Wyciek paliwa, pożar, uderzenie gaśnicą w głowę. Absurdalna śmierć Toma Pryce'a zmieniła F1

Tom Pryce należał do kierowców wyjątkowo utalentowanych, choć swoją karierę w sportach motorowych rozpoczął mając aż 20 lat. W czwartek mijają dokładnie 43 lata od jego śmierci na torze Kyalami w RPA, która jest określana mianem jednej z najbardziej absurdalnych w historii motorsportu.

Tom Pryce rozpoczął starty w sportach motorowych dość późno. Wziął udział w pierwszym wyścigu, gdy miał aż 20 lat. Mimo to bardzo szybko zwrócił na siebie uwagę. Wyróżniał się swoim talentem i szybkością. Do Formuły 1 dołączył w 1974 roku, gdy miał 25 lat. Rok później zasłynął swoją odwagą podczas Grand Prix Niemiec. Dojechał do mety na 4. miejscu, choć w trakcie wyścigu w jego bolidzie wyciekało paliwo, które paliło mu skórę. Z tego powodu Walijczyk otrzymał w 1975 roku nagrodę nazwaną na cześć Jo Sifferta, który zginął podczas wyścigu niezaliczonego do mistrzostw Formuły 1.

Zobacz wideo Jak w czasie wyścigu chroni się głowy kierowców?

Pryce miał wielki talent, ale jego zespół zawodził

W latach 1974-1976 udało mu się dwukrotnie stanąć na podium – podczas deszczowego GP Austrii w 1975 roku, gdy zajął trzecie miejsce oraz podczas GP Brazylii rok później, gdy także był trzeci. Od wyścigu na torze Interlagos jego zespół stawał się coraz mniej konkurencyjny, jednak Pryce konsekwentnie pokazywał swoje umiejętności, dzięki którym był uznawany za szybkiego i niezawodnego kierowcę.

Pierwsze dwa wyścigi sezonu 1977 były fatalne dla Walijczyka. Zespół Shadow, w którym rywalizował, miał duże problemy finansowe, przez co auto na nowy sezon było tylko nieznaczną modernizacją poprzedniego. Miał szansę stanąć na podium w Brazylii, podczas drugiej rundy mistrzostw, jednak na siedem okrążeń przed metą w jego bolidzie awarii uległ silnik, odbierając mu szansę na sukces.

Tragiczne Grand Prix RPA. Pryce zginął na miejscu, jego bolid nadal pędził

Wyścig o GP RPA na torze Kyalami zakończył się dla Pryce’a tragicznie. Na 21. okrążeniu jego partner z zespołu, Renzo Zorzi, zatrzymał się na prostej startowej z powodu wycieku paliwa. W jego bolidzie, stojącym na poboczu, po drugiej stronie prostej startowej niż aleja serwisowa, wybuchł mały pożar. Dwóch porządkowych postanowiło szybko pobiec do Włocha. Hans-Joachim Stuck, jadący bezpośrednio przed Pryce'em zdołał ich ominąć, jednak Walijczyk nie miał szans ich dostrzec i wpadł na jednego z nich. Niefortunnie został uderzony gaśnicą, niesioną przez porządkowego, w głowę.

Siła uderzenia była tak potężna, że z głowy Pryce’a spadł kask, a sam kierowca zginął na miejscu. Jego bolid pędził jednak nadal po torze, przez co w pierwszym zakręcie uderzył w Jacques'a Laffitte, który ruszył wściekły w kierunku Walijczyka. Dopiero, gdy zobaczył jego ciało w bolidzie, zdał sobie sprawę z tego, co wydarzyło się kilka chwil wcześniej.

Układ toru Kyalami okazał się w tej sytuacji szczególnie niekorzystny. Pierwsza połowa prostej startowej biegła pod górę, z kolei druga w dół. Zorzi zatrzymał się tuż za szczytem wzniesienia, przez co kolejni kierowcy nie mieli prawa zobaczyć przebiegających porządkowych. Pryce, który jechał bezpośrednio za Stuckiem, nie miał czasu na reakcję i uniknięcia zderzenia z porządkowym, który w wyniku wypadku także zginął na miejscu. Obrażenia porządkowego były tak rozległe, że jego nazwisko ustalono dopiero, gdy wszyscy porządkowi zostali zebrani po wyścigu. Wtedy okazało się, że brakuje tylko 19-letniego Jansena Van Vuurena.

"Jego umiejętności przewyższały rywali"

- Myślę, że ludzie, którzy biorą udział w wyścigach i coś w nich osiągnęli, potrafią później dostrzegać talenty. Było jasne, że umiejętności Toma przewyższały wówczas jego rywali – tak Toma Pryce’a opisał po jego śmierci John Watson, brytyjski komentator Formuły 1, podkreślając wielkie umiejętności Walijczyka za kierownicą aut wyścigowych.

Od śmierci Pryce’a wiele zmieniło się w Formule 1. Kierowcy są przede wszystkim ostrzegani o potencjalnym niebezpieczeństwie za pomocą żółtych flag i sygnałów świetlnych. Żaden z porządkowych nie ma prawa znaleźć się w na torze, bez pozwolenia dyrekcji wyścigu, niezależnie od sytuacji. Dodatkowo, od 2018 roku głowa kierowców jest ochraniana przy system halo, mający na celu uniemożliwienie kontaktu głowy zawodnika z jakimkolwiek elementem, mogącym zagrażać jego bezpieczeństwu.