Jej plany określano jako szalone. "To, co zrobiła, jest niesamowite"

Próba wspięcia się na Mount Everest niebawem może wyjść z mody, a zastąpi ją kajak i Atlantyk. Śmiałków przybywa, a epidemia koronawirusa wydaje się sprzyjać atlantyckiej rywalizacji. Także wśród kobiet.

Jasmine Harrison ze snu wyrwał alarm. Była czwarta nad ranem. Gdy wyskoczyła ze swej malutkiej kabiny, szybko zrozumiała, dlaczego się włączył. 400 metrów przed jej 6,5-metrowym kajakiem znajdował się 220-metrowy statek wiertniczy "Stena Forth". Płynął w jej stronę. Próby kontaktu przez radio nie dały rezultatu. Harrison obrała kurs na południe i sięgnęła po flarę. Trzecia próba radiowego wywołania już się powiodła. - Jestem tuż przed waszym dziobem! - wykrzyczała. Statek wiertniczy płynął wolno. Zdołał odbić na północ.

Kilkunastometrowe fale, halucynacje i rogatnice 

Dla 21-letniej Harrison nie był to jedyny trudny moment w trakcie trwającej 70 dni 3 godziny i 48 minut podróży z Wysp Kanaryjskich na Karaiby, gdy rzuciła wyzwanie Oceanowi Atlantyckiemu. W czasie zmagań z kilkunastometrowymi falami i wiatrem jej ważąca 250 kg łódź wywróciła się dwukrotnie, wrzucając ją do wody. Na szczęście łódź była zaprojektowana tak, by sama się przewracała na dobrą stronę. Innym razem podróżniczka poważnie raniła się w łokieć, również gdy kajakiem rzucało. Przez to w wiosłowaniu musiała zrobić przerwę. W dodatku spory fragment drogi płynęła w ciszy, bo do wody wpadł jej głośnik, przez który słuchała ulubionej muzyki. Potem zaczęła śpiewać sama. Czasem zresztą pływała w kółko, lub tak znosiły ją fale, że musiała nadrabiać drogi.

Harrison z zakończonej sukcesem podróży, jak sama przyznaje, zapamięta nie tylko trwające zwykle 12 godzin na dobę wiosłowanie, czy halucynacje, które sprawiały, że momentami nie wiedziała gdzie płynąć. Zapamięta też sporo pozytywnych chwil: oryginalne rogatnice, latające ryby, marliny pasiaste, delfiny Risso czy wieloryby. Pamięta też "epickie wschody i zachody słońca, pełnie księżyca oraz spadające gwiazdy". Pewnego dnia wynurzający się płetwal błękitny, krawędzią swej płetwy niemal przybij jej piątkę w wiosło.

Kapitanów statków takich jak "Stena Forth" być może niedługo widok malutkiej łódeczki i wioseł na środku oceanu tak bardzo dziwić nie będzie. Od pewnego czasu śmiałków, którzy rzucają wyzwania Atlantykowi i szukają tam przygód, jest coraz więcej.

Rok dla Everestu, wiek dla Atlantyku

Od chwili, gdy w 1896 r. dwóch Norwegów przepłynęło z Manhattanu do Francji, podjęto około 900 prób przewiosłowania oceanu. Tylko dwie trzecie odniosło sukces. Dla porównania, w samym 2019 r. na Mount Everest próbowało się dostać 955 wspinaczy. Na morską wyprawę co roku decyduje się dziś od kilkunastu do kilkudziesięciu osób. Na Everest starają się wejść zwykli turyści. Podobnie w przypadku Atlantyku. Na podróż 3 tys. mil kajakiem (4,8 tys. km) decydują się ci, którzy nigdy wcześniej nie mieli z nim do czynienia.

Harrison na co dzień jest instruktorką pływania. Zamiana basenu na ocean to jednak spory przeskok. Jak tłumaczy 21-latka, na wielką wodę skierował ją COVID. Po tym jak z powodu epidemii zamknięto baseny, Harrison zaczęła szukać sobie innej formy aktywności. Ocean był otwarty.

- To, co osiągnęła Jasmine, jest niesamowite, tym bardziej że całą podróż zaplanowała sama – mówiła jej mama Susan. - Od pozyskania sponsorów, przez zakup łodzi, przejście szkolenia, aż po samo wiosłowanie – dodała. Oszacowano, że płynąc przez Atlantyk Harrison, musiała wykonać 1,5 mln ruchów wiosłami. 21-letnia Amerykanka brała udział w Atlantic Challenge (niegdyś Atlantic Rowing Race), organizowanym corocznie od dwóch dekad. Została 18. kobietą, która przepłynęła przez Atlantyk samotnie i najmłodszą w historii. Pobiła wyczyn Katie Spotz, która pokonała ocean w 2010 r., mając 22 lata. Pierwszą kobietą, która zaliczyła próbę, była w 2006 r. Roz Savage. Angielka ma na koncie samotne pokonanie Pacyfiku czy Oceanu Indyjskiego. Nie wszyscy przez wielką wodę płyną sami. Atlantic Challenge rozgrywane jest w kilku kategoriach, wyzwanie oceanowi mogą rzucać samotnicy, pary, ale też załogi trzy-, cztero- i pięcioosobowe.

Kobiety a magnetyzm oceanu

Wiele osób decyduje się na ekstremalne wyzwanie, nie biorąc udziału w żadnej zorganizowanej rywalizacji. Pierwszą kobietą w historii, która pokonała Atlantyk, była Amerykanka Tori Murden McClure w 1999 r. - Ten sport był w ogromnej mierze męski. Kiedy zaczynałam, na kobiety patrzono krzywo. Sama doświadczyłam wielu seksistowskich komentarzy – wspominała podróżniczka. O jej planach mówiono z niedowierzaniem i określano jako szalone. Dziś podobnych podróżniczek już nie brakuje. Zaczyna się moda na ocean. Mogą świadczyć o tym liczby: W 2016 r. do Atlantic Challenge zgłosiły się cztery kobiety, w tym roku było ich 20. W przyszłym wystartują 24.

- Nie tak dawno za szalone było uważane zrobienie Ironmana. Teraz zmienia się to, co przyjmujemy za możliwe - opisała McClure na łamach "New York Times". Trudno oprzeć się wrażeniu, że do popularyzacji wypraw przez Atlantyk przyczyniła się też epidemia koronawirusa. Harisson o swym szukaniu aktywności w pozamykanym świecie sportu mówiła, gdy wiele wydarzeń sportowych było ograniczonych i wstrzymanych. Tymczasem jedna z najbardziej z natury ograniczonych społecznie rywalizacji niemal nie odczuła kłopotów i zmian. Oceanowi i kajakowym wyprawom koronawirus szkody nie wyrządził. No, może poza tym, że uczestników wypraw na starcie i mecie oklaskiwało mniej kibiców.

Międzynarodowa rywalizacja też nie była problemem. W tegorocznym wyścigu wzięli udział m.in. sportowcy z Hiszpanii i RPA, Antigui, Urugwaju, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. 

Rekordów nie brakuje

Harisson, która po stanięciu na brzegu poprosiła o frytki i hamburgera, zapytana, czy powtórzyłaby swój wyczyn, bez wahania odpowiedziała, że tak, choć na swą mocno nagłośnioną w mediach wyprawę patrzy inaczej. - Tak naprawdę chciałabym dać taką możliwość innym ludziom, zainspirować ich do tego - mówiła, zaznaczając, że wspaniały turkus wody, obcowanie z naturą czy rozmowy z rybami i podróż w głąb siebie nie są zarezerwowane dla wybrańców.

 

W podbój Atlantyku miał też wkład polski podróżnik Aleksander Doba. Ocean przepłynął samotnie i to trzy razy. Ostatnią podróż odbył jako niemal 71-latek. W 2020 r. Graham Walters pokonał ocean, mając 72 lata. Mieszkańcowi Leicester atlantycka podróż zajęła dziewięć tygodni i również nie była jego pierwszą.

Możliwych do pobicia rekordów wielka woda daje sporo. Śmiałkowie mogą wybierać między wieloma trasami, rywalizować w długości czy szybkości przeprawy (rekord najszybszego przepłynięcia z Afryki na Antyle wynosi tylko 33 dni i 21 godzin dla osady 6-osobowej) czy rywalizować w parach mieszanych. W 2020 r. znalazło się nawet rodzeństwo, które zdecydowało się na taką wprawę i też przeszło do historii. Dziś, by zostać najszybszym bratem i siostrą, które kajakiem pokonają Atlantyk, trzeba go przepłynąć poniżej 43 dni, 15 godzin i 22 minut.