Dwa lata i bankructwo. Michalczewski wprost. "Jesteśmy życiowo upośledzeni"

- My sportowcy po karierze jesteśmy życiowo upośledzeni. Zdecydowana większość dwa lata po karierze jest bankrutami, jesteśmy nieprzygotowani do tego życia pozasportowego - powiedział w rozmowie z Interią Dariusz Michalczewski. Jak dodał, nie zamierza wracać do ringu, jak uczynił to Tomasz Adamek.

52-letni Michalczewski na zawodowych ringach stoczył 50 walk, wygrywając 48 z nich i doznając dwóch porażek. To były mistrz świata zawodowców federacji WBO, WBA, IBF w kategorii półciężkiej oraz WBO w kategorii junior ciężkiej. Ostatnią walkę stoczył w 2005 roku. I stanowczo zaprzeczał wszelkim doniesieniom o powrocie do ringu.

Zobacz wideo Szpilka o freakach. „Kiedyś byłbym tam największą gwiazdą. Ale wyrosłem z tego"

Michalczewski: My sportowcy po karierze jesteśmy życiowo upośledzeni

Dariusz Michalczewski przyznał, że po zakończeniu kariery stał się "życiowo upośledzonym", dlatego nie myślał nawet o powrocie do ringu. - Problemem jest to, że my sportowcy po karierze jesteśmy życiowo upośledzeni. Zdecydowana większość dwa lata po karierze jest bankrutami, jesteśmy nieprzygotowani do tego życia pozasportowego. Nas się trzyma z boku. Cicho, bo Darek je, cicho, bo Darek śpi, ale potem kończymy karierę i tak - mamy kasę, mamy czas, ale trzeba znaleźć nowy pomysł na życie i zarabianie pieniędzy. I niestety wielu sportowcom to się nie udaje, bo my jesteśmy od najmłodszych lat zwalniani z lekcji i potem nie mamy tego zawodu w ręku. Jak ktoś mówi, że był sportowcem i został inżynierem, to pewnie nie był zbyt dobrym sportowcem - podkreślił "Tiger" w rozmowie z "Super Expressem".

Zuzulinho2 metry wzrostu, 170 kilogramów, a padł jak mucha. Bomba na szczękę [WIDEO]

Nawet wizja zakończenia kariery wygraną w rekordzie nie jest w stanie przekonać Michalczewskiego do powrotu do ringu. - Nie można wrócić ze słabszym w walce o mistrzostwo świata, a tylko kolejna walka o tytuł by mnie interesowała. Zresztą ja w końcówce kariery byłem już mocno zajęty biznesem i musiałaby się pojawić naprawdę konkretna, gruba propozycja. Jedna taka nawet była - na trzecią walkę namówił mnie Graciano Rocchigiani, mieliśmy dostać po dwa miliony euro na głowę. Powiedziałem tak, ale pod jednym warunkiem - chcę 100 tys. euro za miesiąc przygotowań. Zgodzili się, ale po pięciu miesiącach panowie odpowiedzialni finansowo za ten projekt zmyli się. Zarobiłem więc tylko pół miliona euro, ale chociaż trochę potrenowałem - opisał "Tiger".

Jak podkreślił Michalczewski, był zdecydowanie najlepszym polskim pięściarzem w historii boksu zawodowego. - Ja byłem najlepszy, Tomek jest daleko za mną. Liczby mówią same za siebie. Wszyscy polscy mistrzowie świata razem wzięci mają pewnie maksymalnie połowę obron tytułu co ja. Trudno z tym dyskutować - ocenił Michalczewski.

"Tiger" skomentował także fakt, że Tomasz Adamek powróci do ringu po raz kolejny. - Pewnie nie ma kasy, albo nie znalazł nowego pomysłu na życie. Nikt mi nie wmówi, że chce po iluś tam latach wrócić, bo to mu się podoba - stanowczo ocenił Michalczewski.

Więcej o: