej wartości i twierdzi, że co mecz jest w coraz lepszej dyspozycji.

Łotrzyki nie miałyby tak udanego sezonu, gdyby nie lider w postaci Vandera. Wspierający Rogue jest graczem z największym stażem w profesjonalnym League of Legends w składzie formacji. Jego pozycja na Summoner’s Rifcie, jak i wybuchowy styl gry jego kolegów z ekipy sprawiają, że Bogdan rzadko znajduje się w świetle wydarzeń. Bezapelacyjnie jednak najczęściej jest ich architektem, który jak mało kto zna się na rzeczy.

Przed Polakami najważniejszy test w karierze, jako że niebawem zaczną się wspominane już nieraz Worldsy. Nie sposób przewidzieć, jak ich zespoły sobie poradzą: Selfmade i Inspired mają nikłe doświadczenie, a presja jest ogromna.