Idea Śląsk Wrocław - Tau Ceramica 87:88

EUROLIGA KOSZYKARZY. Wciąż nie ma siódmego zwycięstwa Śląska w Eurolidze, choć wczoraj zabrakło do niego naprawdę niewiele. Śląsk przegrał jednak z Tau 87:88 i do ostatniej kolejki będzie walczył o awans do TOP 16

- Nienawidzę przegrywać, ale mimo to jestem dziś dumny ze swoich zawodników. Kibice powinni być również - stwierdził trener Muli Katzurin po spotkaniu, w którym jego zespół mógł przesądzić (a w najgorszym razie bardzo przybliżyć) sprawę awansu. Przez blisko trzy kwarty wrocławianie grali naprawdę znakomicie, choć budżetem, a co za tym idzie - klasą zawodników nie może się równać ze słynnym hiszpańskim klubem. W czwartej kwarcie w nieprawdopodobny sposób wrócili do meczu, choć wydawało się, że już jest dawno po nim. Na koniec zabrakło jednak trochę szczęścia, znakomicie grającego tego dnia Adama Wójcika oraz po prostu sił Lynnowi Greerowi.

Mecz długo układał się tak jak chciał Śląsk. Greer wykonywał nieprawdopodobną pracę w ataku, gdzie nawet jak nie miał możliwości oddania rzutu, to robił wszystko, aby ze zdobyciem punktów problemów nie mieli koledzy (9 asyst). Wójcik czasami po kilku akcjach był sadzany na ławce (to efekt niedawnej choroby), ale każdy jego pobyt na parkiecie sprawiał same problemy defensywie Tau. Przede wszystkim wszyscy wysocy koszykarze rywali łatwo łapali faule, a Luis Scola pierwsze wejście na parkiet zakończył po trzech minutach trzema przewinieniami.

- Adam jeszcze wczoraj nie był w stanie wysiąść z samochodu, a dziś rozegrał świetne spotkanie - chwalił swojego zawodnika Katzurin. - Zaraz wracam do łóżka - stwierdził po meczu Wójcik.

Swoje, a nawet więcej w ataku i przede wszystkim walce na tablicach zrobił Dominik Tomczyk (9 zbiórek). Nieźle funkcjonowała defensywa, a najwięcej problemów było z Andrew Bettsem. Goście próbowali bowiem wykorzystywać przewagę pod koszami, często zagrywali pikę do środkowych, ale gdy wrocławianie zaczęli podwajać, Hiszpanie się gubili. To wszystko sprawiło, że Śląsk w pewnym momencie prowadził nawet 50:39.

- To był mecz dwóch połów - przyznał po spotkaniu Katzurin. - W pierwszej pokazaliśmy świetną koszykówkę i przede wszystkim twardą obronę. W drugiej byliśmy już jednak bardzo zmęczeni, a Tau postawiło świetną defensywę. Trzeba też pamiętać, że ich ławka jest o wiele dłuższa niż nasza - i to również miało wpływ.

Kłopoty zaczęły się pod koniec trzeciej kwarty. Śląsk jeszcze prowadził 64:57 i mógł nawet powiększyć przewagę, ale kilka strat sprawiło, że zrobiło się remisowo. Tau pokazało bowiem, jak wielkim jest zespołem. Z każdą minutą wrocławianom zdobywanie punktów przychodziło z coraz większym trudem, natomiast u gości punkty zdobywali ci, którzy do przerwy ledwo zaistnieli w statystykach. Scola jeszcze w końcówce trzeciej kwarty miał na koncie zaledwie punkt, ale na jego zbiórki w ataku i punkty spod kosza nie było recepty. Arvydas Macijauskas i Kornel David w pierwszych dwóch kwartach zdobyli zaledwie po cztery punkty, natomiast po przerwie ciągnęli zespół. Gdy Litwin pierwsze swoje celne rzuty z dystansu w tym spotkaniu oddał w czwartej kwarcie, było już nawet 71:80 i wydawało się, że wrocławianie nic już nie będą w stanie zrobić. Przez prawie sześć minut jedynym koszykarzem Śląska, który zdobywał punkty, był bowiem Radosław Hyży, a on akurat nie jest od tego. - Powietrze uchodziło z nas z minuty na minutę - przyznał później Adam Wójcik.

I niespodziewanie nastąpił przełom, głównie za sprawą Tomczyka i Wójcika, którzy wcześnie byli znakomicie pilnowani. Sami jednak błyskawicznie zniwelowali straty, a gdyby piłka po rzucie Greera nie wyleciała pechowo z kosza, Śląsk mógł nawet odzyskać prowadzenie. Jeszcze 80 sekund przed końcem meczu wciąż był remis 82:82, ale parkiet musiał opuścić Wójcik. Sprawy w swoje ręce próbował wziąć Greer, ale nie miał już sił. Najpierw spudłował ważny rzut za trzy punkty, a później popełnił stratę i wrocławianie nie byli już w stanie choćby zagrozić dogrywką. Rzut z dystansu Greera równo z syreną nie mógł niczego zmienić.

- Trzeba też pamiętać, że Tau jedna z najlepszych drużyn w Hiszpanii, a polska liga nie przygotowuje nas do tak twardej obrony, zabrakło nam doświadczenia, a kilku zawodników spadło za pięć fauli.

Ta porażka sprawia, że Śląsk wciąż potrzebuje jeszcze przynajmniej jednego zwycięstwa do awansu do TOP 16 Euroligi. Trzeba zatem wygrać albo w Stambule z Efesem, albo w ostatniej kolejce we własnej hali z Benettonem Treviso.

- Uważam, że wciąż mamy szansę na awans, ale bardziej z pozycji szóstej niż piątej. Potrzebujemy jeszcze jednej wygranej, nie myślę jednak, w którym meczu. Sytuacja jest bowiem taka, że trzeba szukać tego zwycięstwa gdziekolwiek - mówi Katzurin. - Teraz koncentrujemy się jednak na spotkaniu z Sopotem.

Idea Śląsk Wrocław - Tau Ceramica Baskonia 87:88. Kwarty: 26:24, 26:19, 15:23, 20:22

Idea: Greer 30 (4), Tein 3 (1), Ignerski 3 (1), Tomczyk 14 (1), Wójcik 23 (1) oraz Randle 7, Hyży 7, Kościuk 0, Zieliński 0, Vasiljević 0.

Tau: Calderon 5, Macijauskas 16 (2), Nocioni 13, David 16, Betts 12 oraz Prigioni 7, Scola 8, Vidal 7, Splitter 2.

Mówi Ryan Randle

Zabrakło szczęścia

Dariusz Kopeć: Czego dziś zabrakło Śląskowi do pokonania Tau?

Ryand Randle: Naprawdę nie wiem. Daliśmy z siebie wszystko, ale po prostu nam nie wyszło. Chyba zabrakło szczęścia, ale też nasi rywale potwierdzili, że są jednym z najlepszych zespołów w Europie.

Do przerwy jednak graliście świetnie.

- Rzeczywiście, przez dwie pierwsze kwarty gra nam się dobrze układała, ale potem coś się zacięło. Wydaje mi się, że rywale po prostu nas rozpracowali. Nie popełniali już takich prostych błędów i znacznie poprawili grę w obronie, dzięki czemu mieliśmy mniej wolnych pozycji strzeleckich.

Jest Pan zadowolony ze swojej gry?

- Nigdy nie jestem zadowolony ze swojej gry, gdy moja drużyna przegrywa mecz. Dziś tym bardziej byłem wściekły, bo nie mogłem zgrać do końca. Bardzo żaluję, że nie pomogłem zespołowi w najważniejszych minutach. Przed nami dwa decydujące mecze - z Efesem w Turcji oraz z Benettonem u siebie. Żeby awansować, trzeba któryś z tych pojedynków wygrać.

Gdzie będzie łatwiej o zwycięstwo?

- Zrobimy wszystko, aby wygrać już w Turcji, ale wiem, że osiągnąć to będzie niezmiernie trudno. Dobrze, że ostatni mecz gramy u siebie, bo nasza publiczność jest wspaniała i mam nadzieję, że nam pomoże dopingiem, a my odwdzięczymy się zwycięstwem.

Dla Gazety

Arvydas Macijauskas

Wiedzieliśmy, że będzie ciężko, i naprawdę cieszymy się, że udało nam się wygrać we Wrocławiu. W pierwszej połowie Śląsk zaskoczył nas bardzo dobrą obroną, o mało nas "nie zabili". Po przerwie złapaliśmy w końcu swój rytm gry, co jednak i tak nie pozwoliło nam spokojnie kontrolować przebiegu walki. W końcówce mieliśmy więcej szczęścia, gdyż Śląsk na pewno nie był dziś słabszym od nas zespołem. Ze swojej gry nie jestem do końca zadowolony, nie trafiłem wielu rzutów z czystych pozycji. Zresztą poprzednie spotkanie ze Śląskiem też miałem słabe. Chyba obrońcy Śląska wiedzą, jak grać przeciwko mnie.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.