Kluczowa zmiana u Stękały dała mu podium. "W Klingenthal był duży błąd"

Michal Doleżal skomentował najlepszy konkurs Andrzeja Stękały w karierze. Trener Polaków wskazał element, który sprawił, że po nieudanym konkursach w Klingenthal i Willingen nagle 25-latek stanął na podium. Doleżal podsumował również niezbyt udany konkurs Polaków, bo jak sam przyznaje - liczył na więcej.

Kolejny sukces w tym sezonie. Pierwszy raz w karierze Andrzej Stękała stanął na podium i mamy już czterech Polaków z podium, co wcześniej się nigdy nie zdarzyło, ale konkurs chyba nie do końca dla nas udany.

Michał Doleżal: Już w tym sezonie czterech naszych skoczków stanęło na podium. Ta czwórka jest bardzo mocna. Okej, reszta skoczków nie skoczyła najlepiej i wiemy, że stać ich na więcej. W niedzielę trzeba poprawić te skoki.

Zobacz wideo Adam Małysz zaskoczony formą zawodników Stefana Horngachera

Jeszcze w piątek Stękała mówił, że miał problem z puszczaniem się z belki. Jak wam się to udało wyeliminować bez treningu na skoczni?

Po prostu wie, jak ma startować. Miałem do dyspozycji nagrania z Klingenthal i tam już był duży błąd. Teraz udało się go jednak wyeliminować.

Andrzej Stękała w każdej z sześciu dotychczasowych serii był najlepszy z Polaków. Tak dobry tej zimy jeszcze nie był?

Oddawał bardzo solidne skoki właściwie od pierwszego w Zakopanem. I złożyło się tak, że po pierwszej serii był na trzecim miejscu i dobrze wiedział, że ma szanse wskoczyć na podium. Wytrzymał wszystko nerwowo. Zrobił swoje.

Co się dzieje obecnie z Kamilem Stochem. W sobotę mówił, że jest skołowany.

Walczymy nadal z pozycją, bo wszystko wychodzi od pozycji najazdowej. Nie jest w stanie wykorzystać pełnej energii z tego ułożenia. Przez to trochę mu przelatuje odbicie do przodu. Znowu wszystko będziemy analizować wręcz centymetr po centymetrze i może na niedzielę znowu uda się to poprawić.

Po konkursie długo rozmawiał pan z Sandro Pertile. O czym?

- Nie było to nic konkretnego. Pogratulował i trochę dyskutowaliśmy. Sam mówił, że Andrzejowi zabrakło niewiele, bo 0,3 pkt.

Czterech z jedenastu skoczków w sobotę punktowało. Mało?

Treningi u reszty wychodziły zdecydowanie lepiej. Muszę powiedzieć, że niestety naszych skoczków trochę pospinało. Było za dużo kontroli. Było to też widać w prędkościach najazdowych. Na pewno liczyliśmy na więcej.

To był efekt tego, że każdy walczył o skład na mistrzostwa świata?

Dokładnie tak było. Wszyscy wiedzą, że walczą o miejsce nie tylko na niedzielę, ale też na mistrzostwa świata. Wkrótce będziemy chcieli ogłosić skład, żeby "uwolnić głowę", ale chcemy dać szansę wszystkim. 

Czy w ostatnim czasie zmieniony został trening pod kątem mistrzostw świata w Oberstdorfie? Dokładaliście więcej obciążeń siłowych, by ta moc uwolniła się dopiero na mistrzostwa?

- Wiadomo, że szczególnie po Turnieju Czterech Skoczni było trochę zmęczenia. Nie fizycznego, ale bardziej psychicznego. Teraz przygotowujemy się do mistrzostw. Delikatnie zmodyfikowaliśmy treningi. Nie chce tu jednak mówić, czy są to większe obciążenia. Bardziej chodzi o zmianę liczby serii powtórzeń, które się wykonuje na siłowni.

Pan jest już pewny ilu skoczków weźmie do Oberstdorfu?

- Tak, będzie to sześciu skoczków. Mniej więcej w głowie mam ułożony skład, ale czekamy właściwie do ostatniej chwili i w niedzielę po zawodach będziemy to ogłaszać.

Więcej o: