Polak przyjechał do Klingenthal z przewagą 24 punktów nad Włochem Alexem Insamem i 98 punktów nad Austriakiem Janem Hoerlem. I już po pierwszej serii sobotniego konkursu na Vogtland Arenie było niemal pewne, że dopnie swego.
Wszystko przez to, że Alex Insam nie awansował do serii finałowej po skoku na 121,5 metra. Skończył zawody na 32. miejscu, czym bardzo ułatwił sprawę Polakowi. Wąsek, który uzyskał 128 metrów i na półmetku był 17., przed drugą serią mógł być spokojny.
Pozostawały tylko matematyczne szanse, że Jan Hoerl - ósmy po skoku na 133 metry - wespnie się na jedną z czołowych pozycji, a Polak po drugim skoku spadnie na koniec stawki. Hoerlowi wygraną w LGP dawałoby tylko pierwsze miejsce w Klingenthal przy 30. miejscu Wąska.
To był bardzo mało realistyczny scenariusz i się nie spełnił. Wąsek w drugim skoku uzyskał tylko 120,5 metra i spadł w klasyfikacji, kończąc zawody na 25. miejscu. To nie miało już jednak wielkiego znaczenia. Tak jak to, że Hoerl po próbie na 127 metrów wypadł poza najlepszą dziesiątkę i zajął jedenaste miejsce.
Zawody wygrał Norweg Marius Lindvik (137 i 138,5 metra) przed Słoweńcem Timim Zajcem (142 i 136 metrów) i swoim rodakiem Halvorem Egnerem Granerudem (137 i 136,5 metra). Poza Wąskiem punkty zdobył jeszcze 28. Dawid Kubacki (127,5 i 124 metry). Do najlepszej "30" nie załapał się 42. Aleksander Zniszczoł (120,5 metra).
Ostatecznie w klasyfikacji generalnej Paweł Wąsek (329 punktów) wyprzedził Austriaka Stefana Krafta (305 punktów) i Mariusa Lindvika (300 punktów) z Norwegii. Włoch Alex Insam znalazł się tuż za podium, na czwartej pozycji, tracąc zaledwie jeden punkt do Lindvika.
Dla Wąska triumf w cyklu Letniego Grand Prix to oczywiście największy sukces w karierze. W Pucharze Świata najwyżej znalazł się po sezonie 2022/2023, gdy był 31. skoczkiem klasyfikacji generalnej, a jego najlepszym wynikiem pozostaje szóste miejsce z konkursu w Niżnym Tagile w 2020 roku. Do tej pory w LGP miał tylko jedno podium - sprzed dwóch lat z Rasnova, gdy zajął drugie miejsce. W tym roku wygrał jednak w Rumunii dwa konkursy, czym bardzo zbliżył się do wygranej w całym cyklu.
Wąskowi pomógł też fakt, że startował w nim przez całe lato, podczas gdy rywale w dużej mierze odpuszczali kolejne konkursy. Dzięki temu stał się kolejnym Polakiem obok Adama Małysza, Dawida Kubackiego i Macieja Kota, który okazał się najlepszy w klasyfikacji generalnej LGP. To już dziewiąte polskie zwycięstwo w cyklu rozgrywanym od 1994 roku.
Trzeba przyznać, że widok Wąska na szczycie klasyfikacji generalnej to coś pięknego. Jednak nie ma co ukrywać, że samo Letnie Grand Prix w tym roku nie było niczym bardzo prestiżowym. Najlepsi zawodnicy pokazywali się tylko w pojedynczych konkursach, a najwięcej było ich dopiero na koniec: w Hinzenbach i właśnie Klingenthal. Chociaż w Niemczech zabrakło zdobywcy Kryształowej Kuli minionej zimy - Austriaka Stefana Krafta.
Kto wie, czy gdyby Kraft nie pojawił się w Klingenthal, to on nie cieszyłby się z pierwszego w karierze wygranego cyklu LGP. W końcu po zawodach w Hinzenbach tracił do Pawła Wąska tylko osiemnaście punktów. Jednak rangę tych zawodów dobrze obrazuje fakt, że dla Austriaka ważniejsza okazała się obecność na gali sportowca roku w Wiedniu. Skoczek był na niej w czwartek, wiedząc, że znalazł się w najlepszej trójce plebiscytu.
Nagrodę "Nikiego" nazwaną tak na cześć byłego mistrza świata F1 Nikiego Laudy, odebrał jednak mistrz olimpijski w kitesurfingu, Valentin Bontus. Drugi Kraft prawie nie został wymieniony w gronie nominowanych przed ogłoszeniem wyniku, bo zapomniała o nim prowadząca całą galę. Skoczek wcześniej miał jeszcze zaszczyt wręczyć statuetkę najlepszej wschodzącej gwiazdy dla bramkarza austriackich piłkarzy ręcznych, Constantina Moestla. Po zakończeniu wydarzenia na jego twarzy nie było jednak uśmiechu.
Ten na pewno zagości w sobotni wieczór na twarzy Pawła Wąska. I powinien! Dla niego wygrana w LGP to w końcu spore wydarzenie, ważny krok w karierze. Nie warto przesadzać z rangą tego sukcesu, znamy przecież jego okoliczności, ale jednocześnie nie trzeba dyskredytować tego, czego dokonał Polak.
Zwłaszcza że dla polskich skoków Wąsek to wciąż kluczowy zawodnik. Taki, który może wypełnić lukę po odejściu najlepszych zawodników w ciągu kolejnych sezonów. Wiadomo, że to się wydarzy, a wtedy potrzeba będzie skoczka, który będzie w stanie osiągać sukcesy, zanim do głosu dojdą bardzo utalentowani juniorzy. Ich sukcesów, jeśli wszystko dobrze pójdzie, możemy się jednak spodziewać dopiero za 5-10 lat. Do tego czasu potrzeba podtrzymania zainteresowania dyscypliną i gwarancji choćby pojedynczych sukcesów.
I Wąsek to właśnie jeden z zawodników, który takie wyniki miałby osiągać. To do tego dąży. Do tej pory rozwijał się jednak dość powoli, ale teraz wkracza w wiek, w którym polskim skoczkom często przychodziło osiągać najlepsze rezultaty. Wielu oczekuje, że jego rozwój w końcu przyspieszy, a wygrana w Letnim Grand Prix jest pierwszym krokiem do złapania pewności siebie, która pozwoliłaby mu znaleźć się w światowej czołówce. Skoro zeszłej zimy z tak dobrej strony zza pleców doświadczonej trójki polskich mistrzów - Kamila Stocha, Piotra Żyły i Dawida Kubackiego - pokazał się Aleksander Zniszczoł, to może ta nadchodząca powinna być chwilą dla Pawła Wąska?
Komentarze (14)
Fantastyczny triumf! Polak wygrywa klasyfikację generalną Letniego Grand Prix!
Nawet jak to jest taka zupełnie marginalna dyscyplina.
A w letnim wydaniu nawet zignorowana przez zawodników. Tych lepszych.
P.S> W Holandii np. szaloną popularnością cieszą się skoki na palu przez kanał.
Dlatego rozumiem, że w Polandii popularny jest inny, równie egzotyczny pomysł na skoki.
Skakać każdy może...