Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Barcelona ma nowego prezydenta! Zdolny uczeń lecący na opinii. To on ma odbudować klub

Jakub Kręcidło
Kampania Joana Laporty była tak "anty-Laporta", jak tylko się dało. Ale nawet mimo tego, albo dzięki temu, kataloński prawnik został ponownie wybrany na prezydenta Barcelony. Klubem z Camp Nou będzie rządził aż do końca czerwca 2026 roku.

Sześć lat po wyborczej klęsce z opromienionym trypletem Josepem Marią Bartomeu, Joan Laporta ponownie może triumfować. Po jedenastoletniej przerwie wraca on na fotel prezydenta Barcy. A do tego zrobił to w tygodniu, w którym jego rywal trafił za kratki w związku z BarcaGate. W obozie 59-latka radość, w sercach kibiców Barcelony nadzieja, ale na pytanie "czego spodziewać się po Laporcie" odpowiedź pozostaje zagadką.

Zobacz wideo Iniesta o Pedrim: "Ma kolosalny potencjał i wspaniałą przyszłość w Barcelonie"

Laporta, jak każdy zdolny uczeń, leciał na opinii. To, oraz jeden mocny cios, wystarczyło

W trakcie kampanii Laporta kompletnie nie przypominał bowiem Laporty. – Pierwszy raz w życiu słuchał doradców – podkreślali jego byli współpracownicy. Słynący z ofensywnego, agresywnego podejścia mężczyzna tym razem przyjął mocno zachowawczą taktykę. Pięścią w stół uderzył tylko raz, przypominając o sobie fanom gigantycznym muralem pod Santiago Bernabeu. A później nie chciał ryzykować. Gdy rywale (Victor Font, Toni Freixa) plątali się w zeznaniach, planach i innych deklaracjach, on nawet nie pokazał konkretnego projektu sportowego. Jak przystało na zdolnego, inteligentnego ucznia, leciał na opinii. W pierwszej kadencji zbudowana przez niego drużyna zdobyła dwie Ligi Mistrzów, a też wywalczyła sekstet, w sezonie 2008/09 wygrywając wszystko, co było do wygrania. Za pośrednictwem wielkiego baneru Laporta przekazał kibicom Barcelony wszystko, jednocześnie nie przekazując im nic. Przypomniał im o poczuciu utraconej dumy, ponownie spolaryzował relacje z Realem czy wskazał, że może być liderem, którego klubowi przez ostatnie lata brakowało. Od samego startu umieścił się w fotelu lidera wyścigu o prezydenturę i nie opuścił go nawet na sekundę.

Laporta nie ukrywa: podniesienie Barcelony z kryzysu to największe wyzwanie jego życia

Laporta drugi raz przejmie Barcelonę w kryzysie. Pierwszy raz zrobił to w 2003 roku, gdy był pełnym energii, 41-letnim prawnikiem. Jego sukces oznaczał koniec ery Josepa Lluisa Nuneza i Joana Gasparta. Wówczas klub był w dramatycznej sytuacji sportowej i ekonomicznej. Laporta popełnił po drodze mnóstwo błędów, w 2008 roku był zresztą o włos od zostania usuniętym z pracy po wotum nieufności ("Cholera, nie jest z nami tak źle!" – mówił wówczas, a te słowa przeszły do historii barcelonismo), ale bilans jego pracy był świetny. Barcelona ponownie stała się punktem odniesienia dla innych klubów, którym przestała być za czasów Bartomeu. Teraz Joan wraca, by ponownie uratować Barcę. Nie może już liczyć na wsparcie Johana Cruyffa, Pepa Guardioli, Sandro Rosella, Ferrana Soriano czy innych postaci kluczowych dla rozwoju jego drużyny. Tym razem konkretów nie ma. Są spekulacje o Mateu Alemanym (znakomity dyrektor generalny znany m.in. z Valencii, pojawił się w niedzielny wieczór na Camp Nou), Jordim Cruyffie czy powrotach Victora Valdesa i Carlesa Puyola. Konkrety poznamy w najbliższych dniach, ale pewne jest, że uratowanie Barcy będzie faraonicznym wyzwaniem. Wielu zastanawiało się, po co już blisko 59-letniemu Joanowi powrót na fotel prezesa? – Chcę, by ludzie ponownie zakochali się w naszym klubie – deklaruje mężczyzna, który członkiem klubu został w wieku 10 lat. Czeka go kolosalne wyzwanie. Problemów do załatwienia jest cała masa, na czele z wygasającym kontraktem Leo Messiego, renegocjacją umów sponsorskich czy kolosalnymi długami, które przekraczają miliard euro. – To największe wyzwanie mojego życia – przekonuje Laporta.

Zniknął Laporta, którego znamy. Zamiast emocji, był spokój i powściągliwość 

W kampanii Laporta regularnie odwoływał się do bogatego doświadczenia. – Im cięższe zadanie, tym lepiej sobie radzę – przechwalał się Joan, który w kampanii przyznawał się do błędów. Jeszcze niedawno nikt by w to nie uwierzył. Ale Katalończyk, który wystartował w wyborach, to człowiek odmieniony. A przynajmniej takie wrażenie sprawiał w kampanii, w której jechał na zaciągniętym hamulcu. Ograniczył agresywne wypowiedzi. Nie prowokował debat. Zniknęły tematy imprez czy innych przygód Katalończyka. Laporta posłuchał swoich marketingowców i Jaumego Giro, który ma być jego dyrektorem ds. finansowych. Giro to przeciwieństwo Joana. To metodyczny aż do bólu przedsiębiorca, w którego CV znajdziemy dyrektorskie posady w największych hiszpańskich firmach, w tym np. w banku La Caixa. I być może taka zmiana wizerunku, w stronę szczwanego lisa, posłuży Laporcie.

Tatuaże, pizza, hipokryzja i aresztowania. W barcelońskich wyborach było wszystkoTatuaże, pizza, hipokryzja i aresztowania. W barcelońskich wyborach było wszystko

Związki z Uzbekistanem i relacja z gwiazdką porno, która Laportę wspierała nawet w ciąży

Laporta to polaryzująca postać. Z jednej strony uwielbiana za sportowe sukcesy, z drugiej cieniem za jego pracą ciągną się różnego rodzaju skandale i aferki, jak np. ta z 10 milionami euro, jakie w ciągu trzech lat prezydentury zarobił za rzekome "doradzanie" Uzbekom, jednocześnie zapewniając dla klubu dodatkowe 3 miliony euro. – Jak zarobić 10 milionów euro w Uzbekistanie? Trzeba po prostu wykorzystywać okazje – stwierdził Laporta, który lubi wykorzystywać swoją charyzmę do zamieniania wad w atuty. Niektórym socios nie podobał się też zwrot klubu ku niepodległości jak i wyskokowy styl życia prezydenta, który – szczególnie po odejściu z klubu – regularnie gościł w kolorowych magazynach.

Spain Soccer Police OperationTotalitarna propaganda szefa Barcelony. Media ujawniają szokujące praktyki

Po odejściu z Barcelony Laporta miał za sobą krótką karierę polityczną. W wyborach wspierała go np. znana z filmów pornograficznych Maria Lapiedra, która nagrała specjalne wideo, na którym roznegliżowana przechadza się ulicami Madrytu z katalońską niepodległościową flagą. Związkiem Joana z Lapiedrą żyła cała Hiszpania, para miała się nawet na chwilę zaręczyć, ale ostatecznie ze ślubu nic nie wyszło. Para rozstała się zresztą w niezłych relacjach. Dowodem jest fakt, że w 2018 roku Laporta reprezentował Lapierdę w jej... rozwodowej sprawie. – Mam najlepszego barcelońskiego prawnika, który, w przeciwieństwie do żałosnego prawnika mojego partnera, nigdy nie będzie się wypowiadał na temat sprawy – mówiła aktorka, której rozwodem w 2018 roku żyły hiszpańskie bulwarówki i która nagrała kilka filmików wspierających Laportę, w tym w trakcie wyborów prezydenckich w Barcelonie w 2015 roku, gdy nie przeszkodziło jej nawet to, że była w zaawansowanej ciąży.

"Laporta to niesamowity kusiciel. Trudno zliczyć, ile kobiet przeszło przez jego ramiona"

Zresztą, Laporta też ma za sobą rozwód. Doszło do niego w 2008 roku, gdy żona i matka trójki jego dzieci, Constanza Echevarria, nie mogła znieść ciągłych plotek i zdrad. W 2009 roku była Brazylijka Flavia Massori, później była biznesmenka Sana Khouja, pojawiały się plotki o związku Laporty z włoską prezenterką Simoną Venturą, a i o Gulnarze Karimowej, córce byłego prezydenta Uzbekistanu Islama Karimowa. W kolorowym magazynie "Lecturas" można było przeczytać opowieść osoby zbliżonej do Joana. "Laporta miał więcej partnerek niż Julio Iglesias i król Juan Carlos łącznie", przekonywało źródło gazety. "To niesamowity kusiciel. Maria była tylko jedną z wielu kobiet, z którymi żył Laporta. Były Rosjanki, Brazylijki, arabskie księżniczki, Uzbeczki... Trudno zliczyć, ile kobiet przeszło przez jego ramiona. Carmen miała dość i wystawiła mu walizki za drzwi. Joan na kolanach prosił o kolejną szansę, ale zachowywał się fatalnie i jej nie dostał. Dziś żałuje swojego zachowania" – czytaliśmy.

Gerard PiqueJeden triumf odmieni sezon Barcy? Specjaliści od epickich zwycięstw uczą Sevillę szacunku

Czy to prawda? W sumie nie wiadomo. Internet pełen jest zdjęć z imprez z udziałem Laporty. Listopad 2009 roku. Barca ogrywa Real (1:0), Joan bawi się w słynnym barcelońskim klubie Luz de Gas. Wówczas zrobiono mu słynne zdjęcia, na których celebruje sukces z cygarem w ustach i będąc całkowicie oblanym szampanem, za którego płacić jednak nie musiał. Lato 2011 roku. Laporta przyłapany na Ibizie z cygarem, szampanem Moet i pięknymi kobietami. Lato 2012 roku. Joan pojawił się na ślubie włoskiego przedsiębiorcy Antonio Girardiego w towarzystwie znanej lekarki Chantal Sciuto. To wtedy zrobiono mu słynne zdjęcia, gdy kąpał się w basenie w koszuli, a na głowie miał zawiązaną bandanę. 2014 rok. Kontynuacja poniedziałkowej nocy na jednej z barcelońskich plaż. Laporta, wówczas doradca burmistrza miasta Barcelona, bawi się w najlepsze we wtorek o 8 rano. 2017 rok. Laporta znów na czołówkach mediów, bo przyłapano go, gdy bawił się w towarzystwie licznych roznegliżowanych partnerek, które równie dobrze mogłyby być jego córkami. Znów 2017 rok. Laporta odnalazł się na imprezie w Cala Bassa Beach Club na Ibizie, gdzie akurat odbywała się gala Ibiza Model Awards. Sieć obiegły zdjęcia, na których Katalończyk jest w towarzystwie dwunastu pięknych kobiet. – Nie wolno wstydzić się momentów radości. Jeśli nie wykorzystujesz takich chwil, by się cieszyć, jaki sens jest żyć? – pytał Laporta.

Czas na odbudowę będzie aż do czerwca 2026 roku. Ale pierwszy krok będzie bardzo trudny

Dobrym tego dowodem była sytuacja z niedzieli. Gdy tuż przed 21 telewizja TV3 i Catalunya Radio opublikowały pierwsze wyniki sondaży, w biurze Laporty zapanowała euforia. Szybko ją opanowano, by nie zapeszyć, ale ostatecznie oficjalne rezultaty wyborów potwierdziły zwycięstwo 59-latka. Dziś Laporta bez wątpienia będzie się bawić, przywołując swoją starą duszę gwiazdy rocka. Co dalej? W poniedziałek rozpocznie pracę nad odbudową zespołu, na którą będzie miał czas aż do 30 czerwca 2026 roku i w której konieczne podjęcie będzie wielu trudnych, ryzykownych decyzji, w których Joan się specjalizuje. Pierwszy krok będzie jednak niezmiernie trudny – debiutanckim meczem Laporty w starej-nowej roli prezydenta będzie rewanżowe starcie z Paris Saint-Germain w Lidze Mistrzów. Gdyby Katalończykom udało się awansować mimo 1:4 na Camp Nou, można byłoby mówić o prezydenckim cudzie. A Joan w niego wierzy. Jednym z pierwszych słów, jakie wypowiedział po oficjalnym wygraniu wyborów, było: – Zwyciężyliśmy, a teraz jedziemy do Paryża odrabiać straty.