Nowy koszykarski mistrz Polski! Pierwszy tytuł w historii klubu

Zastal w szóstym meczu finałów Energa Basket Ligi nie miał już sił, ale za nic w świecie nie chciał się poddać. Walka trwała do końca, ale ostatecznie, wygrywając 92:85, górą była Stal Ostrów Wlkp., nowy koszykarski mistrz Polski.

Gdy wybrzmiała syrena końcowa, koszykarze Stali rzucili się sobie w ramiona. Wygrali 92:85, 4–2 w całej serii i zostali – pierwszy raz w swej historii – najlepszą koszykarską drużyną w Polsce. – Byli w tej serii lepsi, gratulacje – powiedział przed kamerą Polsatu Sport kapitan Zastalu Łukasz Koszarek.

Zobacz wideo "Lecha czeka latem totalna demolka. Skorża? Trudno doszukać się pozytywów"

Stal Ostrów tytuł mogła zdobyć już we wtorek. Przed piątym meczem finału prowadziła z Zastalem 3–1. Ale wówczas obrońcy tytułu z Zielonej Góry uciekli spod topora – wygrali po dwóch dogrywkach 101:105 i doprowadzili do meczu numer 6. – Chcieliśmy zagrać dla kibiców z Zielonej Góry, dla siebie samych i naszych rodzin. Po prostu chcieliśmy powalczyć, walczyliśmy do końca i udało się wygrać – mówił po spotkaniu bohater tego meczu Łukasz Koszarek, zdobywca 25 punktów.

Zastal nie chciał się poddać bez walki

Ale na więcej ekipy Żana Tabaka stać jednak nie było. Stal w szóstym meczu wrzuciła wyższy bieg – gracze Igora Milicica byli dla rywali nieuchwytni, szybsi. Już po pierwszej kwarcie prowadzili 34:13.

Bohaterem pierwszych dziesięciu minut był Jakub Garbacz. 27-letni obrońca jest rewelacją sezonu. Dzięki znakomitym występom zadebiutował w kadrze Mike’a Taylora, a od nowego sezonu – choć dopiero co podpisał dwuletnią umowę ze Stalą – może być już koszykarzem jednego z klubów z najmocniejszych europejskich lig. Jeśli skauci obserwowali jego czwartkowy występ, musieli być pod wrażeniem. Garbacz, który słynie ze znakomitych rzutów za trzy, już po pięciu minutach miał na koncie trzy celne rzuty z dystansu. Kwartę zakończył cyrkowym niemal rzutem z rogu boiska. Rzucał w ostatniej minucie, tuż przed końcem 24-sekundowej akcji, przez ręce rywala. Piłka na raty, ale wpadła do kosza, a Garbacz po 10 minutach miał na koncie już 14 punktów.  

W drugiej kwarcie Zastal odrobił nieco stratę – wygrał 23:17 – ale nie miał tyle energii, co we wtorek. Goście z Zielonej Góry popełniali straty, gubili piłkę i zwyczajnie brakowało im sił. W trzeciej kwarcie środkowy Geoffrey Groselle już ledwo trzymał się na nogach.

A Stal grała mądrze. Szybszy od całej reszty był James Florence, dziś gracz Stali, a w przeszłości zawodnik Zastalu. Spod kosza trafiał Josip Sobin. Ostrowianie sprytnie radzili sobie także w obronie. Szkoleniowiec gospodarzy zdecydował się ustawić zespół w strefie 1–3–1. Goście sobie z nią nie radzili i po trzech kwartach przegrywali już 19 punktami.

Stal była wówczas tylko 10 minut od historycznego triumfu, ale Zastal nie chciał się poddać. Po celnej trójce Skylera Bowlina na 2 minuty i 15 sekund przed końcem goście przegrywali tylko 79:87. A tuż po przerwie na żądanie dla Stali, gdy spod kosza trafił Koszarek, było już tylko 81:87.

Gracze z Zielonej Góry nie mieli siły, ale walczyli do końca. Próbę nerwów w końcówce wytrzymali jednak gospodarze i kilkanaście sekund przed końcową syreną było jasne, że nie wypuszczą tytułu z rąk.

Klub z Ostrowa w ostatnich latach dobijał się do ligowej czołówki, ale nigdy złota nie zdobył. Najbliżej był w 2018 r., ale w finale przegrał z Anwilem Włocławek 2–4. Dwa razy ostrowianie zdobywali także  brąz – w 2002 i 2017 r. To jej pierwszy, historyczny triumf.

MVP finałów został wybrany Jakub Garbacz. – Czy jeszcze dwa-trzy lata temu mógł sobie to wyobrażać? – pytał komentator Polsatu Sport Tomasz Jankowski. – 27 lat i świat przed nim – dodał Adam Romański. Garbacz w szóstym meczu zdobył w sumie 22 punkty.

Stal mistrzostwo zdobyła we własnym domu. Tegoroczna faza play-off od półfinałów rozgrywana była w "bańce", a PZKosz jej organizację powierzył klubowi z Ostrowa. W ten sposób gracze Stali zyskali z urzędu przewagę parkietu.

Wymarzony sezon Stali. I Jakuba Garbacza

W pełni ją wykorzystali. Choć do półfinałów przystępowali z trzeciego miejsca, najpierw rozprawili się z drugą po sezonie zasadniczym Legią (3–0), a w finale pokonali Zastal w sześciu meczach. – Graliśmy 7-8 miesięcy po to, by mieć pierwsze miejsce i przewagę własnego parkietu, a teraz tracimy ten atut na rzecz Ostrowa – mówił przed finałową trener Zastalu Żan Tabak. Dodawał: – Nie oszukujmy się, ale pod względem sportowym to jest zła decyzja. Nie jest bowiem uczciwe, że musimy pokonać Stal cztery razy na ich parkiecie, mimo że wywalczyliśmy przewagę własnego boiska.

To niejedyny sukces ekipy z Ostrowa w tym sezonie. Pod koniec kwietnia Stal awansowała do finału Pucharu Europy FIBA, ale tak ekipa Igora Milicicia przegrała z Ironi Ness Ziona 74:82.