Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Starcie Ajax - Juventus to również rewanż za finał LM z 1996 roku: pełen dopingowych podejrzeń i z epilogiem w sądzie

Juventus jest zmorą Ajaksu. Wymyka mu się od połowy lat siedemdziesiątych, zakończył w 1996 i 1997 roku ostatnią wielką erę klubu z Amsterdamu. Ale był wtedy biegającą apteką, i tego mu ludzie Ajaksu nie zapomnieli.
Zobacz wideo

Byli najlepszą drużyną na świecie. Taką się czuli i mieli na to dowody: Puchar Europy i Puchar Interkontynentalny 1995. Pisali najpiękniejsze rozdziały historii Ajaksu od lat 70. i ery Cruyffa. Mogli być pierwszą drużyną, która obroni tytuł w Lidze Mistrzów. W finale LM 1995 pokonali Milan, choć jak wspominał po latach skrzydłowy Marc Overmars, bogaci rywale mieli sportowe laboratoria i inne cuda, a Ajax to byli „uczniowie w dresach, którzy przed finałem zjedli spaghetti, zupkę, szarlotkę i poszli na mecz”.

W finale 1996 znów trafili na Włochów, tym razem z Juventusu. Na drużynę, której Ajax nie potrafił pokonać od 1994 roku, ale od której wtedy, w maju 1996, czuł się mocniejszy. - Na Juventus, który nie był do końca…- powie po latach Overmars w wywiadzie dla „Independent” i urwie w połowie zdania. Nie był do końca… czysty? – Juventus, który używał pewnych rzeczy – dokończy Overmars.

Leki podawano piłkarzom bez uzasadnienia. Ale EPO ani innego dopingu nie znaleziono

Smród dopingowych podejrzeń ciągnie się za tamtym Juventusem od ponad 20 lat, same sprawy sądowe trwały pięć lat. I nadal nie można prawomocnie powiedzieć, że Juventus swoich piłkarzy dopingował. Pozostaje: „używał pewnych rzeczy”, jak z wywiadu Overmarsa. Te „pewne rzeczy” to 281 różnych leków, znalezionych w biurach na Stadio Comunale i podawanych piłkarzom bez medycznego uzasadnienia. Antydepresanty dla piłkarzy bez żadnych zaburzeń, leki na serce dla mężczyzn z sercami jak dzwon. Wszystko to potwierdzone przez sąd najwyższej instancji, który stwierdził w 2007, że w Juventusie dopuszczono się sportowego oszustwa poprzez przepisywanie nieuzasadnionych stanem zdrowia środków medycznych.

„Nieuzasadnionych”. Ale nie „zabronionych w sporcie”, a to ogromna różnica. W najbardziej obciążającym Juventus wątku, dotyczącym oskarżeń o doping krwi, sąd przyznał rację oskarżonym z Juve: „praktycznie pewne, że podawano EPO”, „bardzo prawdopodobne że podawano EPO” - tak ocenili biegli sądowi - to za mało by mieć pewność, że EPO było stosowane. Wśród zarekwirowanych leków EPO nie było i żaden piłkarz nie miał pozytywnego wyniku badań. Nikt też ostatecznie nie poniósł kary, bo gdy wspomniany sąd najwyższy orzekł, że lekarz Riccardo Agricola został niesłusznie oczyszczony z zarzutów i należy zacząć proces w sprawie sportowego oszustwa od nowa, nie było już podstaw do procesu: zarzuty się przedawniły.

„Obrońca biegał jak zwierzę wypuszczone z klatki. Przez 120 minut. To nie jest normalne”

Pozostało mnóstwo wątpliwości. Piłkarze Ajaksu mieli je już podczas meczu. Overmars w tamtym finale nie grał, miał kontuzję. Ale siedział z drużyną na ławce i gdy Ajax przegrał ten finał w rzutach karnych (w bramkarza strzelili Edgar Davids i Sonny Silooy, wcześniej w meczu był remis 1:1) od razu powiedział do Ronalda de Boera: coś tu było nie tak. Rywale mieli nienaturalnie dużo siły. – Obrońca który mnie pilnował biegał jak zwierzę wypuszczone z klatki. Przez 120 minut. W meczu kończącym sezon. To nie jest normalne – mówił Finidi George w filmie dokumentalnym o tej aferze, nakręconym w 2013 przez holenderską telewizję w serii Andere Tijden Sport.

To, czego Overmars nie nazwał tuż po finale po imieniu, powiedział głośno dwa lata później Zdenek Zeman, ówczesny trener Romy. - Futbol musi wyjść z apteki - to było najgłośniejsze hasło z jego wywiadu dla „l’Espresso” o niedozwolonym wspomaganiu we włoskiej piłce. A głównym oskarżonym był Juventus, którego piłkarzom Zeman zarzucił nienaturalnie szybki przyrost masy mięśniowej. Chodziło przede wszystkim o Alessandro del Piero i Gianlucę Viallego.

„Łatwiej znaleźć skruszonego w procesach przeciw mafii niż w sprawach dopingu w piłce”

- Zemana trzeba wykluczyć z piłki, to jest terrorysta. On chce zabić futbol - odpowiadał Vialli do kamer. - Futbol był zawsze pod ochroną, jeśli chodzi o doping. Aż to się skończyło - mówił Sandro Donati, były trener lekkoatletyki i naukowiec, który zasłynął z tropienia dopingu w lekkoatletyce i kolarstwie.

Po wywiadzie Zemana do akcji ruszył prokurator z Turynu, Raffaelle Guariniello. Zawziął się i doprowadził do przeszukań, stawiania zarzutów, procesu. Mimo że, jak wspomina, utrudniano mu pracę jak tylko się dało. - Łatwiej było mi znaleźć skruszonego współpracownika w procesach przeciwko mafii, niż skruszonego w sprawach dopingu w futbolu - opowiada we wspomnianym holenderskim filmie dokumentalnym.

Wzywani w procesie na świadków piłkarze robili wielkie oczy po pytaniach. A jeśli się pogubili, wkraczali ich adwokaci. - Mogę sobie wyobrazić, że inni robili takie rzeczy – mówił Gianluca Vialli. – Ale jacy inni, kogo ma pan na myśli? – dopytywali oskarżyciele. I tutaj już wkraczał obrońca i uniemożliwił dociśnięcie świadka. Kuriozalnie wyglądało przesłuchanie Urugwajczyka Paolo Montero, który patrzył tępo przed siebie i przekonywał, że nie przypomina sobie niczego. Sędzia wymieniał nazwę leku, który Montero miał brać. Kojarzy pan? Nic. – Panie Montero, bo mamy problem. Pan pamięta, czy nie pamięta? – dopytywał sędzia. – Zablokowałem się. Nic nie pamiętam – odpowiadał Urugwajczyk.

Siedem pudeł dokumentów, a w nich kilkaset testów krwi

Wcześniej wysłana przez Guariniello ekipa zarekwirowała w biurach Juventusu na Stadio Comunale wspomnianą aptekę z 281 rodzajami leków. Jak powiedział biegły zatrudniony przez Guariniellego, klub był wyposażony jak mały szpital. I podawał leki, które nie miały leczyć, tylko sprawić, że piłkarze będą mieli więcej energii i będą szybciej wracać do formy po kontuzjach. Antydepresant Samyr brało 23 piłkarzy, choć nikt w klubie nie zgłosił problemów tej natury. Lek Neoton wzmacniający serce podano kilkunastu piłkarzom. A największej bomby znalezionej na Stadio Comunale nigdy ani nie rozbrojono do końca, ani nie zdetonowano. Chodzi o siedem pudeł dokumentów z lat 1994-1998: były tam wyniki ponad pięciuset testów krwi robionych w tym czasie całej drużynie. Analizował te wyniki hematolog, ekspert od dopingu krwi Giuseppe D-Onofrio. I po lekturze miał pewność, że parametry krwi nie zmieniały się w Juventusie tylko w naturalny sposób.

1994 rok, rozpoczynający tę kolekcję wyników testów krwi, to ważna data w historii Juventusu. To wtedy rodzina Agnellich, poirytowana ośmioletnim już czekaniem na wygranie mistrzostwa Włoch przez ich klub, wymieniła zarządców różnych pionów Juve. Dyrektorem zarządzającym został ściągnięty z biur Fiata Antonio Giraudo. Dyrektorem sportowym Luciano Moggi, po latach niesławny bohater afery Calciopoli. Trenerem niedługo później został Marcelo Lippi. A doktor Riccardo Agricola, neuropatolog i członek sztabu medycznego od połowy lat 80., został głównym lekarzem klubu. Do 1998 roku, przez cztery lata ujęte w tych siedmiu pudłach dokumentów, odnowiony Juventus, wzmocniony świetnymi piłkarzami, zdobył trzy mistrzostwa Włoch i trzy razy grał w finale Ligi Mistrzów.

„Nie ma innego wytłumaczenia niż EPO lub transfuzje”

1998 też jest ważną datą, bo wtedy do kibicowskiej wyobraźni wtargnęło EPO i już tam zostało na lata. Rok wywiadu Zemana i początku śledztwa Guariniellego to był też rok afery Festiny w Tour de France i potwierdzeniu, że dostarczana spoza organizmu erytropoetyna, słabo wówczas wykrywalna a uważana za bardzo skuteczną, zmieniła wyczynowy sport, zwłaszcza tam gdzie potrzebna jest wytrzymałość, ale nie tylko. I D’Onofrio do dziś jest przekonany, że w Juventusie stosowano EPO. Lub transfuzje krwi, ale to według niego mniej prawdopodobne, w tamtych czasach EPO wyparło transfuzje. - Cała grupa piłkarzy Juventusu miała podwyższone wartości hemoglobiny między kwietniem a czerwcem 1996 - mówi D’Onofrio. - Nie ma innego wytłumaczenia niż EPO albo transfuzje. Nie w sytuacji, gdy wartość hemoglobiny rośnie w tym samym czasie u więcej niż kilku piłkarzy - mówi D’Onofrio w wywiadzie dla holenderskiej telewizji. Ale w sądzie musiał ważyć każde słowo i powiedział, że jest „praktycznie pewne” iż EPO stosowali Antonio Conte i Alessio Tacchinardi, gdy mieli problemy z anemią. A mniejsze dawki brali też „z wielkim prawdopodobieństwem” m.in. Didier Deschamps, Alessandro del Piero, Moreno Torricelli, Gianluca Pessotto, Paolo Montero. Prawnicy Juventusu od początku kwestionowali głównie wiarygodność ocen D’Onofrio dotyczących erytropoetyny.

- Dla mnie ten przypadek jest jasny. Tam były bardzo wysokie wartości u kilkunastu piłkarzy. Prawdopodobieństwo, że to się odbyło naturalnie, wynosi zero - broni ustaleń biegłego Sandro Donati.

„Kto uważa, że ta sprawa splamiła Juventus, ten jest wiejskim głupkiem”

Przed sądem stosowania EPO nie udowodniono. Ale faszerowanie drużyny niepotrzebnymi z medycznego punktu widzenia środkami - tak. Sąd skazał w 2004 lekarza Agricolę na 22 miesiące więzienia w zawieszeniu. Aptekarzowi, który dostarczał leki Juventusowi na podstawie wątpliwych recept, karę więzienia zamieniono na grzywnę, w nagrodę za współpracę w śledztwie. Trzeci oskarżony Antonio Giraudo został uniewinniony. I kończąc proces Giraudo mówił, że tak naprawdę wszyscy ludzie Juventusu wychodzą z sali z podniesionym czołem, wyrok dla lekarza zostanie uchylony w odwołaniu, a każdy kto uważa, że klub został splamiony tą sprawą, jest wiejskim głupkiem. Agricola został rzeczywiście uniewinniony rok później w apelacji. Ale sąd najwyższy rozpoznając kasację w tej sprawie uznał to za błąd. A Giraudo zostanie wykluczony z futbolu przy okazji Calciopoli.

Ajaks nigdy nie złożył do UEFA żadnego protestu w tej sprawie. Trener Louis van Gaal po procesie Agricoli i wspólników mówił, że Juventus powinien zostać pozbawiony tytułu z 1996, w przeciwnym razie nigdy nie wyplenimy dopingu. Ale sprawa nie miała żadnego dalszego ciągu w postępowaniu dyscyplinarnym UEFA. Federacja zdała się na sąd, Ajax nie przejmował inicjatywy, bo uznał, że to byłoby niegodne sportowców: wnioskować o tytuł przy zielonym stoliku.

„Już przepadło, nie czuję się zwycięzcą. Gdybyśmy byli lepsi, to pokonalibyśmy Juventus”

– Już przepadło. Nie czuję się teraz zwycięzcą tamtego meczu. Nie wierzę też, że piłkarze wiedzieli, co biorą. Pewnie im powiedzieli: weź, to na regenerację. Boli, że coś tam u nich znaleźli, ale my po prostu nie byliśmy wtedy wystarczająco dobrzy. Gdybyśmy byli, pokonalibyśmy Juventus – mówi de Boer. Rywale biegali jak maszyny, ale gola strzelili Ajaksowi już w 13. minucie, gdy jeszcze obie strony miały zapas sił. I był to gol po nieporozumieniu Franka de Boera z Edwinem van der Sarem. A potem Ajax zdołał jeszcze wyrównać. Rok później znów skończył swój start w Pucharze Europy na starciu z Juventusem, ale tym razem w półfinale. Do dziś to ostatni półfinał Ajaksu w Lidze Mistrzów. Przegrany bezdyskusyjnie, 1:2 i 1:4. Tym większy jest żal po straconej szansie w 1996, gdy Ajax jeszcze mógł czuć się lepszy. Piłkarze przypominają o swoich wątpliwościach co do tamtego meczu dość taktownie. A dyrektor Ajaksu z tamtych czasów, David Endt, nie gryzie się w język. To jest niezaleczona rana. Zaczęła boleć z opóźnieniem, dopiero podczas afery 1998. Ale poczuliśmy się oszukani - mówi w wywiadzie dla „Independent”.

Piłkarze tamtego Juventusu mówią o sprawie niechętnie. Holendrzy z ekipy dokumentalistów namówili na komentarz do kamery tylko Pietro Vierchowoda („Nie wiem jak inni, ale ja zachowywałem się dobrze”), próbowali też zadać pytania Antonio Conte, gdy jeszcze prowadził Juventus, ale przerwał im rzecznik klubu. A Alessio Tacchinardi, gdy mu niedługo przed dzisiejszym pierwszym półfinałem powtórzono zarzuty Endta z wywiadu dla włoskiego radia, odpowiedział: - Niech się wstydzi, w tamtym sezonie od pierwszych dni obozu przygotowawczego ciężko pracowaliśmy, żeby przywieźć Puchar Europy do Turynu. Mam nadzieję, że przynajmniej jego słowa przydadzą się naszym piłkarzom, żeby się zmobilizować i znów pokonać Ajax.