Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Messi wścieka się na piłkarza Barcelony. "Najbardziej niedoceniany zawodnik na świecie"

Rakitić nadal cieszy się Barcą, ale Barca przestaje się cieszyć Rakiticiem. Kibice są tak zajęci krytykowaniem jego gry, że nie są w stanie zauważyć, że zagrał dobry mecz. Liczy się tylko, że podaje do tyłu, a Messi się na niego wścieka. I żeby wrócił już do tej swojej Sevilli.

Ivan Rakitić gra w Barcelonie od sześciu lat. Zdecydowana większość kibiców klubu twierdzi, że najlepszy czas już za nim. Czas zdobywania trofeów z Luisem Enrique, kiedy swoim golem w czwartej minucie rozpoczynał finał Ligi Mistrzów z Juventusem w Berlinie. To Chorwat, jakiego pamięta także wielu sympatyków Sevilli, bardzo różniący się stylem gry od pomocnika, którego w niedzielnym meczu z Mallorką krytykował nawet Lionel Messi. Grającego do tyłu, bezpiecznie i bez dawnego błysku. A taki Rakitić właśnie wyraził chęć, żeby zostać w Barcelonie na dłużej.

Zobacz wideo Bundesliga. Schalke - Bayer 1:1. Skrót meczu [ELEVEN SPORTS]

“Najbardziej niedoceniany zawodnik na świecie”

Najpierw w czasie gry w Sevilli, a potem już w Barcelonie za Luisa Enrique Rakitić był uważany za jedną z najlepszych “ósemek” na świecie. W ciągu kolejnych sezonów coraz bardziej upodabniał się jednak do “szóstki” - tylko zabezpieczał posiadanie piłki i bardziej hamował ataki, niż je przyspieszał. Ale i tak wiele osób go broniło.

W sierpniu 2019 roku Jose Mourinho stwierdził, że to jeden z najbardziej niedocenianych zawodników na świecie. - Musi tyrać na prawej stronie, żeby odbierać piłkę i rekompensować Barcelonie to, co w defensywie zabierają rajdy Messiego. Biegał wiele kilometrów. Jest fantastyczny w grze, gdy drużyna posiada piłkę. To prosta, ale efektywna gra - mówił portugalski trener jako ekspert telewizji BeIN Sports. W styczniu podobne opinie wygłaszał Andres Iniesta, który doradzał władzom Barcy, żeby przekonały go do pozostania w klubie wobec wielu doniesień o możliwym transferze Chorwata.

Podania do tyłu wypomina mu Lionel Messi

Miał już odejść do Manchesteru United, Tottenhamu, a nawet wrócić do Sevilli. Do tego typu plotek Rakitić się już przyzwyczaił. Jest jednym z najbardziej krytykowanych zawodników Barcelony. Sobotnim meczem z Mallorką wygranym 4:0 Rakitić rozegrał swoje 300. spotkanie w barwach klubu. Co ciekawe, ma największy po Javierze Mascherano procent (82%) wygranych meczów spośród graczy, którzy przekroczyli tę barierę. Teraz bardziej niż o jego zasługach pamięta się o 30, a w niektórych występach nawet ponad 40 podaniach do tyłu.

“Jest hamulcowym”; “Zapomniał, jak grać do przodu” - takich opinii o grze Rakiticia można znaleźć sporo. Wygarnął mu to nawet Lionel Messi, który w końcówce spotkania miał ochotę podwyższyć jeszcze wynik spotkania, gdy Barca prowadziła już 3:0. Ale zamiast prostopadłego podania zobaczył, jak Chorwat cofa grę, co ewidentnie mu się nie spodobało. Podobnych sytuacji w ostatnich miesiącach miało być już kilkanaście, choćby podczas El Clasico. Bardzo popularna była jedna z zeszłorocznego meczu przeciwko Liverpoolowi. Gdy Barcelona przegrywała 0:1, Rakitić nie dograł piłki Argentyńczykowi na wolne pole, posyłając niecelne podanie przejęte przez zawodników "The Reds". To po tej akcji padła druga z czterech bramek, które zadecydowały o wyeliminowaniu Barcelony z Ligi Mistrzów. 

Kibice szukają konfliktu

Quique Setien postawił na Rakiticia także w składzie na wygrany 2:0 mecz z Leganes we wtorek. Więcej niż o nie najgorszym występie Chorwata, pisze się teraz o tym, że Messi nie przywitał się z nim i Arthurem w tunelu przed wyjściem na pierwszą połowę i doszukuje konfliktu w szatni Barcelony. Niewielu kibiców zauważyło, że tym razem jego gra była pewniejsza. Co prawda ani razu nie znalazł się w polu karnym przeciwnika, a także nie miał bezpośredniego wpływu na akcje dające pierwszego gola i rzut karny, ale Setien zlecił mu na ten mecz zadania bardziej charakteryzujące defensywnego pomocnika. Jak robi zresztą od kilku spotkań, także tych sprzed przerwy w rozgrywkach.

Krytyka nie ustaje i wydaje się, że fani dostaną to, czego chcą - Chorwat wróci na ławkę rezerwowych. Rakitić dograł mecz z Leganes do końca, a najbliższe o wiele ważniejsze spotkanie z Sevillą czeka Barcelonę już w piątek. Oszczędzeni na ten mecz zostali inni zawodnicy i można podejrzewać, że spośród tych, którzy pozostali na boisku tylko kilku ma zapewnione miejsce w wyjściowym składzie na mecz z trzecią drużyną tabeli La Liga. I wcale nie ma wśród nich Ivana Rakiticia. Dla fanów Blaugrany niewiele zmieniłoby się, gdyby latem odszedł z klubu. Jednego dnia pożegnaliby go, wspominając wspaniałe gole i asysty, a kolejnego już zastanawiali się nad tym, jak trener zastąpi go Riquim Puigiem, Frenkiem de Jongiem czy wspomnianym Arthurem.

Niepewna przyszłość

Chorwat niedawno powiedział jednak, że jest gotowy dalej grać dla Barcelony. Przeszedł trudny okres, ale zaakceptował nową rolę, czas, jaki dostaje na boisku i chciałby pozostać w klubie. Rakitić nadal cieszy się grą, ale ma jeden, duży problem: niewielu nadal cieszy się Rakiticiem. A dla klubu to ostatnie chwile, żeby coś na doświadczonym pomocniku zarobić. Chorwat deklaruje, że po odejściu z Barcy chętnie wróci do Sevilli i odda hołd swojemu przyjacielowi, zmarłemu rok temu Jose Antonio Reyesowi, przejmując jego “dziesiątkę” na plecach.

Jeśli Barcelona kierowałaby się opiniami kibiców, Rakitić wróciłby tam już latem. Ma jednak podpisany kontrakt do końca czerwca 2021 roku i to najprawdopodobniej wtedy rozstrzygnie się jego przyszłość. Ale bez błysku w ofensywie, z którego przez lata słynął, oferuje drużynie za mało, żeby nadal pełnić w niej jedną z pierwszoplanowych ról. Setien szuka mu nowej pozycji, która pozwoliłaby odbudować jego formę i pokazać, że jeszcze dużo jest w stanie dać Barcelonie. Najbliższe tygodnie pod tym względem mogą być dla pomocnika kluczowe.

Przeczytaj także: