Sadowska mecz o MŚ przegrała w szóstej dogrywce. "Nie umiem tego wytłumaczyć. Jak 10-latka"

- Zawsze żyłam w przekonaniu, że jeśli chcę, by o mnie mówiono, bym mogła popularyzować warcaby w Polsce, to muszę regularnie zdobywać najważniejsze tytuły. Tutaj, choć przegrałam, to zainteresowanie meczem przerosło nasze najśmielsze oczekiwania - mówi warcabowa arcymistrzyni, Natalia Sadowska, która nie odzyskała tytułu mistrzyni świata.

Mecz o mistrzostwo świata między aktualną mistrzynią, Tamarą Tansykkużyną, i pretendentką, Natalią Sadowską, rozpoczął się w piątek 23 kwietnia i zaplanowany był maksymalnie do 3 maja. Maksymalnie, bo do zdobycia tytułu mistrzyni świata potrzebne było zdobycie 55 punktów.

Zobacz wideo Ile można zarobić w siatkówce? Zwycięzcy siatkarskiej Ligi Mistrzów nie maja co się porównywać do piłki nożnej [Studio Biznes]

Po dziewięciu dniach i kolejnych rozegranych partiach stan batalii był remisowy. Do wyłonienia mistrzyni świata potrzebna była dogrywka. O tytule decydowało pierwsze zwycięstwo którejkolwiek z zawodniczek. W szóstej dogrywce lepsza okazała się Tansykkużyna, która zdobyła ósmy w karierze tytuł mistrzyni świata.

Konrad Ferszter: Emocje po meczu już opadły?

Natalia Sadowska: Tak. Chociaż złość na samą siebie, rozczarowanie i niedosyt będą mi towarzyszyć jeszcze długo, to do porażki podchodzę już spokojniej, bardziej racjonalnie. Już myślę o tym, co poprawić, by stać się lepszą warcabistką. Myślę, że w niedługim czasie będę miała dodatkowe treningi.

Co się stało w szóstej dogrywce, która zdecydowała o twojej porażce?

- Nie umiem tego wytłumaczyć, bo przegrałam przez jednoruchową kombinację, którą zauważyłabym już jako 10-latka. Takich ruchów uczę dzieci zaczynające przygodę z warcabami. W żaden sposób nie chcę się usprawiedliwiać, ale ta sytuacja pokazała, że system rozgrywek musi zostać dopracowany. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by o wyniku meczu decydowała dogrywka. Rozgrywanie jej ostatniego dnia, po kilku godzinach gry, nie jest najlepszym rozwiązaniem. Po pięciu remisach w dogrywce mogły padać kolejne i w ten sposób mogłyśmy grać do późnych godzin nocnych. Uprawiamy sport umysłowy, więc w tak ważnym momencie głowa powinna być jak najbardziej świeża. Gdyby tak było, nie przegrałabym tego meczu w taki sposób, bo nie przegrałam tak od co najmniej 15 lat. Pretensje mogę mieć jednak tylko do siebie, bo mogłam wygrać dużo wcześniej.

Stresowałaś się między kolejnymi dogrywkami?

- Było tak późno, a w głowie było już tyle myśli, że nie było miejsca na stres. Trzeba też przyznać, że przed dodatkowymi partiami w lepszej sytuacji była Tamara. Mnie w poniedziałek wystarczały dwa remisy i wszyscy nastawiali się, że około godziny 19 Natalia Sadowska zostanie mistrzynią świata. Tymczasem przegrałam partię szybką, co doprowadziło do dogrywki. Przegrałam ją w bardzo słabym stylu, grałam źle pozycyjnie, za bardzo asekuracyjnie. Trener powiedział mi, że zupełnie nie przypominałam siebie. Chociaż od razu chciałam zapomnieć o tej wtopie, by się uspokoić przed najważniejszymi partiami, to z tyłu głowy była myśl, że przecież było już tak blisko. Cała przewaga, jaką wypracowałam sobie w pierwszej części meczu, odeszła w niepamięć.

Przed spotkaniem mówiło się, że z uwagi na różnicę wieku (Natalia jest 12 lat młodsza - red.), twoje szanse będą rosły wraz z wydłużającym się czasem gry.

- Z reguły tak jest, jednak Tamara dostała skrzydeł po tym, jak doprowadziła do remisu w meczu w ostatniej chwili. Chociaż starałam się uspokoić, mówiąc sobie, że w dogrywce też można wygrać, to dopiero dzień po meczu uświadomiłam sobie, że potrzebowałabym jeszcze jednego dnia, by naprawdę dojść do siebie. Całkowite wyrzucenie negatywnych emocji z głowy okazało się niemożliwe.

Daniel-Andre Tande w Wiśle w 2019 rokuKoszmarny upadek Tandego odbija się na jego zdrowiu. Są skutki uboczne, ale jest światełko w tunelu

Niedosyt jest tym większy, że miałaś kilka szans na wygranie tego meczu. Pierwszą w niedzielę, w przedostatnim dniu rywalizacji, gdy w partii klasycznej byłaś na pozycji wygrywającej.

- Za szybko zaatakowałam damką. Powinnam najpierw ruszyć się pionkiem, a dopiero potem zaatakować damką. Miałabym wtedy dużą przewagę na warcabnicy, którą spokojnie bym wykorzystała. Dlaczego tak się nie stało? Pretensje znowu mogę mieć tylko do siebie. Przez cały mecz słabo zarządzałam czasem gry, zostawiając sobie go zbyt mało na najważniejsze ruchy. W kluczowym momencie popełniłam prosty błąd, który wynikał z konieczności gry pod dużą presją czasu. Z tego samego powodu przegrałam jedną partię klasyczną. Chociaż miałyśmy jeszcze po 14 pionków, to ja miałam tylko minutę na zegarze. Wykonywanie precyzyjnych ruchów w tak krótkim czasie jest niemożliwe.

Skąd te problemy z niedoczasem?

- To element, nad którym staram się mocno pracować i miałam nadzieję, że z każdą kolejną partią będzie coraz lepiej. Tak się jednak nie stało. Tak już mam, że im dłużej trwa partia, tym więcej zaczynam liczyć. Tamara, nawet gdy była w gorszych pozycjach, proste ruchy wykonywała bardzo szybko. Ja zawsze starałam się coś znaleźć, czymś zaskoczyć. Bardzo często bezsensownie traciłam czas.

Problemów z czasem nie miałaś w drugiej dogrywce, w której miałaś doskonałą pozycję do wygrania partii i całego meczu.

- Wystarczyło jedynie postawić damkę na innym polu... Całą akcję rozegrałam dobrze, zgodnie z planem oddałam pionka, kilkanaście wcześniejszych ruchów wykonałam perfekcyjnie, a zawiodłam w ostatnim, kluczowym momencie. Kolejny niewytłumaczalny błąd.

screen YouTubeRasistowski skandal na włoskich boiskach. "Bunt niewolników"

Nazbierało się ich trochę w decydującej części meczu. Czy wynikały one ze zbyt małej ilości praktyki, o której mówiłaś przed meczem?

- Na pewno miało to duży wpływ na moją grę w meczu. W ciągu ostatniego roku, z powodu pandemii koronawirusa, rozegrałam tylko dwa turnieje. Oba na długi czas, bez partii szybkich i błyskawicznych. W meczu nie czułam się komfortowo jak zawsze. Traciłam dużo czasu na prostych ruchach, bo nie czułam się pewnie. Liczyłam proste rzeczy, upewniałam się, czy nie wpadnę na kombinacje rywalki. Wcześniej nie zajmowało mi to tyle czasu. 

Co więcej, sytuacja pandemiczna zmusiła mnie do podjęcia pracy, przez co warcaby nie były moim jedynym obowiązkiem każdego dnia. Pracując na etacie, nie byłam w stanie poświęcać im tyle czasu, co wcześniej. Treningi, które miałam popołudniami, też na pewno nie były tak efektywne jak te, które wykonywałam kilka miesięcy wcześniej, od samego rana.

O waszym meczu było głośno nie tylko z uwagi na kwestie sportowe, ale też zamieszanie związane z usunięciem rosyjskiej flagi. Jak podeszłaś do całej sytuacji i jaki miała ona wpływ na wynik tamtego dnia (Sadowska wygrała wówczas 12:0 po partii klasycznej - red.)?

- Sam moment zabrania ze stolika rosyjskiej flagi na nas nie wpłynął. To był dopiero początek partii, miałyśmy bardzo dużo czasu, na warcabnicy nie działo się nic pilnego. Tuż po partii Tamara mówiła nam, że zdarzenie nie miało na nią żadnego wpływu, że po prostu popełniła błąd i przegrała. Chwilę później, udzielając już wywiadów rosyjskiej telewizji, twierdziła, że przegrała właśnie przez ten incydent. To było bardzo niemiłe i nie wiem, czemu tak powiedziała, skoro chwilę wcześniej z uśmiechem analizowałyśmy partię i nie zgłaszała żadnych zastrzeżeń.

Chciałam jak najszybciej odciąć się od tej sytuacji i skupić tylko na meczu. Na drugi dzień, po rozmowach z Polskim Związkiem Warcabowym, podjęliśmy decyzję, że polska flaga także zostanie usunięta. Po partii otrzymałam na Instagramie kilka tysięcy wiadomości z podziękowaniami od rosyjskich kibiców. Na początku nie wiedziałam, o co chodzi, bo byłam zła na przegraną tamtego dnia partię. Dopiero później doczytałam się, że ci ludzie traktowali mnie jak bohaterkę, która wykonała piękny gest solidarności.

Wszyscy byliśmy świadomi, że do takiej sytuacji może dojść. Na długo przed meczem Polski Związek Warcabowy starał się ustalić tę kwestię ze światowym związkiem, jednak nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Po rozmowach także ze stroną rosyjską organizatorzy podjęli decyzję o umieszczeniu rosyjskiej flagi. Jaki był koniec tej historii, wszyscy już wiedzą.

Chociaż nie odzyskałaś tytułu mistrzyni świata, to sam mecz okazał się wielkim zwycięstwem warcabów w Polsce. W najważniejszym momencie mecz z Tansykkużyną na YouTube oglądało na żywo ponad 10 tys. użytkowników, a liczba subskrypcji na kanale transmitującym spotkanie, wzrosła trzykrotnie.

- Dzięki temu łatwiej pogodzić się z porażką. Zawsze żyłam w przekonaniu, że jeśli chcę, by o mnie mówiono, bym mogła popularyzować warcaby w Polsce, to muszę regularnie zdobywać najważniejsze tytuły. Tutaj, choć przegrałam, to zainteresowanie meczem przerosło nasze najśmielsze oczekiwania.

Oglądalność na żywo była niesamowita, a odtworzenia wideo z pojedynczych partii sięgnęła nawet 100 tysięcy. To wyniki, o jakich wcześniej nie mogliśmy nawet pomarzyć. Otrzymałam tysiące wiadomości, w których ludzie pisali mi, że sądzili, iż warcaby to prosta gra i dopiero mecz uświadomił im, jak trudna i skomplikowana jest to dyscyplina sportu. O to nam chodziło, chcieliśmy się pokazać, udowodnić, jak wiele mamy do zaoferowania. Mam nadzieję, że ministerstwo sportu, które od kilku lat nie finansuje naszego związku, wreszcie spojrzy na nas przychylniejszym wzrokiem.

Wzrost popularności warcabów i zainteresowania nimi możemy zmierzyć nie tylko w mediach społecznościowych, ale też w sklepie naszego związku. W trakcie meczu znacznie wzrosła sprzedaż nie tylko warcabnic, ale też książek, z których można czerpać wiedzę i podnosić swoje umiejętności.

Trzeci mecz finałów Energa Basket Ligi 2021 dla BM Slam Stali Ostrów Wlkp. Drużyna prowadzona przez Igora Milicicia pokonała 90:81 Enea Zastal BC Zielona Góra i w serii do czterech zwycięstw prowadzi 2:1Koszarek włączył telefon i czytał. "Jesteś koszykarską legendą". 37-latek robi furorę

Macie już pomysł jak sukces meczu przekuć na coś większego i trwałego dla warcabów?

- To pytanie bardziej do Polskiego Związku Warcabowego, ale nie zapeszając, mogę powiedzieć, że istnieje bardzo poważny temat połączenia sił z szachami i wejścia do szkół na Mazowszu. Nic nie zostało jeszcze podpisane, wielkich konkretów jeszcze nie ma, ale prace trwają i być może niedługo będziemy popularyzowali sporty umysłowe poprzez dodatkowe zajęcia. Gdyby z powodzeniem udało się to wprowadzić na Mazowszu, to na pewno zaczęlibyśmy interesować się kolejnymi województwami.

Kiedy możemy spodziewać się twojego powrotu do gry?

- Trudno to precyzyjnie stwierdzić, bo pandemia wciąż utrudnia organizowanie zawodów. Na razie dałam sobie kilka dni odpoczynku, by ogarnąć wszystko to, co wydarzyło się w ostatnich dniach. Wolnego wiele jednak nie będzie, bo mój trener nigdy by mi na to nie pozwolił. W teorii pod koniec czerwca mają odbyć się mistrzostwa świata, tym razem w postaci turnieju, gdzie mogłabym wywalczyć przepustkę do rewanżowego meczu z Tamarą. Nie wiem jednak, czy ten termin jest realny z uwagi na konieczność zaproszenia zawodniczek z całego świata. Tak czy inaczej, niedługo zabieram się do ciężkiej pracy i ostatnia porażka na pewno mnie nie załamie.