Kibice nie mogli uwierzyć w to, co widzą. To była tragedia. Czekamy prawie 50 lat

Jakub Balcerski
Posłuchaj artykułu (ładuję...)
Od 48 lat Polacy nie przeszli fazy grupowej igrzysk bez porażki. I w Paryżu to się nie zmieniło. Najważniejsze pytanie brzmi: ile porażka 1:3 (15:25, 18:25, 26:24, 20:25) z Włochami naprawdę znaczy dwa dni przed ćwierćfinałem?

Nawet w transmisji telewizyjnej z Paryża było widać, że kibice w hali w trakcie drugiego seta przecierali oczy ze zdziwienia. Nie mogli uwierzyć w to, co się dzieje w Arenie Sud 1. Sprawdzali, czy naprawdę widzą taką grę polskich siatkarzy w ostatnim meczu fazy grupowej igrzysk. Przed spotkaniem z Włochami każdy dopuszczał do siebie myśl, że mistrzowie świata mogą pokonać kadrę Nikoli Grbicia. Ale że w taki sposób?

Na szczęście skończyło się z nieco mniejszym wymiarem kary: Polacy poprawili grę i byli w stanie ugrać chociaż jednego seta. Pokazali w tym meczu dwie twarze i zostawili nas z pytaniem: która jest prawdziwa? Ale też z nadzieją, że prawdziwa może być ta z trzeciej, wygranej partii, gdy potrafili pokazać kawał dobrej gry.

Zobacz wideo Wojciech Nowicki po nerwowych eliminacjach: Poczułem się zbyt pewnie

Polacy tradycyjnie kończą grupę na igrzyskach z porażką. Udało się jej uniknąć raz - gdy zdobyli złoto

Od początku meczu zapowiadało się na naszą porażkę. Włosi byli od Polaków lepsi i to nie minimalnie, jak zwykle w meczach tych drużyn, tylko o kilka poziomów. To była inna półka. Ale na koniec dnia wrażenie jest nieco inne: że Polacy potrafili Włochom zagrozić, ale niestety tylko chwilowo. Koniec końców mecz z Włochami wpisał się w coś w rodzaju przykrej olimpijskiej tradycji naszych siatkarzy.

Po zwycięstwach z Brazylią i Egiptem przyszła pierwsza porażka w fazie grupowej. Ona sprawia, że Polacy znowu nie skończą fazy grupowej turnieju olimpijskiego "na czysto". Ostatni, jedyny raz w historii, udało się to w 1976 r. To były historyczne chwile: nie przegraliśmy wtedy ani jednego meczu, a na koniec zdobyliśmy złoto, nasz jedyny olimpijski medal męskiej siatkówki.

Wyniki polskich siatkarzy w fazie grupowej igrzysk olimpijskich:

  • Paryż 2024 - 2 zwycięstwa, 1 porażka
  • Tokio 2021 - 4 zwycięstwa, 1 porażka
  • Rio 2016 - 4 zwycięstwa, 1 porażka
  • Londyn 2012 - 3 zwycięstwa, 2 porażki
  • Pekin 2008 - 4 zwycięstwa, 1 porażka
  • Ateny 2004 - 3 zwycięstwa, 2 porażki
  • Atlanta 1996 - 0 zwycięstw, 5 porażek
  • Moskwa 1980 - 3 zwycięstwa, 1 porażka
  • Montreal 1976 - 4 zwycięstwa, 0 porażek
  • Monachium 1972 - 1 zwycięstwo, 4 porażki

Liczby straszyły. Po dwóch setach z Włochami była tragedia

Wróćmy jednak do meczu z Włochami: do trzeciego seta było tragicznie. Sam wynik 0:2 byłby jeszcze do przełknięcia, gdyby udało się nawiązać równą walkę z włoską drużyną. Tak jednak się nie działo, a liczby Polaków straszyły. 14 procent pozytywnego przyjęcia w drugim secie, a w obu partiach 20 punktów zdobytych atakiem ze skutecznością 37 procent, cztery bloki przy dziewięciu rywali, czy osiem błędów na zagrywce przy tylko dwóch serwisach dających punkty.

Indywidualnie też było kiepsko - Wilfredo Leon kończył tylko jedną trzecią piłek otrzymanych w ataku, a Bartosz Kurek jedną czwartą. Jedynie o środkowych trudno było powiedzieć, że grają słaby mecz. Jednak inne elementy nie pozwalały ich odpowiednio wykorzystywać. Nie ukrywajmy: taką grą można było się załamać.

Polacy uniknęli bolesnego gongu. Pokazali inną, lepszą twarz

Jednak potem coś drgnęło. Pojawił się dobry fragment gry Polaków - przegrywali 10:12, ale zrobili z tego grę na równi z niewielką przewagą od 16:15 do 20:19. Pojawiały się coraz lepsze ataki, dociskaliśmy Włochów, a twarzą tej lepszej wersji polskiego zespołu był ciągnący grę na skrzydle Kamil Semeniuk. Włosi na chwilę znów przejęli kontrolę nad setem i przez moment wydawało się, że nawet pomimo lepszej gry drużyny Nikoli Grbicia i jej walki do końca skończy się porażką 0:3. To byłby bolesny gong - pokazałby, że nawet gdy Polakom wreszcie szło, to nie na tyle, by udowodnić to wygranym setem.

To była już jednak inna twarz Polaków - tych, którzy wyrywają punkty i nie ma dla nich sytuacji bez wyjścia. Tak było i tym razem. Doprowadzili do piłki setowej, a tę na punkt asem zamienił Bartosz Kurek. Ten sam, który jeszcze przed chwilą raz po raz wyrzucał piłki w aut w ataku, a na zagrywce miał już dwa błędy. Polacy się podnieśli i wreszcie można było zacząć myśleć o czymś innym niż ich błędach. Wreszcie zaczęli znajdować i wykorzystywać słabości rywali. To nie tak, że ich gra stała się perfekcyjna - ale wreszcie była skuteczna i na pewno nie martwiła już tak, jak w pierwszej fazie meczu.

Dwa pierwsze sety przez dwie kolejne noce będą nas męczyć w koszmarach. Ale jest też promyk nadziei

Jeśli skończyłoby się 0:3, nie mielibyśmy, o czym rozmawiać. Gdyby Polacy odwrócili wynik spotkania i wygrali, moglibyśmy się zachwycać, jak odmienili grę. Zostaliśmy gdzieś po środku. Wynik 3:1 dla rywali sprawia, że będziemy pamiętać zarówno to, jak słabo wyglądały pierwsze dwa sety, jak i ten lepszy fragment spotkania dla zespołu Nikoli Grbicia.

I trudno stwierdzić, jakie podejście w te dwa długie dni do poniedziałkowego ćwierćfinału, byłoby lepsze. Z jednej strony jesteśmy zaniepokojeni po tym, co Polacy pokazali przed najważniejszym meczem turnieju, a z drugiej: jest promyk nadziei: Potrafiliśmy się pozbierać - choć nie na tyle, by wygrać.

Polacy muszą czerpać z tego, co w tym meczu i przez lata w ich wykonaniu było stałym punktem programu: że potrafią się podnieść i zawalczyć w kluczowych momentach tak jak nikt inny. Tylko to będzie się liczyło w poniedziałek przeciwko Słoweńcom.

Więcej o:

Komentarze (34)

Kibice nie mogli uwierzyć w to, co widzą. To była tragedia. Czekamy prawie 50 lat

dr_dundersztyc
8 miesięcy temu
No i kolejne paranoiczne baśnie dziennikarzy Gazety, będące odzwierciedleniem stanu umysłu tzw. "kibiców". Przegrana z Włochami powoduje wg pismaków brak możliwości zdobycia złota olimpijskiego bo w przeszłości nigdy w takiej konfiguracji turniejowej nie zdobywali złotego medalu. Warunek do zdobycia złotego medalu wg pismaków (i podkreślam tzw. "kibiców") to wygranie wszystkich meczów fazy grupowej. Nosz k...wa splątanie kwantowe normalnie.
Ja p...lę ten oraj jest naprawdę jednym wielkim domem dla psychicznie i nerwowo chorych.
kiboko
8 miesięcy temu
To nie żadna "klątwa" (ja nie wierzę w zabobony, a nawet je aktywnie zwalczam). Słowenia jest dla nas wyjątkowo niewygodnym przeciwnikiem, a obecnie nasi nie są w takiej formie jak rok temu. Oni mają na nas jakiś patent, grają już wiele lat w praktycznie niezmienionym składzie, a jednocześnie nie są jeszcze aż tak starzy. I dlatego mam obawy, że "gang Łysego" może sobie nie poradzić, czego im oczywiście nie życzę. Chłopaki, pozbierajcie się i do dzieła, uwierzcie, że ze Słoweńcami też można wygrać!
an-te
8 miesięcy temu
Grbic jest wielki. To prawdziwy taktyk!
141288bs
8 miesięcy temu
O Kurku mówi się już drugi rok, że to siódmy gracz naszych przeciwników... dzisiaj dołączył jeszcze Leon. Dzisiejszy pojedynek pokazał jak bezradni są wybrańcy Grbića, po prostu była to żenada z akcentem litości Włochów (3 set). Następny pojedynek już bez litości - Słoweńcy bez skrupułów obnażą braki naszych mułów do których nie zaliczam tylko Hubera i Bieńka.
Zgłoś komentarz

Czy masz pewność, że ten post narusza regulamin?

Wystąpił błąd, spróbuj ponownie za chwilę
Dziękujemy za zgłoszenie

Komentarz został zgłoszony do moderacji

Nadaj nick

Nazwa użytkownika (nick) jest wymagana do oceniania, komentowania oraz korzystania z forum.

Wpisz swój nick
Wystąpił błąd, spróbuj ponownie za chwilę

Użyj od 3 do 30 znaków. Nie używaj polskich znaków, wielkich liter i spacji. Możesz użyć znaków - . _ (minus, kropka, podkreślenie).