Świątek po wygranej: Zapytam trenera, czy mi wolno wyjść do miasta

Paweł Wilkowicz
Iga Świątek pokonała Australijkę Maddison Inglis 6:1, 6:3 i jest w ćwierćfinale w Adelajdzie, a miarą jej ostatnich sukcesów jest, że uważamy taki awans za oczywistość. Choć to dopiero pierwszy ćwierćfinał Świątek w tak dużym turnieju WTA Tour.

- Już nie jestem tą niedocenianą, to jest największa zmiana – mówiła Iga Świątek w Adelajdzie po tym, jak w pierwszej rundzie pokonała Amerykankę Madison Brengle. W drugiej czuła się w roli zdecydowanej faworytki jeszcze lepiej i odprawiła Maddison Inglis, znów bez straty seta, i nawet bez zadyszki, jaka jej się zdarzyła w drugim secie meczu z Brengle. 

Zobacz wideo

- Nie było tak łatwo, jak wynik wskazuje - mówiła Świątek. Ale jednak poszło łatwiej niż z Brengle. Maddison Inglis ma dość atutów, by być niedługo w pierwszej setce WTA (teraz jest 136.) w drugim secie po swoich gemach serwisowych obejmowała prowadzenie aż do stanu 3:2, a i w pierwszym secie Australijka grała lepiej, niż 1:6 wskazuje. Ale Świątek nie dała Australijce szansy na przejęcie inicjatywy na dłużej, nie dała jej też szansy na zbudowanie przewagi dwóch gemów, co udało się Brengle. Od stanu 3:3 rosła już tylko przewaga Polki.

Do ćwierćfinału z groźną Amerykanką Danielle Collins Świątek awansowała bez straty seta, po łącznie niewiele ponad 2,5 godzinie gry w dwóch rundach, po drodze majsterkując przy pierwszym serwisie, który tutaj nie działa do końca tak, jak powinien. Ale dziś Świątek wygrywa takie mecze pewnie, nawet gdy nie wszystkie tryby w jej grze pracują, jak trzeba. A nam czasem umyka przy oglądaniu meczów Polki, że zaczęliśmy uważać jej zwycięstwa za oczywistość. A to jest akurat taki awans do ćwierćfinału, którym naprawdę warto się trochę pocieszyć. Odpadła już rozstawiona z jedynką Ashleigh Barty, już pierwszy mecz w Adelajdzie przegrała rozstawiona z trójką Johana Konta, dziś wycofała się z powodu kontuzji ramienia Elise Mertens, nr 4 w tym turnieju. Z rozstawionych zostały już tylko Belinda Bencić (2.) i Świątek.

Świątek na poziomie WTA i Wielkich Szlemów tylko dwa razy była wcześniej w 1/4 finału: w zwycięskim Roland Garros i w małym turnieju rangi International w Lugano, gdzie doszła w 2019 do finału. A przez rok jej kariera przyspieszyła tak, że dziś w ćwierćfinale dużego turnieju jest drugą najwyżej notowaną. I nadal jedną z najmłodszych, z ćwierćfinalistek w Adelajdzie młodsza jest tylko Amerykanka Coco Gauff. W Adelajdzie Świątek zdobyła już 100 pkt. Dotychczas poza Wielkimi Szlemami tylko w dwóch turniejach zdobywała więcej: 180 za wspomniany finał w Lugano i 135 za 1/8 finału Rogers Cup w Toronto w 2019.  

Iga Świątek z pucharem za zwycięstwo we French OpenLewandowski i Świątek nominowani do "sportowych Oscarów". Świątek jako jedyna kobieta w swojej kategorii

Iga Świątek: "Kwarantanna w Melbourne to był pierwszy moment, gdy mogłam naprawdę wyluzować"

- Po Roland Garros długo nie grałam, ale to nie był żaden wolny czas. Tyle było obowiązków. Kwarantanna w Melbourne to był tak naprawdę pierwszym moment, gdy mogłam trochę wyluzować. To mi dobrze zrobiło - opowiadała Świątek na korcie po pokonaniu Inglis. Przyznała, że nawet jeszcze nie zdążyła zobaczyć Adelajdy i nie wie, czy będzie na to szansa przed odlotem do Kataru na kolejny turniej. - Zapytam trenera, czy mi będzie wolno.  

Teraz przed nią ćwierćfinał z Danielle Collins, która wprawdzie jest dziś notowana niżej niż Bencić (37. WTA), ale wydaje się najtrudniejszą z rywalek, które jeszcze pozostały w turnieju. Kto będzie lepszy z tej pary, zagra w półfinale z lepszą z pary Anastazja Sewastowa - Jill Teichmann. W drugiej części drabinki Bencić zmierzy się z rewelacją turnieju, Australijką Storm Sanders, która przebiła się tu z eliminacji i z końca trzeciej setki rankingu, a Coco Gauff z inną Amerykanką, Shelby Rogers. Collins ze wszystkich tych rywalek jest najbardziej regularna na wysokim poziomie, mocna psychicznie. Lubi rolę tej niedocenianej. Tę rolę, której Iga Świątek już tak rzadko może zaznać.