Najgorsze zawody w historii. Narodowy niewypał. "Kibice nie są idiotami"

Łukasz Jachimiak
- Był straszny burdel, taśma nie działała, tor się sypał, absolutnie wszystko było źle. Zniecierpliwieni ludzie gwizdali, a na telebimach wyświetlało się: "Pierwszy raz na żużlu? Tak to właśnie wygląda!" - wspomina Michał Korościel. Komentator Eurosportu opowiada, dlaczego pierwsze żużlowe Grand Prix na Stadionie Narodowym w Warszawie było najgorszą rundą w całej historii mistrzostw świata. I zastanawia się, dlaczego na swoje pierwsze zwycięstwo na Narodowym wciąż czeka niekwestionowany mistrz Bartosz Zmarzlik.

Dwa tygodnie temu w Chorwacji (Donji Kraljevec) rozpoczął się nowy sezon żużlowych mistrzostw świata. Broniący tytułu Bartosz Zmarzlik zajął czwarte miejsce (za Jackiem Holderem, Jaysonem Doylem i Fredrikiem Lindgrenem).

Zobacz wideo Michał Probierz odpowiada na głośny tekst Sport.pl. Mocna polemika. "Dobrze, że się prześlizgnęliśmy"

Czy w sobotę 11 maja na Stadionie Narodowym w Warszawie nasz czterokrotny mistrz świata rzuci się w pogoń, czy najgroźniejsi rywale powiększą nad nim przewagę? Zmarzlik zawody w stolicy bardzo ceni ze względu na 50-tysięczny tłum na trybunach. Ale krótki, ciasny, jednodniowy tor to nie są warunki, które mistrz lubi najbardziej. Dopiero w ubiegłym roku Zmarzlik pierwszy raz w karierze wjechał na podium Grand Prix Polski na Narodowym, zajmując trzecie miejsce. Czy teraz po raz pierwszy wygra? O tym rozmawiamy z Michałem Korościelem, komentatorem Eurosportu.

Zawody w sobotę od godziny 19.00. Relacja na żywo na Sport.pl, transmisja w ogólnodostępnej TTV i w Eurosporcie Extra w Playerze.

Łukasz Jachimiak: Kiedyś na Stadionie Narodowym zorganizowano zawody dla windsurferów. Nie chcę powiedzieć, że upychanie żużlowców na małym, tymczasowym torze w tym miejscu jest czymś tak ekstremalnym jak było wsciskanie w sztuczny zbiorniczek żeglarzy przyzwyczajonych do oceanu. Ale zastanawiam się, na ile nienormalnymi i trudnymi warunkami są dla Zmarzlika i spółki te, z jakimi za chwilę znów się u nas zmierzą? O ile mniejszy jest tor na Narodowym od dużych, naturalnych?

Michał Korościel: Największe naturalne tory są w Pardubicach i w Żarnowicy i mają po 400 metrów, może po 400 z hakiem. Generalnie w klasycznym żużlu to jest max. Są też tory długie i są osobne mistrzostwa świata w jeździe na żużlu na torach długich, tam tory mają po kilometr, ale to jest inna dyscyplina sportu. Oczywiście jest duża różnica między torem na Narodowym, który w zależności od roku, od tego jak wszystko ułożą, ma 270-275 metrów długości, a torem w Landshut, gdzie zawody odbędą się za tydzień i zawodnicy będą się ścigali na 390 metrach. Ale nie wszystkie tory w cyklu są aż tak długie - na przykład Wrocław ma tor o długości 352 metrów, a Motoarena w Toruniu to już tylko 318 metrów toru, czyli niewiele więcej niż na Narodowym. Na nim oczywiście jest też wąsko na na łukach, gdzie miejsca jest o jakiś metr mniej niż na przeciętnym torze naturalnym. Tor na Narodowym jest ciasny. Ale to na pewno nie jest taka różnica jak dla windsurferów, którzy są przyzwyczajeni do startowania na otwartej przestrzeni, więc na Narodowym musieli czuć się wyjątkowo dziwnie. Każdy tor żużlowy jest tak naprawdę zamknięty - Motoarena jest zamknięta z każdej strony. Może starsze stadiony żużlowe dają poczucie przestrzeni dookoła, ale na nich też tory są zamknięte, tylko trochę szersze i dłuższe. W każdym razie Grand Prix na Narodowym jest podobne do tego z Cardiff, które było pierwszym na torze sztucznym, i zdecydowanie żużlowcy mieli czas, żeby do takich zawodów się przyzwyczaić, bo pierwsze takie rozegrano prawie ćwierć wieku temu - w 2001 roku.

Generalnie sztuczny tor jest gorszy, dziurawi się, co widzieliśmy choćby dwa lata temu, gdy w półfinale omal nie upadł Bartosz Zmarzlik przez to nie wszedł do finału. No i kwalifikacje są dzień wcześniej, żeby można było zdążyć te dziury pozasypywać?

- Pewnie to jest trochę dmuchanie na zimne. Myślę, że gdyby kwalifikacje odbyły się w sobotę, to zawody też dałoby się rozegrać tego samego dnia. Ale pewnie w związku ze złymi doświadczeniami kwalifikacje na torach sztucznych odbywają się dzień wcześniej. No bo nawet dwa lata temu, kiedy mieliśmy już know-how po 20 latach robienia takich rzeczy, w Cardiff tor był tragiczny, fatalny! Tam bardziej żużlowcy walczyli o to, żeby dojechać do mety niż ścigali się ze sobą. Natomiast co do dziur na Narodowym, to muszę powiedzieć, że więcej dziur było w Teterowie, na naturalnym torze. Bo gorszy jest tor naturalny używany tylko raz do roku niż tor sztuczny. Tor naturalny, na którym zawody robi się tylko raz w roku, staje się jak pole, którego rolnik nie orze, a liczy, że coś mu na tym polu wyrośnie. No nie wyrośnie, jak nie zadbasz!

Czyli Niemcy organizowali żużel na ugorze.

- Dokładnie tak: w Teterowie był żużel na ugorze, tak dłużej być nie mogło, dlatego niemieckie Grand Prix od tego sezonu zostało przeniesione do Landshut. Na Narodowym tor układa firma Ole Olsena, a my tym ludziom patrzymy na ręce, nie ufamy im bezgranicznie. I dobrze, bo mamy w Polsce specjalistów od układania torów. O jakość toru jestem naprawdę spokojny. Zresztą, w środę już był test toru, jeździli juniorzy i z tego co wiem, było w porządku.

To jest norma, że juniorzy testują trudne tory? W sumie zdziwiłem się, ale od razu sobie uświadomiłem, że w skokach narciarskich też zawsze i wszędzie, na najtrudniejszych obiektach do lotów też, testerami są przedskoczkowie, którzy klasą i doświadczeniem odstają od zawodników z cyklu.

- Bo to nie chodzi o to, żeby taki junior testował i wyciągał wnioski. Tego nie zrobi, bo jeszcze nie jest na tyle mądry i doświadczony. Chodzi o to, że mądrzejsi i bardziej doświadczeni ludzie patrzą, jak tor się zachowuje wtedy, gdy ktoś po nim jeździ. Ten junior ma być sztuką, która przejedzie po torze i go zużyje, a fachowcy będą wyciągali wnioski. Tak to się odbywa od początku Grand Prix na Narodowym i to zawsze zdawało egzamin. Oczywiście poza pierwszym, feralnym turniejem. Ale o nim chcemy zapomnieć. To znaczy: nigdy nie zapomnimy, ale chcemy!

A ja chcę cię namówić na powspominanie turnieju z 2015 roku! Stawiam tezę: pożegnanie Tomasza Golloba, pierwsze w Polsce Grand Prix z 50 tysiącami widzów na trybunach, z zapowiadanego święta stało się najgorszymi zawodami w historii żużlowych mistrzostw świata.

- Bardzo możliwe! To na pewno mocny kandydat do miana najgorszego Grand Prix w historii, bo oprócz toru wtedy się zepsuła jeszcze taśma. Trudno mi to wspominać, bo byłem w to mocno zaangażowany - byłem wtedy prezenterem na murawie. Od środy tam przychodziłem na organizacyjne spotkania i im bliżej było soboty i zawodów, tym byłem pod większym wrażeniem tego, jak świetnie jest wszystko przygotowane, jaka jest dbałość o każdy detal, nawet o takie sprawy, który samochód skąd wyjedzie do prezentacji, kiedy kto coś zrobi. Szkoda, że nikt nie pomyślał, żeby przywieźć dwie maszyny startowe. Ja też nie pomyślałem, a mogłem i bym taki pomysł podrzucił. Niestety, maszyna startowa zawiodła, tor się rozsypał, a moim zadaniem było bujanie największym w historii Grand Prix tłumem kibiców. Miałem dbać o to, żeby ludzie żywiołowo reagowali, żeby była fiesta. Jak pamiętasz, to się nie udało.

Kibice żużlowi nie są idiotami i jak na początku turniej szedł sprawnie, to wszystkim się podobało, mimo że nie było jeszcze żadnej wielkiej akcji. Ale szybko wszystko się zaczęło sypać, ja próbowałem mimo wszystko ich namawiać na jakieś klaskanie, na meksykańską falę, a oni zaczęli gwizdać. W zasadzie im się nie dziwiłem, bo przecież oni przyszli oglądać żużel, falę meksykańską to sobie mogli zrobić dla zabawy w przerwie, a nie cały czas, bo żużla nie ma, tylko jest jakiś cyrk. Przestałem więc robić z siebie pajaca, bo wiedziałem, że można to uratować tylko podając komunikaty i przepraszając w imieniu organizatorów. Ale problem był taki, że sędzia Jim Lawrence, do tej pory go pamiętam, podawał decyzje, ja je przekazywałem, on co chwilę te decyzje zmieniał, no to i ja musiałem zmieniać. A na trybunach nikt nie wpadł na to, że sędzia zmienia decyzje, tylko wszyscy uznali, że spiker jest idiotą i nie rozumie, co ma przekazać!

Porównywałeś sobie wtedy na gorąco skalę wpadki z tą, która się wydarzyła niecałe dwa lata wcześniej, gdy Stadion Narodowy przechrzczono na Basen Narodowy po tym jak przez ulewę i zalegającą na murawie wodę nie można było rozegrać meczu piłkarskiego Polska - Anglia?

- Tak! Ha, ha, miałem takie myśli czy właśnie tego nie przebijamy! Ale analizowałem, że do świadomości takiej ogólnej, do wszystkich ludzi, to aż tak nie dotrze i że to nie przebije Basenu Narodowego, jeśli chodzi o potencjał memiczny. Basen był w otwartej telewizji, a my byliśmy w kodowanej, w Canal+. A poza tym ludzie, którzy nie są obeznani z żużlem, nie do końca rozumieli, dlaczego nic się nie udaje. Dla nich problem z taśmą startową nie był niczym strasznym - mówili "Co z tego? To jedźcie na machnięcie chorągiewki albo na zielone światło". To była kompromitacja oczywista tylko dla pewnej grupy. Dla kibica żużla to było mega obciachowe. Mega! Ale gdy zamiast meczu w piłkę widzieliśmy jak stewardzi jeżdżą po wodzie na tyłkach, bo nie mogą złapać uciekającego po tej wodzie kibica, to śmiała się cała Polska, bo to dla wszystkich było tak samo czytelne.

A jak w kuluarach na ten mega obciach reagował Gollob?

- Z niesmakiem, ale takim delikatnym. Nie chciał robić wielkiej afery, wiedział, że to była impreza robiona pod niego. Za to pamiętam, że wtedy Greg Hancock z Nickim Pedersem podjęli decyzję o tym, żeby po 12. biegu wszystko się skończyło. Oni się zamknęli w toalecie i tyle. Obaj byli najstarsi w cyklu, obaj dali jasno do zrozumienia, że już nie jedziemy, że to koniec. Myślę, że mogli się inaczej zachować, bo z Gollobem się ścigali przez 20 lat. Wiedzieli, że to jest jego pożegnanie. Mogli dla niego i dla kibiców pojeździć trochę więcej. Wtedy miałem do nich żal, uważałem, że Gollobowi powinni okazać więcej szacunku, ale teraz, z perspektywy lat, myślę, że może ciągnąc to dalej, pogrążalibyśmy się jeszcze bardziej, bo przecież tor nie byłby coraz lepszy, tylko gorszy, a ten sędzia nie podejmowałby lepszych decyzji, bo on ewidentnie nie udźwignął.

Bardzo ciężko wspominam tamto Grand Prix, ale cieszę się, że już rok później odbyło się kolejne i że od tamtej pory mamy już wyłącznie dobre skojarzenia z Grand Prix w Warszawie. I teraz też będziemy mieli dobre, teraz stawiamy właściwie tylko jedno pytane: czy Polak wygra, bo to jest ostatnia rzecz, jakiej tym zawodom na Narodowym brakuje.

Pożegnanie Golloba na Narodowym wypadło fatalnie, Zmarzlik ani żaden inny Polak na Narodowym nigdy nie wygrał - nie wiem czy naprawdę mamy tylko dobre skojarzenia z tym Grand Prix!

- No tak, brakuje sukcesu. Ale wiesz co? Może to dziwnie zabrzmi, ale naprawdę się cieszę, że Polak jeszcze na Narodowym nie wygrał, bo gonienie króliczka jest fajniejsze niż posiadanie tego króliczka.

W takim razie szkoda, że Zmarzlik ma już cztery złote "króliczki" za wygranie mistrzostw świata!

- Ale zobacz: gdyby na Narodowym rok w rok wygrywał Polak, tak jak Zmarzlik rok w rok zdobywa złoto mistrzostw świata, to mówilibyśmy "No, fajnie, pościgają się, Zmarzlik wygra i elegancko". A tak to my na coś wielkiego czekamy, my się zastanawiamy czy on wytrzyma presję, czy nie - na Narodowym gonimy króliczka cały czas i to jest ekscytujące!

Ale to znaczy, że masz nadzieję, że w tym roku znów nie dogonimy, bo chcesz, żebyśmy dalej gonili?

- Ha, ha! Nie no, mam nadzieję, że dogonimy! Przed każdą kolejną rundą co rok mam nadzieję, że teraz to już dogonimy. Nie wiem czemu właściwie jeszcze nie dogoniliśmy - nie mam żadnej sensownej teorii. Byłaby to sensowna teoria, że Zmarzlik nie wygrywa na Narodowym, bo to tor jednodniowy, gdyby on nigdy nie wygrał na takim torze, a on wygrywał w Cardiff. Maciek Janowski też wygrywał w Cardiff, na takim samym torze. Inna teoria - że to presja - też się nie broni, bo Zmarzlik dźwiga presję. Najlepszym dowodem finał poprzedniego sezonu, gdy wyrzucili go z turnieju w Vojens i w Toruniu musiał bronić bardzo małej przewagi nad Lindgrenem [z 24 punktów zrobiło się tylko sześć], musiał jechać z ogromnym ciężarem na plecach i pojechał wspaniale, wygrał to. On nie ma problemów z presją. Ale może na Narodowym za bardzo chce? Rok czy dwa lata temu miał taki upadek, w pierwszym wyścigu, czyli wtedy, gdy tłum jest najgłośniejszy i presja największa. To był taki głupi upadek, po swoim błędzie. Wtedy pomyślałem "Kurczę, może on za bardzo chce!". A teraz będzie chciał jeszcze bardziej, bo na inaugurację w Chorwacji był dopiero czwarty i musi gonić, zwłaszcza Holdera, który wygrał.

Ale nie mam naprawdę logicznego wytłumaczenia, dlaczego akurat na Narodowym Zmarzlik jeszcze nie wygrał. Bo to wcale nie jest tak, że tutaj nie da się ścigać, że tylko start decyduje. Są tory naturalne, na których start decyduje w większym stopniu niż na tych jednodniowych. Prawdą jest, że na jednodniowych lepiej się czują żużlowcy, którzy jeżdżą w lidze angielskiej, bo to są bardziej techniczne tory. Ale Zmarzlik potrafi wszystko, dlatego mówię, że nie mam naprawdę logicznego wytłumaczenia, czemu on jeszcze w Warszawie nie wygrał.

Zmarzlik zawsze powtarza, że warszawskie Grand Prix ze względu na 50 tysięcy widzów na trybunach jest dla niego wyjątkowe, to samo mówią też jego rywale. A jak ty patrzysz na ten turniej? Czy to jest trochę "januszerka", trochę zawody nie z wprawioną publiką, tylko taką, która nie bardzo rozumie, co ogląda?

- Nie, naprawdę nie! Oczywiście są na trybunach kibice, którzy nie wiedzą, o co chodzi, ale tak samo jest w Pradze, mimo że ona ma lata tradycji, bo jest w cyklu najdłużej, nieprzerwanie od 1997 roku. Tam na trybuny przychodzą ludzie, którzy zwiedzają w Pradze i przy okazji pójdą sobie na żużel, a w Warszawie takich ludzi jest więcej, bo dużo większe są trybuny i wielu przyciąga właśnie ta wielkość, ta skala widowiska. Czasami organizatorzy dbają o to, żeby tym kibicom wytłumaczyć, o co chodzi w żużlu. I a propos przypomniało mi się, jak na tych feralnych zawodach w 2015 roku był ten straszny burdel, bo taśma nie działała, bo tor się sypał, bo absolutnie wszystko było źle i zniecierpliwieni ludzie gwizdali, a na telebimach wyświetlało się: "Pierwszy raz na żużlu? Tak to właśnie wygląda!", ha, ha, ha!

Mistrzowski poziom trollowania!

- Autentycznie krzyczałem: "Nie, właśnie nie tak to wygląda!", ha, ha! Wracając do twojego pytania: tak, zawsze są na Narodowym ludzie, którzy nigdy wcześniej żużla nie oglądali i kojarzą tylko Zmarzlika, ale to w żaden sposób nie umniejsza zawodom! Zaręczam, że wszyscy żużlowcy start na Narodowym traktują bardzo prestiżowo i każdy wyjątkowo chce tam wygrać.

Czy Bartosz Zmarzlik wygra Grand Prix Polski na Stadionie Narodowym?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.