Ewenement w światowym futbolu. To tłumaczy zachowanie Mbappe

Dawid Szymczak
Kylianem opiekuje się jak matka, ale o jego karierę dba zawodowo. Potrafiła rozgrywać PSG i Real Madryt, jechać po bandzie, by ostatecznie wynegocjować zachowanie 80 proc. praw do wizerunku i bajeczną umowę. Lepiej zrozumie Kyliana Mbappe ten, kto pozna Fayzę Lamari - jego matkę i agentkę.

Kylian Mbappe szkicuje to tak: z ojcem - trenerem dzieci w AS Bondy - zawsze rozmawiał niemal wyłącznie o piłce nożnej, rozprawiali godzinami o bieżączce, ale pochylali się też na historią mundiali i co środę zasiadali do Ligi Mistrzów, za to z matką rozmawiał o wszystkim, doradzał się nawet w kwestii dziewczyn, pamięta długie podróże samochodem, podczas których zaznajamiała go z francuskimi hitami lat 80. i opowiadała historię tamtych zespołów. Ojciec odpowiadał za wychowanie piłkarskie, matka za wychowanie w ogóle. 

Zobacz wideo Ależ słowa reprezentanta Polski: Jesteśmy dobrą drużyną!

Gdy ojciec pękał z dumy, matka nie mogła przestać się martwić. Kylian miał 17 lat, strzelił 15 goli w 29 meczach ligowych dla Monaco i kolejnych sześć w dziewięciu meczach Ligi Mistrzów. PSG obiecało zapłacić za niego 180 mln euro. - Sława spadła na niego z dnia na dzień. Nagle był wszędzie. Stał się Justinem Bieberem. Przerażało mnie to. Między dwoma meczami z Manchesterem City, na przełomie lutego i marca 2017 r. a jego odejściem do PSG w czerwcu przytyłam 24 kg. To był stres. Żaden człowiek nie jest przygotowany na coś takiego – opowiadała w "Le Parisien". 

Wtedy pierwszy raz poczuła, że nie kontroluje sytuacji. Na początku jeszcze naiwnie próbowała z tym walczyć, więc zdarzało jej się pisać do dziennikarzy zapełniających historiami o Kylianie całe kolumny, że "przecież nie wynalazł szczepionki przeciwko wściekliźnie ani nie jest Abbe Pierrem [księdzem, który poświęcił swoje życie pomocy najuboższym – red.], żeby poświęcać mu tyle uwagi". Ale z każdym kolejnym miesiącem Fayza Lamari lepiej rozumiała piłkarski biznes. Aż doszła do momentu, że zaczęła reprezentować Kyliana i zarządzać jego karierą. To ona siadała do rozmów z prezesem PSG Nasser Al-Khelaifim i Florentino Perezem z Realu Madryt, zawodnikami wagi ciężkiej. Zdarzało im się negocjować z ojcami piłkarzy, którzy byli ich agentami - choćby z Jorge Messim czy Mustafą Oezilem. Ale z mamą? To rzadkość. Wręcz ewenement na najwyższym poziomie.

- Jest jedną z najpotężniejszych osób w piłce nożnej, bo ma bezkonkurencyjny produkt, a przy tym jest bardzo sprytna. Wie dużo o tym biznesie. Nie miała doświadczenia jako agent, ale jest bardzo mądrą kobietą. Słucha podpowiedzi prawniczki Delphine Verheyden, ale sama ustala strategię. Pogrywała z najpotężniejszymi klubami na świecie, żeby uzyskać dla swojego syna jak najwięcej pieniędzy. To rodzinny biznes. Rodzinne pieniądze. Bardzo dba o Kyliana - mówił jeden z agentów ze sporym doświadczeniem w rozmowie z The Athletic. 

Kabylijska strona charakteru

Przed kamery wyszła w 2021 r., podczas niezwykle gorącego lata, gdy ważył się transfer Mbappe do Realu, a sprawa nabierała wręcz wagi państwowej. To znana historia, gdy Emmanuel Macron osobiście chwycił za telefon i przekonywał 22-letniego wówczas piłkarza, by został we Francji. Kylian pospieszył się wtedy z deklaracją, że marzy o grze dla Realu, która wywołała niesamowite poruszenie. Lamari interweniowała. Umówiła wywiad z "Le Parisien", w którym zlekceważyła wtedy słowa syna i zastrzegła, że wciąż negocjuje z PSG przedłużenie kontraktu, a rozmowy idą w dobrym kierunku. Nadmieniała, że choć syn marzy o Realu, to w PSG też spełnia swoje ambicje i jest bardzo szczęśliwy. Na pytanie dziennikarza, czy to prawda, że to ona namawia syna na transfer, tylko się zaśmiała: "Jego tata chciał, żeby został w Paryżu, a ja i prawniczka chciałyśmy, żeby wyjechał". Po czym już poważniej dodała: "Nikt z naszej trójki nie może podjąć takiej decyzji. Jeśli Kylian czegoś chce, możesz próbować wszystkiego, ale on i tak postawi na swoim. To jest ta jego 'kabylijska strona charakteru'".

Lamari często o tym wspomina. Wiele rzeczy i zachowań tym tłumaczy. Kabylowie, których populacja według różnych szacunków wynosi między 5-9 mln, to rdzenni mieszkańcy górzystego terenu północno-wschodniej Algierii. Rodzice Fayzy Lamari przeprowadzili się stamtąd do Francji, ona urodziła się już w Bondy, na obrzeżach Paryża - w tym samym szpitalu, w którym później urodziła Kyliana. Była zawodową piłkarką ręczną, grającą w najwyższej francuskiej lidze w barwach AS Bondy, w którym to - tyle że w sekcji piłkarskiej - pracował Wilfried, pochodzący z Kamerunu ojciec Kyliana. Reprezentowała Francję w latach 90. i na początku XXI wieku. Dokonała tego właśnie dzięki kabylijskiemu charakterowi, skrywającemu zawziętość, pracowitość i pewność siebie. Eksperci od piłki ręcznej twierdzą, że nie była wybitną zawodniczką, ale nikt nie chciał przeciwko niej grać - była niezwykle silna i waleczna, nie stroniła od agresywnych zagrań. 

O "kabylijskiej stronie" swojego charakteru mówiła też po ostatnim Euro, gdy kamery nagrały kłótnię jej i Wilfrieda z Veronique Rabiot, matką Adriena, środkowego pomocnika, która rozwścieczona niewykorzystanym przez Kyliana rzutem karnym przeciwko Szwajcarii, wykrzyczała jego rodzicom, że uderzył "żenująco" i powinien dostać nauczkę, bo zrobił się zbyt arogancki. Lamari - w przeciwieństwie do swojego męża - nie pozostawiła tego bez komentarza. Powiedziała, że nie pozwoli ukrzyżować swojego syna, który nie zasługuje na wymierzenie publicznej kary. Później opowiedziała o tym wywiadzie. - W takich sytuacjach jestem jak wilk. Kylian miał wtedy 22 lata, mógł popełnić błąd. Musiałam go bronić, bo nie zasłużył na to wszystko, co go spotkało. 

Fayza ma we francuskich mediach opinię awanturniczki. Po części dlatego, że w przeszłości zdarzało jej się krytykować i atakować dziennikarzy. Jest agentką na całego, ale czasem wychodzi z niej "mama Kyliana", a wtedy w kącie lądują profesjonalizm i dobre maniery. Fayza jest przekonana, że krytyka, która spada na jej syna, jest w dużej mierze niezasłużona i służy zdobyciu większej oglądalności czy klikalności materiału. - To ona organizuje mu karierę i życie. Odpowiada za wszystkie sprawy, wykonuje cała brudną robotę, ale czasem wchodzi w rolę ochroniarza. Potrafi być urocza, jest przeintaligentna i błyskotliwa, ale ma też drugą twarz, którą pokazuje, gdy ktoś nadepnie Kylianowi na odcisk. To wpływa na jej wizerunek – opowiadał w "L’Equipe" jeden z agentów prężnie działający na francuskim rynku. 

I ojciec, i matka Kyliana mieli zatem sportowe doświadczenie. Początkowo oboje zarządzali jego karierą - ojciec skupiał się na piłce, a matka na wszystkich innych aspektach, jak wybór szkoły, zapewnienie bezpieczeństwa czy podpisywanie pierwszych drobnych kontraktów. Ciekawie opowiedział o tym w The Athletic Daniel Boga, skaut Chelsea, który wypatrzył 12-letniego Kyliana na jednym z turniejów i zaprosił do Londynu na testy. - Na początku o wszystkim rozmawiałem z jego tatą - wspomina. - Ale gdy tylko pojawiła się jego mama, od razu zrozumiałem, że to ona tym wszystkim rządzi. I to ona później rozmawiała z klubem - uśmiecha się. - Tata tak naprawdę nic nie mówił. To bardzo spokojny, wyluzowany człowiek. Mama jest jak ogień. Bam, bam, bam, bam, bam, bam! Gdy trwały testy, tata stał z boku i zupełnie się nie odzywał. Dopiero po meczu tłumaczył Kylianowi, że następnym razem zamiast kiwać, powinien komuś podać albo uderzyć. A mama? Cały czas stała obok boiska i krzyczała. "Dawaj Kylian! Bierz piłkę, jedź z nim! Dawaj, na niego! Strzelaj!". 

Później Jim Fraser, obecnie szef Chelsea ds. rozwoju młodzieży, powiedział rodzicom Mbappe, że choć jest pod dużym wrażeniem jego talentu, to oczekiwałby z jego strony większego poświęcenia w grze bez piłki. Chciał, żeby Kylian za kilka tygodni przyjechał ponownie na testy i wtedy bardziej przyłożył się w tym aspekcie. Boga przetłumaczył jego słowa z angielskiego na francuski i zaniemówił, gdy usłyszał odpowiedź. - Mama powiedziała, że nie przyjadą ponownie. Powiedziała, że mam przetłumaczyć, że jeśli Chelsea chce go zakontraktować, to ma go zakontraktować teraz, bo inaczej za pięć lat wróci po niego z 50 milionami funtów - opowiadał The Athletic. - Nie mogłem tego powiedzieć, to było zbyt aroganckie. Przekazałem tylko, że rodzice raczej z nim nie wrócą, więc trzeba podjąć decyzję już teraz. Kluby bardzo nie lubią, gdy przedstawiciele jakiegoś piłkarza stawiają im ultimatum. A tutaj mówiliśmy o 12-latku! Utalentowanym, perspektywicznym, ale 12-latku! Takie podejście z reguły jest nie do przyjęcia, chyba, że talent chłopca jest ekstremalny. W przypadku Mbappe tak było, więc jego mama była bardzo pewna siebie. Ona była wręcz przekonana, że jej syn zrobi karierę. Nie miała cienia wątpliwości, dlatego grała va banque. Mówiła mi: "Daniel, nie martw się, Kylian da sobie radę". 

Rodzina z syndromem biedaków. "Bałam się, że ktoś powie: oddawaj kasę!"

O talencie Mbappe wiedziała cała Europa, na testy zaprasza go Chelsea, a Real wysyłał na lotnisko Zinedine’a ZIdane’a, by podrzucił młodego i jego rodziców do bazy treningowej. Każdy agent obiecywał, że pokieruje jego karierą lepiej od reszty. Oferowali się najwięksi w tym biznesie, ale rodzina zawsze miała problem by zaufać obcym. - Przychodzili do mnie i mówili: "Nie martw się, madame, nie musisz nam płacić. Swoje wynagrodzenie pobierzemy z prowizji kontraktu, który wynegocjujemy z klubem". Przeszkadzało mi to - opowiada Lamari. Sama znalazła prawniczkę, która zastrzegła, że ma blade pojęcie o piłce nożnej, ale jest zawodowcem w swojej dziedzinie. Nie chciała prowizji od transferu, tylko normalną stawkę, jaką pobiera za godzinę pracy. Lamari jej zaufała i współpracuje z nią do dzisiaj. 

Zawiły świat agentów i transferowych negocjacji rodzice Kyliana poznawali już wcześniej, gdy swoją karierę rozpędzał ich adoptowany syn Jiresem Kembo Ekoko, mający ponad 100 występów we francuskiej Ligue 1. Jest dziesięć lat starszy od Kyliana. To na nim rodzice nieświadomie popełnili część błędów, których później uniknęli przy prowadzeniu kariery Kyliana. Dziś są w separacji, ale pozostają w dobrych relacjach i wielokrotnie można ich zobaczyć siedzących razem na meczach Kyliana.

Francuscy dziennikarze twierdzą, że to Lamari zawsze była głową rodziny - była konkretniejsza, miała silniejszy charakter. Od początku to ona chodziła na wywiadówki, tłumaczyła rozrabiającego syna przed dyrektorem szkoły i interweniowała w akademii Monaco, gdy Kylian nie mógł dogadać się z jednym z trenerów. To ona dbała o jego wszechstronny rozwój i zapisywała to na lekcje angielskiego, to na tenis, to do szkoły muzycznej, by grał na flecie. 

Rodzina ma spółkę KEWJF (skrót od imion Kylian, Ethan - najmłodszy z braci, też piłkarz, Wifried, Jires - najstarszy z braci, Fayza). Remi Dupre, dziennikarz "Le Monde", podaje, że początkowo firma zajmowała się umowami handlowymi Kyliana, ale obecnie jest już dużym przedsiębiorstwem zajmującym się marketingiem i wszelkimi sprawami biznesowymi, z obrotami na poziomie 12,2 mln euro w 2021 roku. Zdaniem dziennikarza, F jak Fayza może znajdować się na końcu nazwy, ale w rzeczywistości to ona stoi na czele firmy.  

Lamari rosła razem z Kylianem. On coraz lepiej radził sobie na boisku, a ona w gabinetach. Rosły kontrakty, przybywało umów sponsorskich, a ona wciąż dawała radę. Adaptowała się do warunków. Sama mówi, a Kylian powtarza, że ludzie urodzeni w Bondy, na owianych złą sławą przedmieściach Paryża, mają w sobie determinację, by ciągle się rozwijać. - Ale mieliśmy też syndrom biedaków. Przez trzy pierwsze lata nie dotykaliśmy pieniędzy, które zarobił Kylian. Bałam się, że ktoś w końcu nas obudzi i powie: "Oddawać kasę". Zaczęliśmy inwestować dopiero niedawno. Może dlatego podejście syna do pieniędzy jest wyjątkowe. Czasem mówię do niego, żeby zabrał ze sobą 200 euro i coś sobie kupił. Ale nie chce. Nie gra dla pieniędzy. Gdyby tak było, na pewno nie osiągnąłby sukcesów - zapewnia.

O pieniądze martwi się Lamari. Oto liczbowe ujęcie transferu do Realu, który udało się dopiąć jeszcze przed rozpoczęciem Euro:

  • Mbappe w Paryżu miał zarabiać 75 mln euro rocznie brutto, a w Madrycie ma rocznie zarabiać nieco ponad połowę tej kwoty,
  • kolejnych 20 mln euro może co roku zarobić w postaci premii i bonusów za osiągnięcia indywidualne i drużynowe,
  • dwa lata temu Real proponował mu około 120 mln euro premii za sam podpis. W tym roku oferta była o blisko połowę niższa,
  • Mbappe będzie miał 80-90 proc. praw do swojego wizerunku,
  • Paryż za przedłużenie umowy o kolejny rok miał z kolei zapłacić mu aż 75 milionów euro wynagrodzenia i 100 milionów premii

Lamari chwilami szła w tych negocjacjach po bandzie. To ona była reżyserką serialu, który wydawał się mieć mnóstwo zwrotów akcji i w ogóle nie zmierzać do końca. Niecierpliwi się kibice, denerwowali prezesi obu klubów. Dwa lata temu Florentino Perez wręcz śmiertelnie się na Lamari obraził, gdy przez pół roku był zapewniany przez piłkarza, że latem sprawa transferu zostanie domknięta, a w ostatnich chwili podpisał on nowy kontrakt z PSG. Francuskie media podają, że rodzina grała na dwa fronty: z prezesem Realu rozmawiała Lamari i potwierdzała, że wszystko będzie dobrze, a w tym samym czasie w loży prezesa Nassera Al-Khelaifiego siedział Wifried i snuł plany na kolejny sezon we Francji. The Athletic komentuje: "Lamari nie boi się siać zamętu. Zeszłego lata pozwoliła, by kontrakt Kyliana z PSG wygasł, prowadziła rozmowy z Realem, nastawiała oba kluby przeciwko sobie, po czym podpisała nową umowę z PSG, wartą aż 40 mln euro rocznie. Gdyby jeden z superagentów, jak Jorge Mendes lub nieżyjący już Mino Raiola, zawarł taką umowę w taki sposób, zostałby okrzykniętym absolutnym mistrzem".  

Tymczasem Lamari w mediach określana jest przede wszystkim jako osoba trudna. Kluczowe dla niej i Kyliana były prawa do wizerunku. Real zazwyczaj ze swoimi zawodnikami dzieli się nimi po połowie. Ona żądała więcej. Cytowane przez The Athletic źródło, które zna kulisy negocjacji, twierdzi, że matka Mbappe była "nieprzejednana" i "bezkompromisowa". Negocjowała twardo, z pokerową twarzą. Aż dopięła swego. Przez lata nauczyła się, że panem sytuacji będzie tylko wtedy, gdy Kylianowi pozostanie ostatni rok kontraktu. To wtedy może negocjować ostrzej i domagać się większych pieniędzy. Najpierw od PSG, przy ostatnim przedłużeniu kontraktu, zapewniła synowi nie tylko ogromną pensję i bonus za samo podpisanie umowy, ale też możliwość wpływania na to, jak będzie kształtowany klub i jacy piłkarze do niego trafią. Mało tego - Mbappe podpisał ten kontrakt tylko na dwa lata, czyli do czerwca 2024 r., co oznaczało, że Lamari po chwili znów mogła ostro negocjować z oboma klubami. Inni agenci dziwili się, jak PSG zgodziło się podpisać tak niekorzystną dla siebie umowę. - Podpisali dwuletni kontrakt z zawodnikiem z opcją - po stronie zawodnika - przedłużenia umowy o rok. Nie wiem, jak mogli się na to zgodzić. Ledwie po roku znaleźli się w sytuacji, w której mogli sprzedać Mbappe od razu albo stracić go za rok za darmo, albo znów negocjować z nim kontrakt i zapłacić mu kolejną gigantyczną premię za podpis - mówił jeden z nich w The Athletic.

Mama będzie dumna z tego, co Kylian zrobi poza boiskiem. "Negocjowaliśmy i zeszłam do 30 proc."

Ciekawie o rodzicach Mbappe opowiadają trenerzy z akademii AS Monaco, w której szkolił się Kylian, odkąd miał 14 lat. Frédéric Barilaro mówi, że rodzice zawsze byli blisko niego i miał do nich bezgraniczne wręcz zaufanie. To był wyjątek. Wielu piłkarzy było puszczonych samopas. Twierdzi, że po latach nic się nie zmieniło, a słowa Kyliana wydają się to potwierdzać. - Mamie mówię wszystko. Nawet o moich dziewczynach! Jest moją powierniczką. Zdarza się nawet, że wciąż kupuje mi ubrania. Zna mój gust, sama ma bardzo podobny. Robi zdjęcia rzeczy i wysyła je do mnie, ale czasem zdarza się, że kupuje je bez pytania. Nie myli się. Mamy prawdziwą więź - śmiał się w rozmowie z "Paris Match" i zdradził też, że matka wciąż potrafi sforować go, że zgubił słuchawki.

Barilaro wierzy w słowa Lamari, że to Kylian ostatecznie podejmuje wszystkie decyzje dotyczącej swojej kariery, ale jednocześnie jest przekonany, że każdą poprzedzają długie rodzinne konsultacje. Z młodszym o osiem lat Ethanem, który też zdążył już zadebiutować w pierwszej drużynie PSG, jest identycznie. Jego karierą też kierują rodzice. I on także tego lata zmieni klub - z PSG na Lille.

Lamari od początku kariery powtarzała Kylianowi, że najbardziej dumna będzie z tego, co dobrego zrobi poza boiskiem. Jeśli ktoś zatem ma pretensje, że zabiera on głos w sprawach niezwiązanych z futbolem, należy je kierować do jego matki, która wpajała mu, że bycie sławnym powinien wykorzystywać do niesienia dobra. Powtarzała mu, że grając w piłkę i zarabiając tak dużo, jest zobowiązany do pomocy innym. Stąd fundacja charytatywna Mbappé Inspired by KM, która na co dzień sponsoruje 49 chłopców i 49 dziewczynek z różnych środowisk, by mogły zdobyć wysokie wykształcenie i umiejętności potrzebne do zrobienia kariery - piłkarz opłaca im szkoły, zajęcia pozalekcyjne, organizuje kursy językowe i wycieczki kulturoznawcze.

Lamari nawet z Kylianem negocjowała bardzo ostro. "Le Parisien" ujawnił, że Mbappe 30 proc. zysków generowanych przez swoje różne firmy przeznacza na rzecz fundacji, a całość zarobków z mundialu w Katarze przeznaczył na cele charytatywne. Matka groziła, że jeśli tego nie zrobi, to przejdzie na emeryturę i pojedzie na długie wakacje na Malediwy. Ale nie pojechała, została. I wciąż rządzi.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.