Finałowa rywalizacja zawodników specjalizujących się w skoku wzwyż na igrzyskach olimpijskich w Paryżu była bardzo zacięta. O złoto ramię w ramię walczyli Hamish Kerr i Shelby McEwen. Ostatecznie osiągnęli taką samą wysokość - 2,36 m. Próbowali skoczyć jeszcze wyżej, ale za każdym razem strącili poprzeczkę zawieszoną na 2,38 m. Tak więc na końcu legitymowali się takim samym rezultatem i to do nich należała decyzja, czy odbędzie się dogrywka, która wyłoni mistrza, czy dzielą się złotym medalem. Krążkiem przed trzema laty podzielili się Gianmarco Tamberi i Mutaz Essa Barshim. Tym razem było inaczej, a o szczegółach opowiedział Amerykanin.
Po krótkiej rozmowie Kerr i McEwen zadecydowali, że podejmą wyzwanie i tylko jeden z nich zostanie mistrzem. Rozegrano więc dogrywkę, a w niej lepszy był Nowozelandczyk. Oglądając rywalizację, wydawało się, że na kolejne skoki naciskał Amerykanin. Sugerowała to m.in. jego mowa ciała, o czym wspominali komentatorzy.
Jednak jak wyjawił sam zainteresowany, to Kerr zażądał dogrywki. Nie chciał dzielić się ewentualnym złotym medalem. - On zaproponował to pierwszy, a ja się po prostu zgodziłem. Choć muszę przyznać, że po tylu skokach poczułem się zmęczony. I pewnie, gdyby zaproponował co innego, to bym się z nim podzielił medalem. Ale przystałem na jego ofertę i wszystko było w porządku - podkreślił, cytowany przez "The Sun".
- No cóż, on zdobył złoto, a ja srebro. Każdy z nas chce być mistrzem i jedynym godnym szacunku rozwiązaniem było wywalczenie jednego złotego medalu - dodał.
Mimo wszystko igrzyska w Paryżu były udane dla McEwena. Nie dość, że wywalczył srebro olimpijskie, co jest jego największym sukcesem w karierze, to jeszcze pobił rekord życiowy. Teraz wynosi on 2,36 m. Na koncie ma także srebrny krążek halowych mistrzostw świata.
O wiele bardziej utytułowany jest Kerr. To halowy mistrz świata, a także brązowy medalista tej imprezy. Spore sukcesy odnosił też na krajowym podwórku. Jednak jego rekord życiowy jest taki sam jak McEwena.