Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Absurd po derbach Madrytu. Na Camp Nou eksplodowali radością po golu dla Realu

Jakub Kręcidło
Atletico może pluć sobie w brodę. Prowadziło prawie cały mecz, miało okazje do podwyższenia wyniku, ale derbów znów nie wygrało. Real wywiózł z Wanda Metropolitano remis (1:1), który podtrzymuje go w walce o mistrzostwo Hiszpanii.

Przez 70 minut, mecz toczył się pod dyktando Atletico. Wydawało się, że plan Diego Simeone wypalił. W listopadzie Zinedine Zidane przeczytał go taktycznie i Real ograł Atleti 2:0. Teraz to drużyna Argentyńczyka dominowała, grając inaczej, znacznie wyżej, niż zwykle w kluczowych meczach. Ale w końcówce w Atleti coś pękło. Rojiblancos siedli fizycznie, oddali piłkę rywalowi i prosili się o problemy. Na dziesięć minut przed końcem Jan Oblak dwukrotnie dokonał cudu i zatrzymał Karima Benzemę, ale drugiego ostrzeżenia nie było. Na dwie minuty przed końcem wracający do zdrowia Francuz zdobył bramkę na wagę remisu, z której cieszyli się przede wszystkim w... Barcelonie.

Zobacz wideo Iniesta o Pedrim: "Ma kolosalny potencjał i wspaniałą przyszłość w Barcelonie"

Na Camp Nou pierwszy raz cieszyli się z gola dla Realu. Ale to dziwić nie może

Katalończycy, którzy w 2021 roku zdobyli 31 na 33 możliwe punkty w LaLiga, na poważnie wrócili do walki o mistrzostwo. – Wolałbym, aby to Real wygrał derby – rzucił w sobotę Ronald Koeman, a w niedzielę, bodaj pierwszy raz w historii, na sali prasowej na Camp Nou lokalni dziennikarze celebrowali gola dla odwiecznego rywala. Ale to nie może dziwić. Na dwanaście kolejek przed końcem Barca ma do Atletico tylko trzy punkty straty, Real ma ich pięć. Rojiblancos w środę o 19.00 zagrają zaległy mecz z Athletikiem i będą mogli zwiększyć przewagę, ale piłkarze Simeone widzą już rywali we wstecznym lusterku. To powinno nam zagwarantować emocje na finiszu rozgrywek, co jeszcze kilka tygodni temu wydawało się nierealne.

Atletico dobrze zaczęło, ale w końcówce zgasło. "Chyba nikt nie spodziewał się, że Real powalczy"

Od porażki w listopadowych derbach Atletico kroczyło od zwycięstwa do zwycięstwa, wygrywając dziewięciokrotnie z rzędu, ale na początku lutego coś się w nim zacięło. W związku z falą kontuzji, zakażeniami koronawirusem czy zawieszeniem Kierana Trippiera Simeone był zmuszony eksperymentować i porzucić znakomicie działający system 3-5-2. Zbiegło się to z dołkiem formy, stratą siedmiu punktów w LaLiga i porażką z Chelsea (0:1) w Lidze Mistrzów. Triumf nad Villarrealem (2:0) był przebłyskiem nadziei, a początek derbów wydawał się tego potwierdzeniem. – Jestem wkurzony, bo plan Simeone był znakomity – przekonywał Kiko Narvaez, były piłkarz Atleti, dla którego grał m.in. w czasach Romana Koseckiego.

Tatuaże, pizza, hipokryzja i aresztowania. W barcelońskich wyborach było wszystkoTatuaże, pizza, hipokryzja i aresztowania. W barcelońskich wyborach było wszystko

Gra toczyła się pod dyktando gospodarzy, a Real kolejny raz był w grze tylko dzięki Thibautowi Courtoisowi, który na początku drugiej połowy popisał się dwiema fenomenalnymi interwencjami. Atleti zabrakło skuteczności i kolejny raz zostało skarcone za minimalizm. Real uwypuklił problemy Rojiblancos z bronieniem akcji skrzydłami i dał Simeone powody do zastanowienia, szczególnie nad przygotowaniem fizycznym, bo to nie był pierwszy w tym sezonie mecz, w którym Atleti gasło w końcówce. – Chyba nikt po pierwszej połowie nie spodziewał się, że Real będzie mógł powalczyć, a tymczasem Atletico straszliwie spuchło – analizował Predrag Mijatović, legendarny snajper Królewskich.

Piłkarze sprezentowani przez Barcelonę i Real ciągną Atletico w stronę mistrzostwa

Wyrównujący gol wracającego do zdrowia Benzemy zabrał "zemstę" Luisowi Suarezowi i Marcosowi Llorente. Tego pierwszego Atleti dostało w prezencie od Barcelony, drugiego – od Realu. Urugwajczyk po czterech meczach bez gola zdobył bramkę, trafiając już po raz siedemnasty w LaLiga. 34-latek ma na swoim koncie jednego gola więcej niż w całym poprzednim sezonie w Barcelonie. Królewscy lekką ręką odstrzelili Llorente, sprzedając go lokalnemu rywalowi za ok. 35-40 milionów euro. Ten pięknie się rozwinął i w tym sezonie gra lepiej, niż kiedykolwiek można było oczekiwać, mając już po osiem bramek i asyst w LaLiga. Potencjał i wszechstronność Llorente pokazywał już w Realu Santiago Solariego, jednak za kadencji Zidane'a wrócił do pełnienia drugoplanowej roli. W derbach francuski trener mógł zobaczyć, co stracił. Zmotywowany Hiszpan popisał się piękną asystą przy golu (już czwarta w tym sezonie do Suareza), a później był najlepszy na boisku, imponując wybieganiem i boiskową inteligencją.

"Hay liga". W walce o mistrzostwo będą jeszcze emocje

– Wypuściliśmy z rąk dwa punkty – narzekał Koke, kapitan Atletico, który nie chciał wchodzić w dyskusję na temat tego, czy jego zespół dalej jest faworytem do mistrzostwa. Benzema nie tracił nadziei. – To oczywiste, że walka o tytuł dalej jest otwarta – przekonywał Francuz, a Hiszpanie wątpliwości nie mają i piszą: "Hay liga". Czyli walka o mistrzostwo trwa.