Skandaliczne decyzje władz F1 w czasie wyścigów. Sami proszą się o kolejną tragedię

Karol Górka
Czy dyrektor wyścigów Michael Masi winien był wypadkowi na torze w Bahrajnie? Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że w kwestii bezpieczeństwa Formuła 1 zrobiła w ostatnich latach kilka kroków w tył. Czy ostatnich incydentów udałoby się uniknąć?

Walka o poprawę bezpieczeństwa trwa w Formule 1 od lat 70. Przerywanie wyścigów z powodu deszczu, wypuszczanie na tor samochodu bezpieczeństwa, kontrowersyjne decyzje sędziowskie - choć wszystko to źle wpływa na odbiór widowiska, to poprawa bezpieczeństwa na torze były dla organizatorów wyścigów absolutnym priorytetem.

Zobacz wideo Nowy kalendarz F1 ma małe szanse na realizację

W tym sezonie Formuły 1 podjęto jednak decyzji i dopuszczono do wielu niebezpiecznych sytuacji, które ten obraz rujnują. Biorąc pod uwagę dramatyczny wypadek Romaina Grosjeana na początku wyścigu o GP Bahrajnu, nadrzędnym zadaniem władz powinno być niedopuszczenie do kolejnych incydentów.

Tymczasem w końcówce tego samego wyścigu, po awarii w bolidzie Sergio Pereza, przez tor przebiegł jeden z porządkowych.

- Tam jest pieprzony facet przebiegający przez tor... To najodważniejszy facet, jakiego kiedykolwiek widziałem - krzyczał przez radio kierowca McLarena Lando Norris. - To ostatnia rzecz, jakiej się spodziewałem. On nie spojrzał ani w lewo, ani w prawo, zanim przebiegł przez tor. Tam były podwójne żółte flagi. Zwolniłem wystarczająco, więc nie było zbyt dużego ryzyka w tym momencie, ale ten facet nie był zbyt widoczny. Widzę cały czas niebo, a on był ubrany na czarno albo ciemno niebiesko. Nie łatwo było go zauważyć, ale dostrzegłem jego gaśnicę. To był szalony moment - powiedział w rozmowach z dziennikarzami, już po wyścigu.

O tym, jak niebezpieczne są takie zdarzenia, Formuła 1 przekonała się już w przeszłości. W 1977 r., na torze Kyalami, dwóch porządkowych przebiegało przez tor na prostej startowej. Hans-Joachim Stuck, jadący bezpośrednio przed Tomem Prycem zdołał ich ominąć, jednak Walijczyk nie miał szans ich dostrzec i wpadł w jednego z nich. Został uderzony w głowę gaśnicą, niesioną przez porządkowego, i zginął na miejscu. Z kolei obrażenia porządkowego były tak rozległe, że jego nazwisko ustalono dopiero wówczas, gdy wszyscy porządkowi zostali zebrani po wyścigu. Wtedy okazało się, że brakuje tylko 19-letniego Jansena Van Vuurena.

Tom Pryce podczas Grand Prix Wielkiej Brytanii (1976 rok)Wyciek paliwa, pożar, uderzenie gaśnicą w głowę. Absurdalna śmierć Toma Pryce'a zmieniła F1

Seria niebezpiecznych zdarzeń w Formule 1

Incydent w Bahrajnie nie był jedynym, który w tym sezonie przytrafił się na torze Formuły 1. A na dobrą sprawę - nigdy przytrafić się nie powinien.

We wrześniu na torze Mugello doszło do wielkiego karambolu po restarcie wyścigu. - Co to, k..., było?! Co za chaos, niebywałe! Dlaczego ci z przodu nam to zrobili? Chcą nas zabić? - krzyczał wówczas Romain Grosjean, który zdołał uniknąć uderzenia w rywali.

Dramatyczny początek GP Toskanii F1!Dramatyczne sceny w F1. Romain Grosjean krzyczy przez radio: "Co to, k***a było?! Chcą nas zabić?"

Do jeszcze bardziej niebezpiecznego zdarzenia doszło w trakcie listopadowego Grand Prix na Imoli. George Russell rozbił swój bolid podczas jazdy za samochodem bezpieczeństwa. Na torze trwało sprzątanie części z toru, aby przygotować go do wznowienia rywalizacji, gdy sędziowie pozwolili dublowanym kierowcom odzyskać stracone okrążenie. Lance Stroll nie miał pojęcia, że za zakrętem na torze wciąż znajdują się porządkowi. I choć ostatecznie do nie doszło do dramatu - Kanadyjczyk zdołał zwolnić i ich ominąć - natychmiast pojawiły się wątpliwości dotyczące procedur bezpieczeństwa.

Na tym jednak nie koniec fatalnych decyzji sędziów. Podczas kwalifikacji przed GP Turcji, które odbywały się na mokrym torze, w trakcie jazdy zatrzymał się Nicholas Latifi z zespołu Williamsa. W czasie krótkiej przerwy między segmentami kwalifikacji trwało sprzątanie bolidu. Michael Masi, dyrektor wyścigowy, podjął jednak decyzję o rozpoczęciu kolejnego segmentu, choć na torze nadal znajdował się dźwig. Jego decyzja wywołała ogromne poruszenie, przypominając śmierć Julesa Bianchiego, który zmarł wskutek uderzenia właśnie w podobnych okolicznościach.

Podczas kwalifikacji do GP Turcji mogło dojść do wypadku podobnego do tego, po którym zginął Jules BianchiOlbrzymia lekkomyślność władz F1. Już raz w ten sposób doprowadzili do tragedii. "Myślałem, że dostali lekcję"

Władze Formuły 1 same proszą się o tragedię?

Tym bardziej szokuje, że FIA i dyrektor wyścigu wciąż pozwalają na tak rażące zaniedbania. Biorąc pod uwagę, jak wiele na przestrzeni ostatnich 40 lat zmieniło się w kwestiach bezpieczeństwa, wydawało się, że nigdy na tory Formuły 1 nie powrócą już momenty, w których ludzkie życie znowu znajdzie się w tak poważnym niebezpieczeństwie. Trudno oprzeć się wrażeniu, że F1 sama prosi się o tragedię, której w bardzo łatwy sposób można by zapobiec.

  • F1. Klasyfikacja MŚ kierowców

    lp. zawodnik punkty
    1 Lewis Hamilton 413
    2 Valtteri Bottas 326
    3 Max Verstappen 278
    4 Charles Leclerc 264
    5 Sebastian Vettel 240
    6 Carlos Sainz 96
    7 Pierre Gasly 95
    8 Alexander Albon 92
    9 Daniel Ricciardo 54
    10 Sergio Perez 52
    11 Lando Norris 49
    12 Kimi Raikkonen 43
    13 Daniił Kwiat 37
    14 Nico Hulkenberg 37
    15 Lance Stroll 21
    16 Kevin Magnussen 20
    17 Antonio Giovinazzi 14
    18 Romain Grosjean 8
    19 Robert Kubica 1
    20 George Russell 0

  • F1. Klasyfikacja MŚ teamów

    lp. team punkty
    1 Mercedes 739
    2 Ferrari 504
    3 Red Bull Racing Honda 417
    4 McLaren Renault 145
    5 Renault 91
    6 Scuderia Toro Rosso Honda 85
    7 Racing Point BWT Mercedes 73
    8 Alfa Romeo Racing Ferrari 57
    9 Haas Ferrari 28
    10 Williams Mercedes 1