Słynny narciarz i jego dziewczyna nie żyją. Trzymał ją do ostatniej chwili

Fatalne wieści napłynęły w miniony weekend z Włoch. Tamtejsza federacja sportów zimowych oficjalnie poinformowała o śmierci włoskiego zawodnika narciarstwa szybkiego Jeana Daniela Pessiona. On i jego partnerka Elisa Arlian zginęli podczas wspinaczki na Monte Zerbion (2719 m) w Alpach Valais. Włoch miał 28 lat, a jego dziewczyna 26. Szczegóły ich śmierci są wstrząsające.

Do tragicznego zdarzenia doszło w sobotę 1 czerwca. Pessin wraz ze swoją partnerką postanowili udać się na wspinaczkę na szczyt Monte Zerbion w Dolinie Aosty we włoskiej części Alp. Niestety nigdy z niej nie powrócili. Bliscy pary, zaalarmowani ich zniknięciem, szybko poinformowali policję o zdarzeniu. Funkcjonariusze zlokalizowali jeden z ich telefonów komórkowych. Niestety było już za późno.

Zobacz wideo Courteney Cox zagrała w tenisa z Igą Świątek

Spadli ponad 700 metrów

Według relacji włoskiej telewizji "Rai", policjanci znaleźli dwa ciała połączone liną wspinaczkową, dodatkowo będące w swoich objęciach. Pession i jego partnerka spadli szacunkowo około 700 metrów. Nie mieli najmniejszych szans na przeżycie takiego upadku. Na ten moment nie wiadomo co spowodowało tragedię. Czy zawiódł sprzęt, czy może para popełniła jakiś błąd.

Informację o ich śmierci potwierdziła Włoska Federacja Sportów Zimowych (FISI). Kondolencje rodzinom zmarłych złożył także prezes federacji Flavio Roda. "Cała federacja składa kondolencje i przesyła wyrazy współczucia rodzinom Pession oraz Arlian z powodu tego tragicznego wypadku". 

Chciał zostać przewodnikiem w górach, w których zginął

Jean Daniel Pession należał do szerokiej światowej czołówki narciarstwa szybkiego. Jego największym sukcesem było 15. miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, a dwa lata temu na mistrzostwach świata zajął 22. miejsce. Jego partnerka również startowała na nartach, tyle że w narciarstwie biegowym. Pession planował permanentną zmianę dyscypliny na alpinizm. Chciał zostać przewodnikiem górskim w Alpach Valais. Tych samych, w których zginął.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.