Brett Favre, czyli koniec serii dziadka z żelaza

Brett Favre, 41-letni quaterback Minnesota Vikings i ikona futbolowej NFL, z powodu kontuzji nie zagrał z New York Giants i zakończył historyczną serię 297 spotkań w pierwszym składzie.

Przed poniedziałkowym meczem Ameryka wstrzymała oddech. "Nieaktywni Wikingowie - nr 12, 19, 25, 31, 76, 90, 91... oraz 4. Koniec serii..." - napisał wreszcie na Twitterze Jeff Anderson, rzecznik Minnesoty. 4 to numer Favre'a.

Serii, czyli meczów od ponad 18 lat rozpoczynanych w pierwszym składzie. 27 września 1992 roku "Człowiek z Żelaza" zaczął spotkanie swoich Green Bay Packers z Pittsburgh Steelers, a potem - także w New York Jets i Vikings - powtórzył to 296 razy z rzędu. "Ciężarne kobiety, które oglądały jego pierwszy mecz z tej serii, posłały już swoje dzieci na studia" - piszą amerykańscy dziennikarze.

Seria Favre'a w rzeczywistości jest dłuższa - wliczając play-off, wynosi 321 meczów, a dodając dwa z 1992 roku, w których wchodził z ławki - 323. W amerykańskich ligach do statystyk play-off się jednak nie zalicza, aby dać równe szanse na rekordy tym, którzy grają w słabszych zespołach.

Absolutny rekord NFL - 352 spotkania z rzędu - należy do Jeffa Feaglesa, który w latach 1988-2009 był kopaczem pięciu klubów. Osiągnięcie Feaglesa traktowane jest jednak z przymrużeniem oka, bo kopacz to zawodnik tzw. formacji specjalnej, który wchodzi na boisko tylko na pojedyncze akcje i nie jest narażony na szarże stukilogramowych rywalami, bolesne upadki i kontuzje. Uwaga przeciwników koncentruje się głównie na quaterbacku.

Favre nigdy nie unikał niebezpiecznych sytuacji, do poniedziałku był niezniszczalny. Grywał ze złamaniami, zerwanymi więzadłami, pomimo rodzinnych tragedii. W grudniu 2003 roku, zaledwie 24 godziny po śmierci ojca, wykonał rekordowe cztery podania na tzw. touchdown w pierwszej połowie meczu z Oakland Raiders, w innych spotkaniach zdarzało mu się wykonywać imponujące akcje, których potem nie pamiętał z powodu bólu.

Z czasem precyzja i błysk ustępowały miejsca błędom, ale Favre wciąż grał i przez 19 lat nie miał obok siebie nikogo, kto zagroziłby jego pozycji. Na "Człowieka z Żelaza", który w połowie lat 90. trzy razy z rzędu wybierany był na najlepszego gracza ligi, coraz częściej mówiono jednak "Dziadek". Raz, że Favre osiwiał, dwa, że w kwietniu rzeczywiście został dziadkiem - pierwszym w historii ligi.

W tym sezonie "Dziadek" zagrał w 11 meczach pomimo złamania kości stopy, kontuzji łokcia, zszytego policzka oraz bólów szyi, pleców i łydki. Wykluczył go dopiero Arthur Moats z Buffalo Bills, powalając Favre'a na klatkę piersiową. "Dziadek" próbował trenować, ale okazało się, że nie może swobodnie ruszać podającą prawą ręką. Paradoksalnie nie zatrzymał go jednak ból, który nauczył się zwalczać - tym razem chodziło o brak czucia...

Miał pecha, bo rzadko spotykana w sporcie kontuzja stawu mostkowo-obojczykowego (zdaniem lekarzy najczęściej zdarza się w wypadkach samochodowych, kiedy prowadzący uderza klatką piersiową w kierownicę) może zakończyć jego karierę. Vikings stracili szansę na play-off, do końca sezonu pozostały trzy spotkania, a Favre znów wspomina o zakończeniu kariery.

Znów, bo z futbolem zrywał w ostatnich latach dwukrotnie - siwiejący weteran w obu przypadkach płakał przed kamerami, ale potem wracał na boisko. Teraz może mieć dosyć, tym bardziej że od kilku miesięcy ciągnie się za nim skandal obyczajowy - aktorka, modelka i dziennikarka Jenn Sterger oznajmiła, że gdy Favre grał w Jets i ona też tam pracowała, gwiazdor w niewybredny sposób ją nagabywał wysyłając, jej m.in. zdjęcia swojego penisa.

Wśród rekordzistów amerykańskich lig zawodowych dorobek Favre'a jest najmniej okazały, ale futbol to najbardziej brutalna i wyczerpująca dyscyplina, a na dodatek drużyny NFL rozgrywają maksymalnie 19 spotkań w sezonie. W NBA i NHL jest to już 110 meczów, a w baseballowej MLB - nawet 179.

Ludzie z żelaza

*Tylko Premier League

Więcej o: