Rozłączy nas piłka. Ujawniamy kulisy nowych porządków Santosa

Kacper Sosnowski
Nowe porządki i system pracy na zgrupowaniu piłkarskiej reprezentacji Polski dotknęły również kanał "Łączy nas Piłka" prezentujący popularne vlogi, relacje, wywiady i kulisy kadry. Kibice się niecierpliwią, twórcy materiałów też.

"Kiedy ten vlog?" to jedno z najczęściej pojawiających się pytań od kibiców kierowanych pod adresem oficjalnego konta na Twitterze kanału "Łączy nas Piłka". Administratorzy konta trochę humorystycznie pokazali nawet ostatnio screen z ustawień swojego profilu, gdzie wyciszyli powiadomienia zawierające słowa "vlog", "kiedy vlog" i "gdzie jest vlog". "A tak na serio robi się, robi" - odpisali w środę, dodając uśmiechniętą buźkę i sugerując, że niebawem zajrzymy za kulisy kadry. Ale do śmiechu aż tak bardzo im nie jest.

Publikacja dopiero po Czechach

Od początku pierwszego zgrupowania Fernando Santosa z biało-czerwoną reprezentacją na kanale "Łączy nas piłka" nie pojawiło się żadne nagranie prezentujące dzień z życia kadry. Cisza vlogowa trwa zatem pięć dni, a nawet sześć licząc z niedzielą, kiedy do Warszawy zjechali pierwsi kadrowicze i sztab szkoleniowy. Na kanałach społecznościowych ŁNP jest oczywiście trochę zdjęć z kadry, nagrane przyjazdy zawodników na treningi, czy fragmenty rozgrzewki, ale nie są to rzeczy odbiegające od tego, co zobaczyć można w innych mediach, które też chętnie relacjonowały treningi kadry. Brak relacji, do jakich przyzwyczaili się kibice, nie jest złą wolą osób zajmujących się produkcją. To wynik nowych zasad panujących w kadrze.

Zobacz wideo Santos wprowadza zmiany w kadrze. Tylko dwa stoły. "Wracamy do czasów Nawałki"

Kilka dni temu w Sport.pl jako pierwsi pisaliśmy o nowych porządkach, które na zgrupowaniu zarządził portugalski selekcjoner. Wprowadził dyscyplinę i zasady porównywalne z regułami znanymi za czasów Adama Nawałki. Na stołówce dla piłkarzy przewidziano jeden wielki stół, zawodnicy mają wówczas zakaz korzystania z telefonów komórkowych, nie ma tolerancji dla spóźniania się i łamania innych reguł. Bardzo poważnie traktowane są też same treningi.

Widać to dobrze w porównaniu z treningami poprzednika Santosa. U Czesława Michniewicza wejście w ćwiczenia, czy nawet niektóre ich elementy, chętnie przerywane były żartami byłego selekcjonera czy też anegdotami. Michniewicz zawsze starał się dbać o dobrą i wesołą atmosferę. Nawet jego przemowy i nakreślenie planu zajęć często ubarwiane było okołosportowymi wtrąceniami. Widać to było m.in na filmach na kanale ŁNP. U Santosa takiego śmieszkowania i dowcipów nie ma, a podczas nawet luźnych ćwiczeń czy rozciągania, lepiej Portugalczykowi się z kamerą nie pokazywać. Ten jest na obiektywy wyczulony, nie chce, by coś rozpraszało piłkarzy. Zresztą obecność kamery Portugalczyk wcześniej wykluczył już z autokaru, którym poruszają się kadrowicze oraz z odpraw, a także zapowiedział, że reprezentacyjnych mediów nie wpuści do szatni.

Zobacz wideo Tak wyglądał trening kadry pod okiem Fernando Santosa

Santos chce mieć oko na nagrania

To wszystko sprawia, że praca osób prezentujących kadrowe życie została ograniczona. W ostatnich dniach skupiali się oni właściwie tylko na rejestrowaniu tego, co działo się na hotelowych korytarzach i wspólnych przestrzeniach. Materiał z pierwszych kilku dni był już ponoć nawet gotowy do publikacji, ale Santos, który lubi mieć oko na wszystko, też ponoć chciał go jeszcze zobaczyć i zaakceptować. Prawdopodobnie nie zdążył tego zrobić i na razie materiału nie ma. Nie będzie go też do meczu z Czachami, bo jasne jest, że teraz sztab ma inne priorytety. Jak dobrze pójdzie, pierwszą relację z kadry zobaczymy zatem po meczu w Pradze i będzie to kompilacja wydarzeń z tygodnia.

Dla kibiców przyzwyczajonych, że kamera ŁNP wchodziła właściwie wszędzie, a relacje ze zgrupowania pojawiały się nawet codziennie, będzie to spora zmiana. Być może będzie to pewien powrót do czasów Waldemara Fornalika czy wczesnego Nawałki, gdy kanał ŁNP zaczynał funkcjonowanie. Zdaniem osób, które go kiedyś tworzyły, pierwszy okres pracy z nowymi trenerami zwykle był specyficzny, czy wręcz trudny. Na początku pracy w ŁNP Łukasza Wiśniowskiego nie było przecież typowych kilkunastominutowych vlogów. Fragmenty kulis ze zgrupowania pojawiały się w różnych materiałach, choćby tych z lektorem, czy były ilustracją dla jakiegoś tematu. Trudne wydawało się też działanie z Nawałką. Na przychylność dla kamery namawiał go ówczesny szef departamentu mediów Janusz Basałaj. Selekcjoner pomysłem śledzenia wszystkiego przez człowieka z kamerą nie był zachwycony. Gdy jednak dał się namówić, to miał do reprezentacyjnych dziennikarzy spore zaufanie.

- Tych materiałów, które wtedy publikowaliśmy, nigdy nie sprawdzał ani trener Adam Nawałka, ani nikt z jego sztabu. Kilka razy już po emisji ktoś miał zastrzeżenia do pewnych scen. Kiedyś zwrócono mi uwagę, że na jednym z ujęć z szatni na tylnym planie była tablica taktyczna, gdzie było rozrysowane ustawienie przy stałych fragmentach gry. Poproszono mnie, bym zwracał na takie rzeczy uwagę i tyle. Co do samych materiałów rzeczywiście było duże zaufanie. Ja sam z siebie prosiłem Jakuba Kwiatkowskiego, rzecznika kadry, by rzucił okiem na wideo przed jego wypuszczeniem. Kolaudacji jednak nie było - mówi nam Wiśniowski, obecnie dziennikarz produkujący treści do kanału Foot Truck, współpracujący z Canal+ Sport.

Oswajanie produkcji z Brzęczkiem, Michniewicz nie zaglądał we vlogi

Również Adrian Duda, który pracował z kamerą na kadrze przez ostatnie kilka lat, a obecnie jest operatorem niezależnym, zwraca uwagę, że choćby na początku pracy z Jerzym Brzęczkiem też nie było codziennych vlogów. Materiał w formie reportażu ukazywał się na koniec zgrupowania. Brzęczek na początku oglądał te reportaże. Potem gdy relacje miały formę codziennych krótszych vlogów, już tego nie robił, a treści były wrzucane na kanał od razu.

- Na początku nie wchodziłem do szatni trenera Brzęczka, nie uczestniczyliśmy też z kamerą w jego odprawach. To zmieniło się po kilku zgrupowaniach – przypomina Duda, który tworząc materiały dla ŁNP przeżył kilku szkoleniowców.

Trener Paulo Sousa prosił go np. o pokazanie przed publikacją rzeczy, które dotyczyły spraw newralgicznych: kadrów z szatni i fragmentów odprawy. Przeważnie akceptował to, co było przez Dudę wybrane. Michniewicz nie oglądał vlogów przed publikacją, ale robił to Kwiatkowski. Zresztą wszyscy twórcy, z którymi rozmawiamy, zaznaczają, że zawsze czuli się lepiej i prosili, by na gotowy materiał ktoś rzucił jeszcze okiem. Sporadycznie gdy zdarzały się wątpliwości związane z daną sceną, konsultowano fragment z selekcjonerem.

Zapewne wszystkim trzeba trochę czasu, by dotrzeć się też z Santosem. Z jednej strony nie jest to szkoleniowiec, który obiektywem jest zaskoczony, ale z drugiej za wszechobecnymi mediami nie przepada. Związkowa kamera towarzyszyła mu przecież także podczas pracy z reprezentacją Portugalii. W materiałach tamtejszej federacji Santos pojawiał się jednak rzadko. Głównymi bohaterami filmów byli jego piłkarze, a relacje z wydarzeń były zwykle krótkie. Portugalska kamera też rejestrowała wydarzenia w przestrzeniach ogólnodostępnych tudzież na hotelowych korytarzach.

Na razie wszystko wskazuje na to, że system pracy i zwyczaje portugalskiego selekcjonera rozłączą nieco kibiców z kulisami reprezentacyjnej piłki. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.