Plan polskich siatkarzy "wziął w łeb". "Nawet jeśli Heynen coś wymyśli, to za tydzień może być już nieaktualne"

Rozgrywki PlusLigi zostały wstrzymane, CEV nie może kontynuuować europejskich pucharów, a reprezentacja Polski po odwołaniu Ligi Narodów nie wie nawet, kiedy zacznie przygotowania do igrzysk olimpijskich w Tokio. - Cały plan "wziął w łeb" i Vital Heynen musi to poukładać na nowo - mówi Sport.pl środkowy Vervy Warszawa, Piotr Nowakowski, z którym rozmawiamy o życiu siatkarza w czasach zarazy.

PlusLiga, podobnie jak wszystkie inne rozgrywki siatkarskie w Polsce pozostaje wstrzymana od 12 marca. Nie podjęto jeszcze żadnych działań, ale w środowisku pojawiły się doniesienia o zakończeniu sezonu w końcówce marca. Według Polskiej Ligi Siatkówki oficjalne decyzje mają zapaść w czwartek na spotkaniu Rady Nadzorczej. 

Zobacz wideo Euro 2020 przełożone.

Kluby muszą sobie poradzić z kryzysem, trenując tylko na siłowniach, lub zlecając zawodnikom ćwiczenia w domu, gdzie ci odpoczywają nieco od siatkówki i mogą nacieszyć się czasem wolnym spędzanym najczęściej z rodzinami. Dla Sport.pl o swojej kwarantannie, zakończeniu sezonu i problemach reprezentacji Polski w związku z epidemią koronawirusa opowiedział Piotr Nowakowski, środkowy Vervy Warszawa. 

Jakub Balcerski: Jak zawodnicy Vervy Warszawa radzą sobie z tym trudnym okresem dla siatkówki i całego sportu?

Piotr Nowakowski: Siedzimy każdy w swoim domu, nie spotykamy się, nie widujemy, nie mamy wspólnych treningów. Dostaliśmy jedynie rozpisane ćwiczenia od naszego trenera przygotowania fizycznego. Robimy to, co możemy w domowym zaciszu. Odpoczywamy trochę od siatkówki. Właśnie minął pierwszy tydzień od ostatniego regularnego treningu. 

Wolicie się nie narażać i skończyć rozgrywki, czy bardziej dograć sezon i powalczyć w play-offach o złoto z ZAKSĄ?

Wolałbym dograć ten sezon, ale niczego na siłę nie zrobimy. Musimy się zastosować do tego, co ustali liga, albo polski rząd. Pewnie, że chcielibyśmy walczyć do końca, ale zdajemy się na łaskę sił wyższych i zaakceptujemy to wszystko tak, jak zostanie nam przekazane. Trochę nam szkoda, bo wciąż mamy wielką szansę, żeby zdobyć złoto w tym sezonie, ale to nie jest już niestety zależne od nas. Też nie myślimy o tym cały czas. Najlepiej jest po prostu siedzieć w domu i czekać. 

Siedzicie i jakie zajęcia rozplanowujecie sobie poza treningiem? 

Mamy trochę wolnego czasu, więc spędzamy je głównie gronie rodzinnym. Staramy się wychodzić na spacery, które nie są zabraniane, a wręcz wskazane, jeśli zachowujemy odpowiednie środki bezpieczeństwa i nie narażamy swojego zdrowia. Bawimy się z naszą małą "agentką" i wspólnie układamy puzzle i właśnie spacerujemy. Przebywam w domu w Gdańsku, więc jest pełne pole do popisu do wszystkich wyjść. Choćby nad morze, jeśli tylko nie ma tam zbyt wiele ludzi. Robi się coraz cieplej, więc możemy tę kwarantannę znosić dobrze. 

W głowie pojawia się obawa, że poza skończeniem sezonu, kryzys będzie trwał i czeka was dłuższa przerwa od siatkówki?

Takie dywagacje mnie nie interesują, bo tego nikt nie wie. Będziemy musieli to po prostu przyjąć do wiadomości, nic innego nie jesteśmy w stanie zrobić. Nie ma sensu poświęcać własnego zdrowia i tym samym zdrowia innych, żeby zagrać kilka meczów. Wiemy, że przed nami są tak ważne dla nas igrzyska, ale nic nie będziemy robić na siłę. 

Trener Vital Heynen kontaktował się jakoś z wami w sprawie tego, co się dzieje? Już wiemy, że jeśli igrzyska się odbędą, to wasz plan przygotowań po przesunięciu Ligi Narodów na koniec sierpnia zupełnie się zmieni.

Ze mną się jeszcze nie kontaktował i nie wiem, jak z innymi, ale dla niego to musi być bardzo trudna sytuacja. Cały program przygotowań "wziął w łeb" i będzie się musiał starać, żeby to teraz poukładać na nowo. Myślę, że niedługo przekaże nam pierwsze ustalenia i będzie chciał uzgodnić, co dalej. Zresztą sytuacja nadal jest rozwojowa, więc nawet jeśli coś wymyśli, to za tydzień może to już być nieaktualne. Nie ma co wybiegać za daleko w przyszłość. 

W takim razie możemy się na chwilę cofnąć do tego, co wraz z klubem już za wami. Liga Mistrzów to rozgrywki, w których rywale byli od was o ten poziom lepsi. Żałujecie tego?

Tak to już bywa. Liga Mistrzów nam kompletnie wyszła i pewnie jest parę przyczyn takiej naszej gry. Ale tam sytuacja często się zmienia. Pamiętam dobrze zeszły sezon, kiedy walczyliśmy z Treflem o miejsca 10-11, a w europejskich rozgrywkach potrafiliśmy walczyć na równi z Zenitem Kazań. W sumie, jak awansowalibyśmy teraz i byli w grze o półfinał, czy finał to żałowalibyśmy dwa razy bardziej. W obecnej sytuacji wielu drużynom ta sytuacja z koronawirusem krzyżuje szyki, my mamy mniej tego bólu głowy. 

A jeśli w lidze zdecydują o zakończeniu sezonu, to wolisz sytuację, gdy dostajecie wynagrodzenie za pracę z ostatnich kilku miesięcy w postaci srebrnych medali, czy lepiej, żeby wyniki anulować i nie przyznawać tytułu mistrza Polski?

Oczywiście chciałbym, żeby ta walka w fazie zasadniczej została jakoś doceniona, ale sprawiedliwie raczej byłoby tych medali nie wręczać nikomu. Tak mi się wydaje. Chciałoby się jakoś uhonorować ten dość męczący sezon, a wychodzi na to, że cała sprawa zakończy się tak, jakbyśmy go w ogóle nie rozegrali. Ciężko mi się do tego odnieść, bo w tym znowu jest dużo gdybania. 

Żyjesz teraz po prostu o wiele bardziej teraźniejszością?

Wszystko, o czym powiem, za tydzień może już nie mieć żadnego znaczenia. Musimy być dobrej myśli i stosować się do tego, co mówią mądrzejsi od nas. Oni wiedzą, co robić nawet w tak trudnej sytuacji. 

To musi być przygnębiające dla sportowca, gdy nie może po prostu robić tego, po co jest w zespole i codziennie trenował wcześniej.

Jest to przygnębiające, ale cieszymy się tym, co mamy. Spędzanie czasu z rodziną trochę pomaga, bo w trakcie długiego sezonu nie mogliśmy się tym nacieszyć. Zawsze trzeba szukać jakichś plusów: w tym przypadku, że możemy ten czas spędzić wspólnie. I się nie pozabijać mimo wszystko (śmiech).

Marzenie o Tokio, nawet gdyby igrzyska przesunięto, pozwala trochę przetrwać ten trudny czas?

Mam nadzieję, że uda się tam pojechać. Myśl o Tokio prowadziła mnie od paru ładnych miesięcy i przykro mi patrzeć, że to się trochę oddala. Mocno trzymam kciuki za to, żeby rozegranie igrzysk doszło do skutku, ale nie za wszelką cenę. Wiadomo, że jest to nasze wielkie marzenie, ale jeśli zostanie odroczone o jakiś okres, to myślę, że też damy radę. Będziemy gotowi na to wyzwanie później.