Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ansu Fati pokazał, dlaczego Barcelona nie chce go sprzedać nawet za 150 mln euro

Podczas pandemii można było o Ansu Fatim zapomnieć. To jeszcze dzieciak, więc w kłótniach z zarządem głos mieli inni piłkarze. Zresztą, Barcelona od dawna robi wszystko, by było wokół niego jak najciszej. Ale udaje się tylko dopóki nie wychodzi na boisko.
Zobacz wideo

Trudno bowiem przemilczeć pięć goli siedemnastolatka w jednym sezonie tak silnej ligi jak hiszpańska. Tym bardziej, że strzela je dla FC Barcelony, która na jego pozycję ściągnęła piłkarzy za ponad 300 milionów euro i która, choć słynie z wychowanków, ostatnio nie daje im prawdziwej szansy. Woli wypożyczać, sprzedawać, oddawać prosto z akademii. Musiał pojawić się wybitnie utalentowany Fati, który wychodząc na Leganes w tercecie z Lionelem Messim i Antoinem Griezmannem sprawia obrońcom rywala największe problemy, żeby kibice znów uwierzyli, że chłopiec z La Masii może stanowić o sile pierwszego zespołu.

Ansu Fati z piątym golem w sezonie

Kluczowy był strzał z 42. minuty. Wcześniej Fati był ruchliwy, cały czas pod grą, dobrze dryblował, celnie podawał, często leżał faulowany, ale brakowało mu konkretu. Zresztą, całej Barcelonie, która miała spore problemy ze zdominowaniem przeciwnika i musiała liczyć na szczęście, gdy Miguel Guerrero dwa razy uderzał na jej bramkę. Dopiero gol Fatiego dał jej spokój: młodzieniec wykorzystał zamieszanie przed polem karnym, w którym Junior Firpo co chwilę piłkę tracił i odzyskiwał. Gdy w końcu trafiła pod jego nogi, błyskawicznie ją przyjął, ułożył do strzału i przymierzył idealnie po ziemi. Chwilę później oba zespoły zeszły do szatni na przerwę. Barcelona spokojna, Leganes z poczuciem niedosytu, a Fati z operatorem kamery u boku.

Po przerwie przeprowadził jeszcze dwie, trzy niezłe akcje, ale prawdziwych fajerwerków nie zdążył odpalić, bo trener Quique Setien zdjął go z boiska. Wszedł Luis Suarez, a Griezmann zajął jego miejsce na skrzydle. Barcelona grała już spokojnie. Dominowała i dała kluczowym piłkarzom odpocząć. Na boisku do końca został Messi, który z rzutu karnego ustalił wynik na 2:0. Dzięki temu Barcelona na pewno utrzyma dwupunktową przewagę nad Realem Madryt, który w czwartek zagra z Valencią.

Ansu Fati u nowego trenera gra rzadziej, a Manchester United chce go u siebie

Koronawirus tylko częściowo zapewnił Fatiemu spokój odciągając od niego uwagę mediów. Nikt nie pisał o jego życiu prywatnym, bo wciąż niewiele o nim wiadomo. Sam Fati unikał skandali, przestrzegał kwarantanny, a w ogarniętej konfliktami Barcelonie miał najmniej do powiedzenia. Kłócili się starsi, bardziej doświadczeni. Spokój dopiero kilka dni temu przerwały brytyjskie dzienniki. Zgodnie napisały, że Manchester United zaproponował Barcelonie za Fatiego aż sto milionów euro. A gdy ta lekką ręką odrzuciła tę ofertę, Anglicy dorzucili kolejne 50 milionów. 150 milionów za nastolatka, który - owszem robi wrażenie, debiutował mając jeszcze 16 lat, mając 17 został najmłodszym strzelcem w historii Barcelony, a później potwierdził talent w kolejnych meczach - ale raptem od roku trenuje z seniorami i wciąż nie zdobył żadnego tytułu, byłoby ostatecznym potwierdzeniem, że pandemia, wbrew przypuszczeniom, nie nauczyła oszczędności właścicieli najważniejszych klubów. Byłaby, gdyby Barcelona ją przyjęła. A ustalenia mediów są takie, że i tę propozycję szybko odrzuciła.  

Pytanie co dalej. Do klauzuli wykupu - 170 milionów euro - już niedaleko. A piłkarz i jego ojciec-agent byli nieco zaniepokojeni tym, jak rzadko Setien dawał mu grać. W sześciu meczach przed zawieszeniem rozgrywek Fati rozegrał raptem 104 minuty. W najważniejszych meczach - z Realem Madryt i Napoli w Lidze Mistrzów - nie był na boisku nawet przez kwadrans. Tuż po odmrożeniu ligi hiszpańskiej nie podniósł się z ławki. I nie dość, że w ataku Barcelony już jest mało miejsca, to wciąż pojawiają się informacje, że klub chce sprowadzić Lautaro Martineza.

A wszyscy w Europie wiedzą, że Katalończycy mają problemy finansowe. Podczas pandemii piłkarze zgodzili się na aż 70-procentowe obniżki pensji, ale wcześniej kolejny raz posprzeczali się z zarządem. Inne kluby spróbują to wykorzystać - ktoś zaryzykuje z Fatim, ktoś inny wykorzysta niezadowolenie Arturo Vidala, który w meczu z Leganes wszedł na boisko tylko na pół godziny. "The Times" pisze, że oko na Fatiego ma każdy najlepszy klub w Europie. I tylko szuka drzwi, którymi mógłby go wyciągnąć. Kolejny gol mógł tylko podsycić ich ochotę i zmotywować do jeszcze odważniejszych ruchów.