Miliony wyrzucone w błoto. Prezes polskiego klubu mówi dość. "Oddam za złotówkę!"

To fatalny czas dla fanów żużla w Łodzi. Tamtejszy H. Skrzydlewska Orzeł Łódź rozpoczął sezon od trzech porażek, nawet z rywalem uznawanym za najsłabszy w lidze. Wyniki są fatalne, atmosfera wcale nie lepsza. Świadczą o tym słowa prezesa klubu, który w rozmowie z Przeglądem Sportowym - lekko mówiąc - dał upust frustracji.

Że łodzianie faworytami do awansu do PGE Ekstraligi absolutnie nie będą, to było jasne jeszcze przed sezonem. Kadrowo odstają od najlepszych. Ale nawet mimo to, początek sezonu w ich wykonaniu jest po prostu fatalny. Na początek bardzo wysoko, bo aż 54:36 pokonał ich beniaminek 2. Ekstraligi Stal Rzeszów. Później w Bydgoszczy przeciwko Polonii zaprezentowali się jeszcze słabiej i przegrali aż 33:57. Najgorsze jednak dopiero nadeszło, bo w przełożonym starciu domowym ze skazywanym na porażkę PSŻ-em Poznań również polegli. Tym razem 41:48, mimo że po dwunastu biegach prowadzili 37:34.

Zobacz wideo Kamil Grosicki jest nakręcony. Będzie chciał sam wygrać mecz

Czołowe średnie w lidze? Nie w tym zespole

Sytuacja Orła już na starcie sezonu jest bardzo zła. Najlepszy z zawodników Orła, Szwed Oliver Berntzon ma dopiero 20. średnią punktową w lidze (1,889 pkt na mecz). Reszta mniej lub bardziej zawodzi. Ten stan rzeczy do furii doprowadził prezesa klubu Witolda Skrzydlewskiego. 

Główny inwestor łódzkiego klubu dal upust frustracji w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet. Skrzydlewski wprost powiedział, że zespół zgubiła nadmierna pewność siebie, zwłaszcza przed meczem. Ale nie tylko to mocno go zirytowało. - Zawodnicy, jeśli mają ambicję, będą chcieli udowodnić, że to są wpadki. Proszę jednak zwrócić uwagę, że teraz mamy przed sobą mecz z najsilniejszą drużyną i sytuacja jest naprawdę trudna  - powiedział Skrzydlewski.

Skrzydlewski zapowiada wycofanie się z Orła

Wiele wskazuje na to, że Skrzydlewskiemu powoli brakuje cierpliwości i serca do Orła. I nie chodzi tylko o słabe wyniki sportowe, ale także zainteresowanie żużlem w Łodzi. - Jeśli na koniec sezonu nie będzie średniej sześciu tysięcy widzów na stadionie, to jest to dowód, że nie ma dla kogo robić żużla. Ludzie obrażają mnie za moje pieniądze. Ktoś, kto przyjdzie i będzie chciał ten klub wziąć, oddam mu go za symboliczną złotówkę, bez żadnych długów - stwierdził 

Zapowiedział tym samym zbliżający się koniec jego finansowania łódzkiego żużla.  "Chyba mogę powiedzieć, że obojętne, na którym miejscu skończymy, jest to ostatni rok mojej zabawy w żużel. To już przekracza granice finansowe mojej rodziny. Proszę sobie wyobrazić, że córka namówiła mnie do płacenia stypendium miesięcznego pływakowi, który niedawno uzyskał minimum olimpijskie. I są to śmieszne pieniądze, bo pan Grygolec za pięć punktów dostaje więcej - stwierdził właściciel Orła.

Przyszłość rysuje się dla Orła w bardzo mrocznych odcieniach. Witold Skrzydlewski budował ten klub praktycznie od zera. Od 2005 roku łodzianie mozolnie budowali swoją pozycję. Dwukrotnie mogli awansować do Ekstraligi, w 2014 i 2016 roku. Ale wówczas prezes Skrzydlewski uznawał, że klub jeszcze nie jest gotowy. Ostatnie lata to jednak regularny regres. Po trzecim miejscu w 2020 roku, Orzeł nie wjechał więcej do półfinałów w walce o Ekstraligę, a zeszły sezon zakończył na siódmej pozycji.

Przed łodzianami teraz piekielne trudne starcia. Najpierw 5 maja u siebie podejmą niepokonanego jak dotąd lidera ROW Rybnik, zaś 18 maja udadzą się do Ostrowa Wielkopolskiego. 

Czy w przypadku wycofania się Skrzydlewskiego, żużel w Łodzi upadnie?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.