10 maja tego roku - jeszcze wtedy Robert Lewandowski, napastnik FC Barcelony prowadził w klasyfikacji najlepszych strzelców La Ligi. Polak miał wówczas 25 goli, a wicelider najlepszych strzelców - Francuz Kylian Mbappe (Real Madryt) - 24. Wtedy jednak Francuz strzelił hat-tricka w El Clasico: FC Barcelona - Real Madryt (4:3) i wyprzedził Polaka o dwa trafienia.
Przed ostatnią kolejką La Ligi Mbappe miał 31 bramek, a Lewandowski - 25. Reprezentant Polski już po zaledwie siedemnastu minutach spotkania Athletic Bilbao - FC Barcelona zdobył dwa gole i zmniejszył straty do Francuza do czterech bramek. - Czy Mbappe może czuć się zagrożony? - mówił komentator Eleven Sports.
Już na początku drugiej połowy Robert Lewandowski w dobrej sytuacji zmarnował szansę na zdobycie hat-tricka. Ostatecznie zakończył mecz z dwoma golami. Oznacza to, że zajął drugą pozycję wśród najlepszych strzelców.
To poprawa o jedno miejsce w porównaniu do poprzedniego sezonu. Wtedy Lewandowski zakończył sezon na trzecim miejscu wśród najlepszych strzelców, zdobywając 19 goli. O cztery trafienia więcej miał Norweg Alexander Sorloth (wtedy Villarreal, a obecnie Atletico Madryt), a o pięć więcej król strzelców, Ukrainiec Artem Dovbyk (wtedy Girona, a obecnie AS Roma).
Przed ostatnią kolejką kibice FC Barcelony mogli mieć małe powody do niepokoju. Osasuna cały czas bowiem domaga się walkowera za mecz, który przegrała w Barcelonie 0:3 z powodu ich zdaniem nieuprawnionego występu Inigo Martineza. Gdyby zapadła taka decyzja, a FC Barcelona nie wygrała z Athletikiem Bilbao, to wówczas to Real Madryt byłby mistrzem Hiszpanii.
Zobacz: Lewandowski pobił rekord Puskasa! Czegoś takiego jeszcze nie było
Drużyna Hansiego Flicka jakiekolwiek wątpliwości i nadzieje kibiców z Madrytu rozwiała w niedzielny wieczór. Wygrała w Bilbao 3:0 (2:0) i potwierdziła, że zasłużenie sięgnęła po tytuł. Zdobyła 88 punktów, cztery więcej od Realu Madryt. Nawet gdyby odwołanie Osasuny zostało rozpatrzone pozytywnie, to i tak FC Barcelona miałaby punkt więcej od Realu Madryt.