NFL. Gdy trener chce pomóc za bardzo

Trenerzy przygotowania fizycznego niemal nigdy nie trafiają na pierwsze strony gazet i portali sportowych. Chyba że spaprali swoją robotę i ich drużyny powłóczyły nogami już w połowie meczu. Trenerowi New York Jets Salowi Alosiemu czegoś podobnego zarzucić nie można, ale swoim pomysłem, jak pomóc drużynie, przebił samego Jose Mourinho i jego dwie czerwone kartki w meczu z Ajaksem w Lidze Mistrzów.

Podczas spotkania z Miami Dolphins Alosi stanął tuż przy linii bocznej boiska. Gdy obok przebiegał jeden z rywali - Nolan Carroll, delikatnie wystawił kolano. Zawodnik w pełnym biegu fiknął koziołka i długo leżał poza linią boczną. Kamery, którym jak to w każdym meczu NFL nic nie umknie, uchwyciły niecny czyn trenera. Dalej wszystko potoczyło się bardzo szybko. Jets nie czekali na jakiś protokół sędziego czy wnioski obserwatora. Alosi został zawieszony i straci pensję do końca sezonu (zważywszy, że to zaledwie dwa tygodnie, to kara prawie symboliczna), dodatkowo musi zapłacić 25 tysięcy dolarów.

Alosi się pokajał. Przepraszał publicznie kilkakrotnie, mówił, że mu wstyd - że zawiódł tylu wspaniałych ludzi, że nie ma żadnego wytłumaczenia dla tego, co zrobił, i tym podobne banały. Wszystko na nic. Po 24 godzinach Jets zawiesili trenera nie tylko na ten sezon, ale do odwołania. Alosi prawdopodobnie straci robotę, bo wyszło na jaw, że na jego polecenie również gracze rezerwowi ustawiali się wzdłuż linii bocznej boiska, aby zostawić jak najmniej miejsca rywalom, więc wcześniej czy później do podobnej historii jak ta z Carrollem musiało dojść. Oczywiście wszyscy szefowie Alosiego zarzekają się, że nic o jego poleceniach dla rezerwowych nie wiedzieli. Teraz ważniejszym pytaniem, nie jest to o los Alosiego, ale to, czy główny trener Jets Rex Ryan wiedział, co robi jego podwładny. Są tacy, którzy twierdzą, że musiał wiedzieć. Jeśli tak, jego kariera byłaby skończona i to w sezonie, gdy Jets grają rewelacyjnie.

Władze NFL wszczęły trzecie już w tym roku dochodzenie w sprawie afery związanej z Jets. Pierwsza dotyczyła seksistowskich komentarzy zawodników, gdy w ich szatni pojawiła się ubrana w obcisłe spodnie i wydekoltowaną bluzkę reporterka meksykańskiej telewizji Ines Sainz. W drugiej chodziło o obsceniczne esemesy, które miał dwa lata temu wysyłać rozgrywający nowojorczyków Brett Favre do pracownicy klubu Jenn Sterger.

Warto na koniec przypomnieć, że Sal Alosi nie był pierwszym trenerem, który tak efektownie wmieszał się w wydarzenia na boisku. Austriak Gunnar Prokop - trener z ponad 30-letnim doświadczeniem - zrobił to w bardziej dramatycznych okolicznościach. Rok temu w Lidze Mistrzyń piłkarek ręcznych jego zespół Hypo Niederösterreich remisował z Francuzkami z Metz na 7 s przed końcem meczu. Prokop wpadł na boisko, gdy rywalki przeprowadzały kontrę, staranował zawodniczkę rywalek pędzącą na bramkę i uratował remis. Potem został ukarany grzywną (45 tys. euro) przez Europejską Federację Piłki Ręcznej, ale z pracy nikt go nie wyrzucił. Taka jest różnica w podejściu do sportu w Europie i USA.

Więcej o: