Kibice krytykują Brodnicką. "Ludzie czekali na jej potknięcie. Robiła to świadomie"

Ewa Brodnicka nie zmieściła się w limicie kategorii superpiórkowej i przed walką z Mikaelą Mayer straciła pas mistrzyni świata federacji WBO. - Ludzie czekali na jej potknięcie. Ewa się przejechała - mówi Maciej Miszkiń, były pięściarz.

Ewa Brodnicka na oficjalnej ceremonii ważenia miała 130,9 funta, czyli przekroczyła limit o 0,4 kilograma. Miała godzinę na zbicie wagi, ale nie udało się jej tego zrobić. Za drugim razem ważyła 130,1 funta. Do limitu kategorii superpiórkowej zabrakło Ewie 0,05 kilograma.

Zobacz wideo Mike Tyson vs Roy Jones Jr. "Ludzie chcą Tysona. Nieważne, ile ma lat"

Ewa Brodnicka: Trener ściął mi nawet włosy

- Gdy robisz wagę, organizm jest bardzo reaktywny na wszystko. Kiedyś z Krzyśkiem Włodarczykiem dzień przed ważeniem zjedliśmy pomelo i od razu nabrałem więcej wody, niż ważyło to pomelo. Organizm był już wycieńczony zbijaniem wagi i ta woda się w nim utrzymała. Obaj weszliśmy na wagę z nadwagą. W przypadku Ewy też mogły zadecydować detale. Po raz pierwszy robiła wagę w USA. Może był problem z obliczaniem funtów, a może wpływ miało nowe miejsce albo hotelowe jedzenie. Ewa zawsze robiła wagę na styk, więc te detale teraz mogły mieć jeszcze większe znaczenie - mówi Maciej Miszkiń, były pięściarz, obecnie komentator boksu.

Artur Szpilka z wiadomością do Jana BłachowiczaArtur Szpilka zdradził, z kim zawalczy w kolejnej walce. Hit! "Załatwiłbym od razu parę spraw"

Brodnicka w mediach społecznościowych skomentowała utratę pasa WBO. – Zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy. Trener ściął mi nawet włosy. Nie zmieściłam się w limicie. Nie chciało mi to w ogóle zejść - tłumaczyła Polka. Miała też pretensje do organizatorów, że dostała tylko godzinę na zbicie wagi. - Powinnyśmy dostać dwie godziny. Zanim dojechaliśmy do hotelu, zostało 40 minut na zbicie i niestety nie udało się. 

Wydawać się może, że zbicie 0,4 kilograma nie powinno być problemem, ale Brodnicka nie dała rady. - To zależy od tego, jak dużo kilogramów wcześniej zgubiła i jak mocno była odwodniona i wyżyłowana. Te rzeczy determinują, jak waga schodzi na końcowym etapie - tłumaczy Miszkiń.

- Do pewnego momentu wagę zbija się dietą i ciężkim treningiem. Bilans kaloryczny musi być ujemny i waga systematycznie schodzi. Gdy zbijasz ostatnie kilogramy, już praktycznie niczego nie jesz i nie pijesz. W ostatnim tygodniu przed walką jadłem tylko śniadanie. Były jakieś przegryzki, na przykład awokado na kolację. Są różne sposoby na zbijanie wagi, podałem jeden z nich. Jeżeli zbija się dużo kilogramów, to zawsze na końcu, żeby nie stracić masy mięśniowej, musi być odwodnienie - dodaje były pięściarz.

Dariusz Michalczewski domagał się 21 mln złotych. Sąd Najwyższy zdecydowałDariusz Michalczewski domagał się 21 mln złotych. Sąd Najwyższy zdecydował

Kibice czekali na potknięcie Brodnickiej. "Przejechała się"

W mediach społecznościowych na Brodnicką spadło dużo krytyki. Kibice twierdzą, że jej podejście jest nieprofesjonalne i że wstydem jest, że nie zrobiła wagi i przez to straciła pas. - Ludzie nie są pozytywnie nastawieni do Ewy, bo ona chciała zwiększyć swoją popularność przez kontrowersje. Budowała ją świadomie. Nie szły za tym emocje w sporcie. Nawet laik zorientował się, że Brodnicka miała słabe rywalki, a i tak nie błyszczała na ich tle. Ludzie czekali na jej potknięcie. Ewa promowała się na kontrowersji i na sztucznie budowanym rekordzie i się na tym przejechała. Świadczy o tym ta krytyka, która ją teraz spotkała - mówi Miszkiń. 

Faworytką walki w Las Vegas jest Mikaela Mayer. Zarówno Polka, jak i Amerykanka są niepokonane na zawodowych ringach. Jeśli Brodnicka wygra, nie zdobędzie pasa WBO. - Ta sytuacja może pozytywnie wpłynąć na Ewę, bo ona nie ma już żadnego obciążenia. Wszyscy myślą, że dostanie po głowie, będzie klinczować i że w jej boksie będzie dużo paniki. Każda runda, w której pokaże się z dobrej strony, zaprzeczy tym opiniom. Ewa jest w sytuacji win-win. Zarobi dobre pieniądze i ma możliwość kolejnej walki na dużej gali. Ale ma iluzoryczne szanse na wygraną z Mayer - kończy Miszkiń.

Tekst pochodzi z bloga "Po Gongu" Krzysztofa Smajka >>