W maju 2023 roku świat polskiego sportu obiegły tragiczne wieści. Podczas wspinaczki na Jungfrau (4158 m) w Szwajcarii zginął mąż Justyny Kowalczyk-Tekieli - Kacper Tekieli. Mężczyzna był alpinistą i instruktorem wspinaczki górskiej. Tuż po potwierdzeniu śmierci mistrzyni olimpijska w krótkim wpisie pożegnała partnera. - Był najcudowniejszy - napisała na Facebooku.
Po tej tragedii była biegaczka narciarska na dłuższy czas odsunęła się w cień i nie udzielała wywiadów. Teraz 41-latka przerwała milczenie i zdecydowała się na rozmowę z "Magazynem na Szczycie". - Doszłam do wniosku, że przyszedł moment, że albo zamknę się w domu, albo będę na siłę próbowała wrócić do normalnego życia - wyznała. - Jestem na rozdrożu: albo wezmę się za siebie i będę próbowała normalnie funkcjonować, albo zamknę się w tym naszym domku i tym wycieczkowo-dziecięco-rodzinnym świecie. A wtedy może wiele lat upłynąć, zanim się otworzę kolejny raz - powiedziała.
Kowalczyk-Tekieli po śmierci swojego męża musiała zmierzyć się z życiem, jakiego nie znała. - Wyprowadzanie życia na prostą nie było łatwe, kiedy wyzwaniem zaczynają być nawet zwykłe rzeczy. Jak jest ta druga osoba, to dzielicie się obowiązkami, a tu nagle wszystko zostało na mojej głowie i jeszcze musiałam sobie poradzić z ogromną traumą. Oczywiście, mogłam oddać Hugo do żłobka, do opiekunki i sama uciec w jakąś aktywność, ale stwierdziłam, że nie zrobię mu tego i że nie będzie żadnych ucieczek. Hugo ma mamę i to jest moment, żeby był właśnie z mamą. A poza tym dałam sobie czas na przeżycie żałoby, żeby do mnie w najmniej odpowiednim momencie - za jakieś 10, czy 15 lat - nie wróciła - oznajmiła.
W dalszej części wypowiedzi 41-latka nie ukrywała, że bardzo przeżyła śmierć ukochanego. - Pozwoliłam sobie na wszystkie emocje. Niejednokrotnie w miejscu publicznym się rozbeczałam. Wyłam jak pies, jak jakieś zranione zwierzę, ale wiedziałam, że muszę to zrobić, dać na to przestrzeń. Jestem z siebie dumna, że nie uciekłam od tych emocji, dalej nie uciekam - wyznała.
Była biegaczka narciarska zdradziła też, że obecnie jej życie kręci się wokół wychowywania synka oraz podróży. - Jak sobie dzisiaj wymyślę, że chcemy jutro pojechać do Gdańska czy do Włoch, to po prostu wsiadamy w samochód i ruszamy. Dzieciaczka mam skrojonego na swoje potrzeby. On jest cały szczęśliwy, że się pakujemy i znów gdzieś jedziemy. Zwyczajnym życiem bym tego więc raczej nie nazywała, ale na co dzień rzeczywiście jest normalnie. Bardziej szalenie, ale normalnie - powiedziała.
Komentarze (1)
Justyna Kowalczyk pierwszy raz tak szczerze po śmierci męża
Co do jej żałoby to mogłaby przeżywac ją tak jak każdy normalny człowiek czyli ciszej nad tą trumną. Śmierć to codzienność, normalna rzecz dla prywatnego człowieka. Prawie każdy miał okazje przeżyć mniej lub bardziej nieoczekiwane zgony swoich bliskich i nikt z tego nie robi takiego halo jak Justysia. Niby jej żałoba jest jakaś wyjątkowa, że cały świat musi jej współczuć i deliberować o tym co ją spotkało?
Niech lepiej szuka pieniędzy które wtopiła u uśmiechniętego Janusza P. To jest dopiero dramat. Taka wykształcona, "ałtorytet" dla wielu uśmiechnietych POlaków a dała się naciągnąć na kilkaset tysi uśmiechniętemu "biznesmenowi" przyjacielowi Donalda jak typowa frajerka.
Ciekawe kiedy poznamy nazwiska innych oszwabionych przez Janusza? A moze nie poznamy? Wielu wstydzi sie przyznac do frajerstwa a podobno w większości ofiarami są celebryci z Uśmiechniętej POlski. :)