ME siatkarzy 2015. Trzy rzeczy po trzech setach z Belgią: Radość tak, festyn nie. W Warnie wystarczy koncentracja

Kilkoma pięknymi akcjami nasi siatkarze sprawili sobie radość, ale niepotrzebnie wchodząc w nastrój festynu, wytworzony przez kibiców, musieli się też podenerwować. Ostatecznie i tak pokonali Belgię 3:0 (25:18, 29:27, 25:16) w swoim pierwszym meczu mistrzostw Europy. Jeśli tylko odpowiednio się skoncentrują, podobnie powinni skończyć sobotnie spotkanie ze Słowenią oraz niedzielne z Białorusią i zapewnić sobie bezpośredni awans do ćwierćfinałów w Sofii. Relacja na żywo z meczu ze Słowenią w sobotę w Sport.pl o godz. 19.30

1. Widać radość

Solidna zagrywka, pewny atak, typowa dla nas praca w obronie i błyskawiczny efekt w postaci prowadzenia 6:2, a później 8:3 i 10:4 - tak zaczął się mecz trzeciej z 21. drużyną światowego rankingu FIVB. Widać było nie tylko różnicę poziomu, ale też radość, jaką Polakom sprawia siatkówka. To ważne, bo po porażce z Włochami w meczu o wszystko w Pucharze Świata mieli prawo mieć siatkówki dość. Oczywiście zdarzały się błędy, nawet tak grube jak wystawa Fabiana Drzyzgi do Michała Kubiaka niedokładna do tego stopnia, że kapitan nie miał szansy sięgnąć piłki, ale w starciu mistrza z uczniem momenty rozprężenia po prostu muszą przyjść. W pierwszej partii było ich jednak niewiele, sami potrafiliśmy trzymać dyscyplinę. Kiedy Van der Voorde zaserwował nam asa na - patrząc z perspektywy Belgów - 7:11, Stephane Antiga tak zmierzył spojrzeniem Mateusza Mikę, który zagrywki nie odebrał, że ten spuścił głowę i przepraszająco podniósł rękę. Ale kiedy nasz przyjmujący skończył atak z sytuacyjnej, arcytrudnej piłki na 17:11, trener aż krzyknął do niego, by z uśmiechem pokazać uniesiony kciuk. W tym secie była solidna gra, była koncentracja, była radość, więc i wynik był jak trzeba - wygraliśmy do 18.

2. Mistrzostwa, nie festyn!

W dwóch pierwszych setach Bartosz Kurek skończył tylko osiem z 21 ataków, wpadał nawet w pojedynczy blok rywali. Proste pomyłki przytrafiały się też Kubiakowi, chyba wszyscy - może z wyjątkiem Miki - wyglądali na rozkojarzonych, spisywali się na boisku podobnie jak na trybunach polscy kibice. Ci od początku meczu udziwniali swoje przyśpiewki, intonując "I jeszcze jeden, i jeszcze raz", gdy któryś z Polaków zaserwował asa albo odgrywając i odśpiewując "Pieśń o Małym Rycerzu" zarezerwowaną przecież na najtrudniejsze momenty w chwilach, w których zupełnie nie było to potrzebne. Kibice w pustawej hali w Warnie bawili się jak na festynie, a im dłużej trwał set, tym częściej jak na pikniku piłkę odbijali z Belgami nasi zawodnicy. W pewnym momencie pozwolili nawet rywalom prowadzić 22:20, seta skończyli, grając na przewagi. Wygrali do 27, po drodze marnując dwie kontry na 25:23 (Kurek) i 26:24 (Kubiak) i popełniając w sumie aż 14 błędów własnych.

3. W Warnie koncentracja, wyzwania w Sofii

Przed trzecim setem nasi zawodnicy nie dowcipkowali już jak przed drugim, a odpowiednia koncentracja od razu dała efekt. Po dobrych zagrywkach Karola Kłosa i kontrach jego kolegów wyszliśmy na 3:0, po serwisach Kurka powiększyliśmy przewagę na 12:4 i spokojnie kontrolując sytuację, mogliśmy oszczędzać siły na następne mecze. Ale w sobotę i niedzielę, grając przeciw Słowenii i Białorusi, znów nie powinniśmy ich stracić zbyt wiele. Prawdziwe granie w tym turnieju zacznie się dla nas dopiero od ćwierćfinału w Sofii. Inaczej być po prostu nie może.

Obserwuj @LukaszJachimiak

Facet, który od auta woli hulajnogę, dwaj miłośnicy Harry'ego Pottera i fan Jana Matejki [SYLWETKI SIATKARZY]

Czy Polscy siatkarze staną na podium ME 2015?
Więcej o: