Boże Narodzenie pomorskich gwiazd sportu

Jak spędzają święta Bożego Narodzenia ludzie sportu z Pomorza? Przede wszystkim rodzinnie i... smacznie!

Trener piłkarzy Prokomu Arka Gdynia Wojciech Stawowy, choć jego drużyna skończyła rozgrywki 11 listopada, dopiero w sobotę wyjechał z Gdyni. - W tym sezonie mieszkam nad morzem z całą rodziną, dzieci chodzą do szkoły. Musiałem czekać, aż skończą im się zajęcia. Wykorzystałem ten czas na dopieszczenie przygotowań do rundy wiosennej. Kiedy spotkamy się po Nowym Roku wszystko będzie zapięte na ostatni guzik - mówi Stawowy, który święta spędzi w domu w Sieprawiu koło Krakowa. Trener Arki podkreśla, że święta trzeba spędzić z rodziną. - Będą moi rodzice, mama żony, moja siostra, brat żony i mógłbym jeszcze wymieniać. Im więcej osób z rodziny, tym lepiej, bo wtedy atmosfera świąt jest jeszcze bardziej odczuwalna - podkreśla Stawowy. Co by chciał dostać od św. Mikołaja? - Dużo zdrowia. Może to życzenie jest oklepane, ale bez zdrowia ciężko się z czegokolwiek cieszyć. Jeśli nie będę zdrowy, to np. nie poprowadzę w styczniu treningów Arki itd. Inne życzenie to awans do I ligi, ale wtedy choinkę trzeba przetrzymać do maja... To będzie trudne, ale wierzę, że nawet bez tego nam się uda!

Aż tak wybiegających w przyszłość życzeń nie ma trener piłkarzy gdańskiej Lechii Dariusz Kubicki. - Moja filozofia zakłada myślenie tylko o najbliższym meczu i nawet taka okazja jak święta Bożego Narodzenia nie mogą tego zmienić. Tak więc największym prezentem byłoby dla mnie zwycięstwo z Piastem Gliwice [pierwszy mecz ligowy Lechii na wiosnę - red.] - śmieje się Kubicki. - A tak na poważnie święta to czas wyciszenia, który spędza się w gronie rodzinnym i chyba każdy stara się zapomnieć o troskach i problemach codziennego dnia. Ja tradycyjnie spędzę je w Warszawie, która od wielu lat jest moim drugim domem [Kubicki urodził się w Kożuchowie, obecnie woj. lubuskie - red.]. Na wigilii będzie co najmniej kilkanaście osób z całej rodziny, a ja już nie mogę się doczekać momentu kiedy skosztuję potrawy, która pojawia się na stole tylko raz w roku. To robione przez moją mamę oraz żonę kluski z makiem i rodzynkami. Naprawdę pycha! - zachwala trener biało-zielonych.

Czynnie w przygotowaniach do świąt uczestniczył trzykrotny mistrz świata w wioślarstwie Adam Korol. - Ba! Grałem w nich pierwsze skrzypce - mówi cicho, tak żeby nie słyszała żona. - Bo tak naprawdę ona wszystkim dowodzi. Ale ja też mam swoje zasługi. Posprzątałem cały dom, zrobiłem zakupy, kupiłem i wystroiłem choinkę, a nawet zadeklarowałem, że zrobię sałatkę wielowarzywną! - dodaje Korol, który Wigilię spędzi u swojego brata i jego żony. - Będą nasi rodzice, teściowie i babcia. No i moja gromadka z dwójką dzieci na czele. Z kulinariów szczególnie czekam na robioną przez babcię kutię, krokiety z grzybami mojej mamy oraz kompot z suszu - to z kolei specjalność żony. W święta mogę sobie trochę pofolgować z jedzeniem, ale bez przesady. W Wigilię i drugi dzień świąt muszę trenować. Tylko w Boże Narodzenie mam wolne. A po świętach razem z całą moją rodzinką oraz przyjaciółmi jedziemy w Tatry, gdzie spędzimy też sylwestra - zdradza Korol.

Na rodzinnym Śląsku święta spędzi mistrz świata w gimnastyce Leszek Blanik. Konkretnie w Radlinie. - Przy stole zasiądzie w sumie 13 osób i jak głosi tradycja, podczas wieczerzy wigilijnej nikt nie może od niego wstać, gdyż to zwiastuje kłopoty - mówi Blanik. - Prezenty jak to na Śląsku przyniesie nie Święty Mikołaj, a Dzieciątko, również potrawy są trochę inne niż na Pomorzu. Te najbardziej charakterystyczne to zupa rybna z grzankami, kapusta z grochem, makówki oraz różnego rodzaju tzw. moczki. Dla mnie to ostatni moment, żeby troszkę podjeść, potem przechodzę na dietę - podkreśla Blanik.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.